Łączna liczba wyświetleń

6.04.2016

Rozdział dwudziesty czwarty

OCZAMI MARTY


Cichy, jednak bardzo wyraźny i irytujący szum przedzierał się przez moją głowę, która bardzo bolała. Nie wiedziałam co się stało. Czemu mimo usilnych prób nie mogę otworzyć oczu? Czemu szum w mojej głowie nie ustępuje? Szukałam w myślach odpowiedzi na te jak i na wiele innych nurtujących mnie pytań, jednak bez rezultatu. Nawet nie wiem kiedy ponownie zapadłam w głęboki sen. Po chwili jednak usłyszałam głos babci, jak by z oddali, taki cichy, przytłumiony. Docierały do mnie niestety tylko pojedyncze słowa.
-Przepraszam... Proszę.... Kocham... Wybacz... Pamiętasz...
Nie wiedziałam za co mnie przeprasza, o co mnie prosi, o jakie błaga przebaczenie? Miałam wrażenie że raz na jakiś czas babcia cicho popłakiwała. A świadomość że nie mogę jej przytulić, pocieszać irytowała mnie coraz bardziej. Wsłuchiwałam się w barwę jej delikatnego głosu i starałam się zrozumieć oraz zapamiętać jak najwięcej z tego co do mnie mówiła, mimo że były to zwykłe, bez znaczenia, jedynie fragmenty monologu. W końcu szum ustał, a ja miałam wrażenie że się oddalam, usypiam. W tym samym momencie usłyszałam jednak jakiś przyjazny, męski głos. Niewiem do kogo należał. Był jednak bardziej wyraźny i głośniejszy niż babci.
-Lekarze mówią że po prostu za mało jadłaś, do tęgo stres, przemęczenie. Jak wyjdziesz ze szpitala to pojedziemy w góry, albo nad może. Co ty na to? Albo i tu i tu. Będzie fajnie, tylko wybudź się już.... Rozmawiałem wczoraj z Karolem. Był u ciebie. Ale jest strasznie zagubiony, nie wiedział jak ma się zachować... Podobno jest to najlepszy psychiatryk w okolicy. Mam nadzieję że mu tam pomogą.
Słuchałam jego wypowiedzi z fascynacją i zaciekawieniem pomimo, że docierały do mnie tylko krótkie fragmenty. Nie wiedziałam kim jest właściciel tego głosu ale wydawał się być bardzo miłą, towarzyską, wesołą osobą. Z tego co usłyszałam miałam wrażenie że mnie bardzo dobrze zna. Ale dlaczego ja nie wiedziałam czyj to głos? Innym razem słyszałam Dianę. Opowiadała o szkole, o ubraniach jakie niedawno kupiła, o wydarzeniach jakie miał ostatnio miejsce, o jakiś chłopakach. Byłam trochę zdziwiona bo przecież moja przyjaciółka nigdy nie przywiązywała wagi do ubioru, a od chłopaków zawsze trzymałyśmy się z dala. Przecież miałyśmy siebie, byłyśmy jak siostry i nie potrzebowałyśmy nikogo więcej, a tym bardziej żadnego chłopaka. Kiedy indziej przez szum w mojej głowie, który ciągle stawał się coraz słabszy, słyszałam jakiegoś mężczyznę. Wydawało mi się, że jest już w podeszłym wieku. Ale przecież nie znam nikogo takiego, stwierdziłam więc że musiał to być lekarz. Nie wiedziałam tylko dlaczego lekarz miałby mnie przepraszać. Pamiętam też bardzo miły, delikatny kobiecy głos mówiący że już czas się wybudzić. Próbowałam wtedy, jak zwykle, otworzyć oczy ale bez skutecznie. Później ponownie słyszałam babcię, tym razem jednak wyraźniej i głośniej. Jednak dopiero kiedy nastała całkowita cisza udało mi się delikatnie otworzyć oczy. Znajdowałam się w małym, białym pokoiku, w którym stały jeszcze dwa, puste łóżka. Za oknem było już całkowicie ciemno, a o moje łóżko opierała się siedzącą na krzesełku, śpiąca babcia.
-Babciu. Babciu, mogę wodę? -wychrypiałam, opiekunka spojrzała na mnie radosnym ale zaspanym wzrokiem, a po drugiej stronie sali spostrzegłam młodego chłopaka, który teraz szedł uśmiechnięty w naszą stronę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz