W kierunku Marty oraz siedzącej obok niej babci podszedł młody, wysportowany chłopak, który miał około osiemnaście lat.
-Jak się czujesz?- zapytał z radością, a zarazem z ulgą w głosie.
-Dobrze. Ale napiłabym się czegoś.
Babcia dziewczyny wyciągnęła z szafki butelkę wody, a w tym samym czasie chłopak poszedł po lekarza. Marta pomału przyzwyczaiła się już do światła z żarówki i ponownie rozejrzała się po sali. Ściany, łóżka, a nawet szafki były białego koloru. Wszystko wyglądało na bardzo sterylne i zadbane. Wkrótce do sali wraz z chłopakiem, który był już wcześniej, wszedł lekarz. Wyglądał na około trzydzieści lat, miał delikatnie krzywy nos ale pomimo to był bardzo przystojny.
-Witam. Jestem doktor Piotr Szuman. Jak się czujesz?
-Strasznie boli mnie głowa.
-To zrozumiałe. Upadając uderzyłaś się w głowę o stolik. Musieliśmy założyć ci trzy szwy.
-Nic nie pamiętam.
-Mhm. Powiedz mi co pamiętasz ostatnie.
-No. Byłam z babciu na wyciągu narciarskim. Ale na pewno uderzyłam się w głowę o stolik? Nie pamiętam żebyśmy później wracały do hotelu.
-Marto, a ile masz lat?
-Trzynaście. -odpowiedziała pewna siebie nastolatka. Jej babcia cicho zaszlochała, lekarz uzupełniał dokumenty, a chłopak patrzył się na nią niepewnie.
-Marta, pamiętasz mnie?- zapytał nastolatek
-A powinnam?- pani Teresa zaszlochała jeszcze głośniej.- Babciu co się dzieje?
-Kochanie, niedługo będziesz obchodziła swoje szesnaste urodziny.
-Słucham? -zapytała niepewnie i spojrzała na całą trójkę, w końcu odezwał się lekarz.
-Masz amnezję, która powstała zapewne na wskutek uderzenia.
-Jak to amnezję?
-Tak jak mówi twoja babcia. Niedługo będziesz miała szesnaście lat. Za dwa tygodnie będzie zakończenie roku szkolnego, dla ciebie trzeciej klas gimnazjum.
-Jak to możliwe że ostatnie co pamiętam to początek wakacji po skończeniu podstawówki?
-Przykro mi. -powiedział lekarz po czym opuścił salę.
-Do jakiego chodziłam gimnazjum?
-Do piątego.- odpowiedziała załamana kobieta.
-A ty?- skierowała pytanie do nastolatka- Kim jesteś?
-Sebastian vel Szczurek. Przyjaźnimy się od jakiegoś czasu.
-Dziwne to wszystko. Opowiedzcie co się ze mną działo przez te trzy lata.
Nastolatka pociągnęła łyka wody i wsłuchała się w opowieść babci.
-Hmm. No cóż. W twoim życiu się wiele pozmieniało. Po skończeniu się wakacji, które pamiętasz jako ostatnie, zaczęłaś chodzić do 5PG. Tam zaprzyjaźniłaś się z wieloma osobami. Widzisz, powiedziałam ci również że masz brata.
-Brata?
-Tak. Od jakiegoś czasu chodzi z tobą do jednej klasy. Przepraszam że ci wcześniej nie powiedziałam.
- Jesteśmy bliźniakami?
-Tak. Ale nie jesteście do siebie zbytnio podobno.
-Ostro. Kiedy mogłabym się z nim spotkać?
- Pewnie przyjdzie niedługo do szpitala.
-Rozumiem. A z tobą jak się poznałam?-zapytała, wyrywając tym chłopaka z zamyślenie.
-Ze mną? Hmm no w klubie.
-Naprawdę. Nie pamiętam żebym kiedykolwiek była w jakimś klubie.
-Nadrobimy to- odpowiedział z uśmiechem na ustach, pewny siebie chłopak.
***
Cześć :) Jak u Was leci? Czuć wiosnę? :)
Co do rozdziału: Wiem, mógł być lepszy ale jakoś nie miałam pomysłu na niego. Myślicie że Marta odzyska pamięć? ;)
Trzymajcie się. Do zobaczenia wkrótce :)
Łączna liczba wyświetleń
9.04.2016
6.04.2016
Rozdział dwudziesty czwarty
OCZAMI MARTY
Cichy, jednak bardzo wyraźny i irytujący szum przedzierał się przez moją głowę, która bardzo bolała. Nie wiedziałam co się stało. Czemu mimo usilnych prób nie mogę otworzyć oczu? Czemu szum w mojej głowie nie ustępuje? Szukałam w myślach odpowiedzi na te jak i na wiele innych nurtujących mnie pytań, jednak bez rezultatu. Nawet nie wiem kiedy ponownie zapadłam w głęboki sen. Po chwili jednak usłyszałam głos babci, jak by z oddali, taki cichy, przytłumiony. Docierały do mnie niestety tylko pojedyncze słowa.
-Przepraszam... Proszę.... Kocham... Wybacz... Pamiętasz...
Nie wiedziałam za co mnie przeprasza, o co mnie prosi, o jakie błaga przebaczenie? Miałam wrażenie że raz na jakiś czas babcia cicho popłakiwała. A świadomość że nie mogę jej przytulić, pocieszać irytowała mnie coraz bardziej. Wsłuchiwałam się w barwę jej delikatnego głosu i starałam się zrozumieć oraz zapamiętać jak najwięcej z tego co do mnie mówiła, mimo że były to zwykłe, bez znaczenia, jedynie fragmenty monologu. W końcu szum ustał, a ja miałam wrażenie że się oddalam, usypiam. W tym samym momencie usłyszałam jednak jakiś przyjazny, męski głos. Niewiem do kogo należał. Był jednak bardziej wyraźny i głośniejszy niż babci.
-Lekarze mówią że po prostu za mało jadłaś, do tęgo stres, przemęczenie. Jak wyjdziesz ze szpitala to pojedziemy w góry, albo nad może. Co ty na to? Albo i tu i tu. Będzie fajnie, tylko wybudź się już.... Rozmawiałem wczoraj z Karolem. Był u ciebie. Ale jest strasznie zagubiony, nie wiedział jak ma się zachować... Podobno jest to najlepszy psychiatryk w okolicy. Mam nadzieję że mu tam pomogą.
Słuchałam jego wypowiedzi z fascynacją i zaciekawieniem pomimo, że docierały do mnie tylko krótkie fragmenty. Nie wiedziałam kim jest właściciel tego głosu ale wydawał się być bardzo miłą, towarzyską, wesołą osobą. Z tego co usłyszałam miałam wrażenie że mnie bardzo dobrze zna. Ale dlaczego ja nie wiedziałam czyj to głos? Innym razem słyszałam Dianę. Opowiadała o szkole, o ubraniach jakie niedawno kupiła, o wydarzeniach jakie miał ostatnio miejsce, o jakiś chłopakach. Byłam trochę zdziwiona bo przecież moja przyjaciółka nigdy nie przywiązywała wagi do ubioru, a od chłopaków zawsze trzymałyśmy się z dala. Przecież miałyśmy siebie, byłyśmy jak siostry i nie potrzebowałyśmy nikogo więcej, a tym bardziej żadnego chłopaka. Kiedy indziej przez szum w mojej głowie, który ciągle stawał się coraz słabszy, słyszałam jakiegoś mężczyznę. Wydawało mi się, że jest już w podeszłym wieku. Ale przecież nie znam nikogo takiego, stwierdziłam więc że musiał to być lekarz. Nie wiedziałam tylko dlaczego lekarz miałby mnie przepraszać. Pamiętam też bardzo miły, delikatny kobiecy głos mówiący że już czas się wybudzić. Próbowałam wtedy, jak zwykle, otworzyć oczy ale bez skutecznie. Później ponownie słyszałam babcię, tym razem jednak wyraźniej i głośniej. Jednak dopiero kiedy nastała całkowita cisza udało mi się delikatnie otworzyć oczy. Znajdowałam się w małym, białym pokoiku, w którym stały jeszcze dwa, puste łóżka. Za oknem było już całkowicie ciemno, a o moje łóżko opierała się siedzącą na krzesełku, śpiąca babcia.
-Babciu. Babciu, mogę wodę? -wychrypiałam, opiekunka spojrzała na mnie radosnym ale zaspanym wzrokiem, a po drugiej stronie sali spostrzegłam młodego chłopaka, który teraz szedł uśmiechnięty w naszą stronę.
Cichy, jednak bardzo wyraźny i irytujący szum przedzierał się przez moją głowę, która bardzo bolała. Nie wiedziałam co się stało. Czemu mimo usilnych prób nie mogę otworzyć oczu? Czemu szum w mojej głowie nie ustępuje? Szukałam w myślach odpowiedzi na te jak i na wiele innych nurtujących mnie pytań, jednak bez rezultatu. Nawet nie wiem kiedy ponownie zapadłam w głęboki sen. Po chwili jednak usłyszałam głos babci, jak by z oddali, taki cichy, przytłumiony. Docierały do mnie niestety tylko pojedyncze słowa.
-Przepraszam... Proszę.... Kocham... Wybacz... Pamiętasz...
Nie wiedziałam za co mnie przeprasza, o co mnie prosi, o jakie błaga przebaczenie? Miałam wrażenie że raz na jakiś czas babcia cicho popłakiwała. A świadomość że nie mogę jej przytulić, pocieszać irytowała mnie coraz bardziej. Wsłuchiwałam się w barwę jej delikatnego głosu i starałam się zrozumieć oraz zapamiętać jak najwięcej z tego co do mnie mówiła, mimo że były to zwykłe, bez znaczenia, jedynie fragmenty monologu. W końcu szum ustał, a ja miałam wrażenie że się oddalam, usypiam. W tym samym momencie usłyszałam jednak jakiś przyjazny, męski głos. Niewiem do kogo należał. Był jednak bardziej wyraźny i głośniejszy niż babci.
-Lekarze mówią że po prostu za mało jadłaś, do tęgo stres, przemęczenie. Jak wyjdziesz ze szpitala to pojedziemy w góry, albo nad może. Co ty na to? Albo i tu i tu. Będzie fajnie, tylko wybudź się już.... Rozmawiałem wczoraj z Karolem. Był u ciebie. Ale jest strasznie zagubiony, nie wiedział jak ma się zachować... Podobno jest to najlepszy psychiatryk w okolicy. Mam nadzieję że mu tam pomogą.
Słuchałam jego wypowiedzi z fascynacją i zaciekawieniem pomimo, że docierały do mnie tylko krótkie fragmenty. Nie wiedziałam kim jest właściciel tego głosu ale wydawał się być bardzo miłą, towarzyską, wesołą osobą. Z tego co usłyszałam miałam wrażenie że mnie bardzo dobrze zna. Ale dlaczego ja nie wiedziałam czyj to głos? Innym razem słyszałam Dianę. Opowiadała o szkole, o ubraniach jakie niedawno kupiła, o wydarzeniach jakie miał ostatnio miejsce, o jakiś chłopakach. Byłam trochę zdziwiona bo przecież moja przyjaciółka nigdy nie przywiązywała wagi do ubioru, a od chłopaków zawsze trzymałyśmy się z dala. Przecież miałyśmy siebie, byłyśmy jak siostry i nie potrzebowałyśmy nikogo więcej, a tym bardziej żadnego chłopaka. Kiedy indziej przez szum w mojej głowie, który ciągle stawał się coraz słabszy, słyszałam jakiegoś mężczyznę. Wydawało mi się, że jest już w podeszłym wieku. Ale przecież nie znam nikogo takiego, stwierdziłam więc że musiał to być lekarz. Nie wiedziałam tylko dlaczego lekarz miałby mnie przepraszać. Pamiętam też bardzo miły, delikatny kobiecy głos mówiący że już czas się wybudzić. Próbowałam wtedy, jak zwykle, otworzyć oczy ale bez skutecznie. Później ponownie słyszałam babcię, tym razem jednak wyraźniej i głośniej. Jednak dopiero kiedy nastała całkowita cisza udało mi się delikatnie otworzyć oczy. Znajdowałam się w małym, białym pokoiku, w którym stały jeszcze dwa, puste łóżka. Za oknem było już całkowicie ciemno, a o moje łóżko opierała się siedzącą na krzesełku, śpiąca babcia.
-Babciu. Babciu, mogę wodę? -wychrypiałam, opiekunka spojrzała na mnie radosnym ale zaspanym wzrokiem, a po drugiej stronie sali spostrzegłam młodego chłopaka, który teraz szedł uśmiechnięty w naszą stronę.
5.04.2016
Rozdział dwudziesty trzeci
Marta siedziała z podkulonymi nogami na kanapie w salonie, w dłoni ściskając kubek z gorąca czekoladą i natarczywie patrząc się w jeden, odległy, znajdujący się naprzeciwko niej punkt. Od momentu kiedy dwaj policjanci na sygnale odjechali spad jej domu minęły już prawie dwie godziny. Na dworze zaczynało świtać, a ona myślami ciągle błądziła po traumatycznych przeżyciach. Przypominała sobie rodzinę Walców, ich zachowania, gesty, analizowała każde słowo, które zapamiętała. Z oczu po raz kolejny popłynęła jedna, samotna łza, której nastolatka pozwoliła swobodnie spłynąć po policzku, a następnie cicho spaść na jej bluzkę. Tuż obok niej siedziała babcia, otulona kocem i cicho pochrapując po wcześniejszym wylaniu morza łez. Kobieta obarczała się winą za wszelkie krzywdy jakie spotkały jej wnuczkę. Czuła, że ją zawiodła. Po kilku godzinach ze snu wybudził staruszkę dzwonek do drzwi. Marta ciągle siedziała w tej samej pozycji co kilka godzin temu, teraz jednak nerwowo i z przerażeniem patrzyła prosto na drzwi wejściowe. Widząc to pani Teresa delikatnie złapała nastolatkę za ramię.
-Nie bój się. To pewnie policjanci.
W drzwiach jednak stał Szczurek, który był przerażony napisem znajdującym się na drzwiach. Był bowiem pewny że prześladowczyni jej przyjaciółki została zatrzymana w areszcie.
-Widziała to?- zapytał szeptem na co kobieta z grymasem na twarzy pokiwała twierdząco głową.
-Niestety. Ale Marta powiedziała już policji kto mógł to zrobić.
-Kto?
Kobieta ponownie zaniosła się cichym szlochem i bez słowa wpuściła chłopaka do domu, który od razu skierował się w stronę salonu gdzie znajdowała się dziewczyna. Otulił ją swoim ramieniem i delikatnie bawiąc się jej włosami szeptał wprost do ucha Marty uspokajające i pocieszające słówka. Po niecałej godzinie do salonu weszli dwaj policjanci, którzy byli u nich również ostatniej nocy, oraz babcia nastolatki. Marta ze skupieniem wsłuchiwała się w ich rozmowę, sama jednak nie biorąc w niej udziału.
-Magdalenie Dąb zapewne zostaną postawione zarzuty prześladowania i usiłowania zniszczenia pani mienia. Nie możemy jednak, po incydencie jaki miał miejsce tej nocy, oskarżyć o nic więcej ponieważ nie mamy pewności że to była ona.
-A co z jej ojcem? Zatrzymaliście go?
-Niestety. Pan Bartosz ma bardzo silne alibi.
-Skoro nie on to kto inny?
-Tego niestety nie wiem. Ale myślę, że powinny panie na jakiś czas opuścić dom. Wyjechać gdzieś, odpocząć. Marcie na pewno dobrze by to zrobiło.
Powiedział jeden z policjantów, a dziewczyna spojrzała na niego wzrokiem pełnym pogardy.
-Mam wyjechać ze swojego domu, ponieważ wy nie umiecie wykonać swojej roboty.-odezwała się za po raz pierwszy, z delikatnie podniesionym głosem, który ciągle przybierał na sile.- Mam wyjechać ponieważ wy nie umiecie zatrzymać tego gnojka! Mam uciekać bo najwyraźniej jesteście gówno wartymi policjantami!?
Starsza kobieta niepewnie się do niej delikatnie uśmiechnęła.
-Marta. Przecież tak nie można. Uspokój się.
-A ty!? Kim jesteś, że będziesz mnie pouczać!? Jeżeli zapomniałaś to przez ciebie pieprzyłam się z własnym bratem bo nie raczyłaś mi powiedzieć o jego istnieniu. Dla mnie jesteś nikim! Rozumiesz!? Nie istniejesz!
-Marta wiem że jesteś zła na babcie ale przecież ona chce dla ciebie jak najlepiej.- powiedział Szczurek łapiąc dziewczynę za ramię.- Dla niej to również jest ciężki okres.
-Ciężki okres.- odpowiedziała ironicznie zrzucając przy tym rękę przyjaciela- A co ty o tym wiesz!? Hmm? Jesteś zwykłym padałem, którego największym problemem jest rozpad związku. Pieprz się Sebastian! Wszyscy się pieprzycie! - krzyczała. Dziewczyna raptownie wstała z kanapy i pragnęła jak najszybciej wyjść z tego pomieszczenia jednak w tej samej chwili poczuła silne zawroty głowy i zauważył ciemne plamy przed oczami. Upadła.
***
Cześć ;) Powracam po długiej przerwie (ponad rocznej) i mam świadomość że zapewne już nikt tutaj nie zagląda ale mam nadzieję że wkrótce się to zmieni ;)
Jak podoba się Wam rozdział? Jakieś propozycje, sugestie, przypuszczenie? :)
Oczywiście proszę żebyście zostawiali komentarze bo to naprawdę ogromnie motywuje do pisania ;)
Pozdrawiam :) i do zobaczenia wkrótce ;)
-Nie bój się. To pewnie policjanci.
W drzwiach jednak stał Szczurek, który był przerażony napisem znajdującym się na drzwiach. Był bowiem pewny że prześladowczyni jej przyjaciółki została zatrzymana w areszcie.
-Widziała to?- zapytał szeptem na co kobieta z grymasem na twarzy pokiwała twierdząco głową.
-Niestety. Ale Marta powiedziała już policji kto mógł to zrobić.
-Kto?
Kobieta ponownie zaniosła się cichym szlochem i bez słowa wpuściła chłopaka do domu, który od razu skierował się w stronę salonu gdzie znajdowała się dziewczyna. Otulił ją swoim ramieniem i delikatnie bawiąc się jej włosami szeptał wprost do ucha Marty uspokajające i pocieszające słówka. Po niecałej godzinie do salonu weszli dwaj policjanci, którzy byli u nich również ostatniej nocy, oraz babcia nastolatki. Marta ze skupieniem wsłuchiwała się w ich rozmowę, sama jednak nie biorąc w niej udziału.
-Magdalenie Dąb zapewne zostaną postawione zarzuty prześladowania i usiłowania zniszczenia pani mienia. Nie możemy jednak, po incydencie jaki miał miejsce tej nocy, oskarżyć o nic więcej ponieważ nie mamy pewności że to była ona.
-A co z jej ojcem? Zatrzymaliście go?
-Niestety. Pan Bartosz ma bardzo silne alibi.
-Skoro nie on to kto inny?
-Tego niestety nie wiem. Ale myślę, że powinny panie na jakiś czas opuścić dom. Wyjechać gdzieś, odpocząć. Marcie na pewno dobrze by to zrobiło.
Powiedział jeden z policjantów, a dziewczyna spojrzała na niego wzrokiem pełnym pogardy.
-Mam wyjechać ze swojego domu, ponieważ wy nie umiecie wykonać swojej roboty.-odezwała się za po raz pierwszy, z delikatnie podniesionym głosem, który ciągle przybierał na sile.- Mam wyjechać ponieważ wy nie umiecie zatrzymać tego gnojka! Mam uciekać bo najwyraźniej jesteście gówno wartymi policjantami!?
Starsza kobieta niepewnie się do niej delikatnie uśmiechnęła.
-Marta. Przecież tak nie można. Uspokój się.
-A ty!? Kim jesteś, że będziesz mnie pouczać!? Jeżeli zapomniałaś to przez ciebie pieprzyłam się z własnym bratem bo nie raczyłaś mi powiedzieć o jego istnieniu. Dla mnie jesteś nikim! Rozumiesz!? Nie istniejesz!
-Marta wiem że jesteś zła na babcie ale przecież ona chce dla ciebie jak najlepiej.- powiedział Szczurek łapiąc dziewczynę za ramię.- Dla niej to również jest ciężki okres.
-Ciężki okres.- odpowiedziała ironicznie zrzucając przy tym rękę przyjaciela- A co ty o tym wiesz!? Hmm? Jesteś zwykłym padałem, którego największym problemem jest rozpad związku. Pieprz się Sebastian! Wszyscy się pieprzycie! - krzyczała. Dziewczyna raptownie wstała z kanapy i pragnęła jak najszybciej wyjść z tego pomieszczenia jednak w tej samej chwili poczuła silne zawroty głowy i zauważył ciemne plamy przed oczami. Upadła.
***
Cześć ;) Powracam po długiej przerwie (ponad rocznej) i mam świadomość że zapewne już nikt tutaj nie zagląda ale mam nadzieję że wkrótce się to zmieni ;)
Jak podoba się Wam rozdział? Jakieś propozycje, sugestie, przypuszczenie? :)
Oczywiście proszę żebyście zostawiali komentarze bo to naprawdę ogromnie motywuje do pisania ;)
Pozdrawiam :) i do zobaczenia wkrótce ;)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)