Dziewczyna delikatnie uśmiechnęła się i otwierając furtkę ponowiła zaproszenie. Drzwi do domu otworzyły się bez żadnego oporu. W mieszkaniu było słychać krzątanie się babci Marty oraz pobrzękiwanie talerzami.
-Dobrze, że już jesteś. Właśnie zrobiłam kanapki.- usłyszeli ciepły głos dochodzący z kuchni.
-Babciu, a mogłabyś ich trochę dorobić?
Z za drzwi po prawej stronie wyjrzała zdziwiona kobieta. Wyglądała na delikatnie po sześćdziesiątce, miała cienkie kasztanowe włosy i delikatne rysy twarzy.
-Dobry wieczór.- przywitał się Sebastian.
-Część.- odpowiedziała kobieta- Czemu mi nie powiedziałaś, że będziemy miały gościa? Zrobiłabym trochę więcej kanapek, zresztą nie ważne. Umyjcie ręce i zapraszam do kuchni.
Młodzi podążyli za wskazówkami kobiety. Po paru minutach przed ich oczami ukazał się duży talerz wypełniony kanapkami i dzbanek ciepłej herbaty.
-Przepraszam, nie przedstawiłem się. Jestem Sebastian.
-Spokojnie, nie ma za co przepraszać. Zmarzliście?
-Nie. Szczerze mówiąc mi było strasznie ciepło.
-Tak, mi też.- przytaknęła Marta.
-Ciepło?- kobieta spojrzała na nich zdziwiona- Kochani jest grubo na minusie.
Młodzi spojrzeli po sobie niepewnie. W końcu Marta zapytała się:
-Jest na minusie?
-Tak.- odpowiedziała rozbawiona staruszka. Po zjedzeniu części kanapek i wypiciu ciepłej herbaty nastolatkowie poszli do pokoju Marty. Na zegarkach dochodziła już dwudziesta trzecia. Siedząc na wygodnej kanapie Szczurek powiedział:
-Masz fajną babcię. Zresztą ty też jesteś fajna. Większość by się strasznie o wszystko pytała, a wy we dwie nic. Zero pytań.
-Przesadzasz.- odpowiedziała zadowolona dziewczyna.- Słuchaj ja na chwilę wskoczę do łazienki.
-Ok.
Chłopak rozejrzał się po pokoju. Był to średniej wielkości pokój pomalowany na jasny beż. W pomieszczeniu znajdowało się tylko biurko, krzesło, kanapa, rozsuwana szafa wbudowana w ścianę oraz mnóstwo poduszek by wygodniej było siedzieć na podłodze. Zamknął oczy, poczuł jakby właśnie teraz, w tym pokoju wszystkie jego kłopoty odlatywały razem z zapachem jaki unosił się w powietrzu. Było mu tu dobrze. Po paru minutach do pokoju ponownie weszła Marta. Szczurek siedział z zamkniętymi oczami na wersalce, wyglądał jakby spał.
-Szczurek? Sebastian?
Chłopak nie odpowiadał. Nastolatka przykryła go kocem i po cichu zeszła na dół gdzie spotkała swoją babcie, która szczerze się uśmiechnęła.
-No kochanie, nie ładnie swojej babuni o tak ważnej osobie nie powiedzieć. Długo on jeszcze u nas posiedzi?
-Po pierwsze: Szczurek jest tylko moim znajomym, Po drugie: no właśnie raczej tak. Widzisz mamy problem....
-Jaki? Co się stało?
Marta uśmiechnęła się promiennie.
-Sebastian usnął u mnie na wersalce!
Staruszka wybuchnęła śmiechem, pokiwała głową i powiedziała:
-Nie pytam czym go tak wymęczyłaś. No co? To bierz materac i kładź się na podłogę.
-Myślałam o pokoju gościnnym.
-Nie wydaje mi się, że to dobry pomysł. Wiesz jak się obudzi w nowym miejscu, w którym był zaledwie parę minut to nie wiadomo co zrobi.
-Racja. W takim razie: dobranoc.
Nastolatka wróciła do swojego pokoju, w którym jak najciszej rozłożyła swój materac i położyła się spać.
---------------------------------------------------------------------------------
Hejka! Co tam u was? Pogoda dopisuje? U mnie się trochę zepsuła w porównaniu co do weekendu ale nie narzekam :) Jak podoba się wam blog? Macie jakieś ciekawe pomysły? Jak tak to piszcie, a może akurat z któregoś skorzystam....
Łączna liczba wyświetleń
31.03.2014
27.03.2014
Rozdział Czwarty
-Pewien chłopak od czasu kiedy tylko zaczęły w nim buzować hormony zauważył, że woli chłopców niż dziewczyny. Długo walczył z samym sobą. Umawiał się na randki z byle którą, byle tylko poczuć się bardziej ,,męsko". Niestety po każdym takim spotkaniu czuł się tylko gorzej. W końcu zrozumiał, że tego co czuje i do kogo nie można zmienić. Po wielu latach spotkał chłopaka, który wydawałoby się, jest tym na którego tyle czekał. Zaczęli się spotykać, bliżej poznawać, nie tylko psychicznie ale i fizycznie. Niestety, niespodziewanie ten chłopak z nim zrywa. Bez wytłumaczeń. Czemu? Dlaczego? Nie odbierał telefonów, nie odpisywał na sms'y i nagle po niecałym miesiącu przysyła wiadomość, w której pisze, że chciałby się spotkać. Podaje datę, miejsce, godzinę. Ten pierwszy, po przeczytaniu tego jest szczęśliwy. Wieży, że może jednak do siebie wrócą. Oczywiście zgadza się na spotkanie. A kiedy jest już na miejscu, widzi go kupującego drinki, uśmiechniętego i pewnego siebie. Zaczynają rozmawiać, w końcu ten drugi informuje, że ma niespodziankę. I prowadzi tego pewnego, że może jednak wszystko się ułoży do stolika przy którym siedzą dwie dziewczyny. Z jedną z nich od razu zaczyna się obściskiwać. Co byś zrobiła na miejscu tego pierwszego? Ja poszedłbym się napić byleby choć na chwilę zapomnieć o tym upokorzeniu. A teraz nadszedł czas by cie zapewnić, że to właśnie ja jestem tym pierwszym, pełnym nadziei chłopakiem, a Szymon tym drugim. Tak, dobrze rozumiesz. Jestem gejem, który właśnie przed chwilą został tak strasznie upokorzony....
Oboje zatrzymali się i stanęli naprzeciwko siebie. Nagle, niespodziewanie Marta przytuliła do siebie Sebastiana.
-Tak mi przykro. Naprawdę.- wyszeptała prosto w ucho chłopaka.
Tak przytuleni stali w milczeniu jeszcze przez chwile. Nie przeszkadzało im, że właśnie ktoś przechodził obok alejką wraz z psem, oraz że niedaleko nich zgasła lampa. Było ciepło, a gwiaździste niebo rozświetlało świat. Jezioro w pobliżu, którego właśnie stali wyglądało niesamowicie- jak z bajki. W końcu odkleili się od siebie i spojrzeli sobie głęboko w oczy. Ruszyli dalej przed siebie w milczeniu. Szli ramię w ramię, od czasu do czasu niechcący pocierając się dłońmi. Żadne jednak nie przerywało ciszy, było im dobrze. Po chwili jednak pierwsza odezwała się Marta:
-Ja już chyba pójdę do domu. Ciemno się robi.
-Ok. Odprowadzę cię. Dokąd?
-Nie trzeba.
-Proszę. Zrozum, ja nie chcę teraz zostać sam. Nie wiem co bym zrobił.
Marta spojrzała na wyświetlacz, było za 15 dziewiąta.
-Ja za 15 minut muszę być w domu ale jak chcesz to możesz u mnie trochę posiedzieć.
-Dzięki, ale chyba jednak pozostanę tylko na odprowadzeniu.
-Ok, jak chcesz.
Po niecałych 10 minutach w milczeniu dotarli pod dom Marty. W budynku paliło się jeszcze parę świateł.
-Może jednak wejdziesz?- zaproponowała ponownie.
-Myślisz, że twoi rodzice nie będą mieli nic przeciwko?
Nastolatka spuściła wzrok i dopiero po kilku sekundach milczenia odpowiedziała:
-Moi rodzice nie żyją. Mieszkam z babcią, która z pewnością nie będzie miała nic przeciwko.
-Przykro mi. W takim razie może jednak wejdę.
---------------------------------------------------------------------------------
Cześć! Co uważacie o tym rozdziale? Jak podoba się wam blog? :) Dziękuję, że wchodzicie, czytacie i pozostawiacie po sobie ślad <3
Oboje zatrzymali się i stanęli naprzeciwko siebie. Nagle, niespodziewanie Marta przytuliła do siebie Sebastiana.
-Tak mi przykro. Naprawdę.- wyszeptała prosto w ucho chłopaka.
Tak przytuleni stali w milczeniu jeszcze przez chwile. Nie przeszkadzało im, że właśnie ktoś przechodził obok alejką wraz z psem, oraz że niedaleko nich zgasła lampa. Było ciepło, a gwiaździste niebo rozświetlało świat. Jezioro w pobliżu, którego właśnie stali wyglądało niesamowicie- jak z bajki. W końcu odkleili się od siebie i spojrzeli sobie głęboko w oczy. Ruszyli dalej przed siebie w milczeniu. Szli ramię w ramię, od czasu do czasu niechcący pocierając się dłońmi. Żadne jednak nie przerywało ciszy, było im dobrze. Po chwili jednak pierwsza odezwała się Marta:
-Ja już chyba pójdę do domu. Ciemno się robi.
-Ok. Odprowadzę cię. Dokąd?
-Nie trzeba.
-Proszę. Zrozum, ja nie chcę teraz zostać sam. Nie wiem co bym zrobił.
Marta spojrzała na wyświetlacz, było za 15 dziewiąta.
-Ja za 15 minut muszę być w domu ale jak chcesz to możesz u mnie trochę posiedzieć.
-Dzięki, ale chyba jednak pozostanę tylko na odprowadzeniu.
-Ok, jak chcesz.
Po niecałych 10 minutach w milczeniu dotarli pod dom Marty. W budynku paliło się jeszcze parę świateł.
-Może jednak wejdziesz?- zaproponowała ponownie.
-Myślisz, że twoi rodzice nie będą mieli nic przeciwko?
Nastolatka spuściła wzrok i dopiero po kilku sekundach milczenia odpowiedziała:
-Moi rodzice nie żyją. Mieszkam z babcią, która z pewnością nie będzie miała nic przeciwko.
-Przykro mi. W takim razie może jednak wejdę.
---------------------------------------------------------------------------------
Cześć! Co uważacie o tym rozdziale? Jak podoba się wam blog? :) Dziękuję, że wchodzicie, czytacie i pozostawiacie po sobie ślad <3
25.03.2014
Rozdział Trzeci
W Oczliku na stałym miejscu siedziała już Diana i flirtowała z jakimś wysokim blondynem. Lokal nie był duży, mimo to zawsze było tu dużo osób. Zazwyczaj byli to tak jak ona gimnazjaliści, czasami trafiali się jacyś licealiści, którzy zawsze dosiadywali się do ładnych dziewczyn. Wkrótce Marta dotarła do stolika przy którym siedział Diana oraz blondyn, który bawił się ramiączkiem od stanika dziewczyny i zawzięcie patrzył się na jej biust.
-Cześć. -powiedziała wkurzona Marta. Nie rozumiała, czemu jej przyjaciółka pozwala się tak traktować. Kiedyś rozmawiały na ten temat, Diana powiedziała wtedy że lubi te emocje, tą niepewność co się jeszcze wydarzy, dreszczyk emocji i zazdrosne spojrzenia innych
-Siemanko.- odpowiedziała Diana- To jest Marta, a to Szymon.
Chłopak nawet nie ruszył się z miejsca by się przywitać, jednak głośno zagwizdał co miało oznaczyć aprobatę. Marta przewróciła oczami i spojrzała na przyjaciółkę
-Co to za newsy?
-Już nieaktualne!- uśmiechnęła się i spojrzała na Szymona- Pójdziesz kupić coś do picia?
-A co z tego będę miał?- powiedział i wymownie spojrzał na jej piersi.
-Zobaczymy.- odpowiedziała zalotnie i namiętnie go pocałowała
-Fuj! Ile ty go znasz? Pięć minut?- zapytała Marta gdy chłopak tylko odszedł.
-Daj spokój! Naucz się cieszyć życiem!
-Puszczając się? Nie dzięki...
-O co ci chodzi? Przecież wiesz, że nie jestem żadną dziwką!
-Wiem. Sorry, nie o to chodziło. Co to za wiadomość?
-Bartek chciał się ze mną spotkać, ale...
-Ale?
-No. okazało się, że jednak nie mam poco się z nim spotykać.
-Jak to? Przecież jeszcze pół godziny temu świata po za nim nie widziałaś.
-Żebyś ty wiedziała jak Szymon całuje to też byś nie była nim zainteresowana.
-O wilku mowa!
-No dziewczyny przyprowadziłem gościa!
Za Szymonem stał wysoki, dobrze zbudowany brunet, któremu grzywka spadała prawie na oczy.
-Cześć. Jestem Sebastian, ale zdecydowanie bardziej wolę ksywkę- Szczurek.
-Diana, a to jest Marta. Gdzie się uczysz?
-W 2LO- usiadł pomiędzy Szymonem, a Martą i delikatnie zmieszany zapytał się- A wy?
Diana wybuchnęła zalotnym śmiechem, a Marta ponownie przewróciła oczami.
-Jeszcze gimbaza! Na szczęście ostatni rok...
-A ty?- zwrócił się do Marty
-Tak samo. W 5PG
Marta spojrzała na swoją przyjaciółkę, która zaczęła migdolić się z Szymonem, który z każdą chwilą pozwalał sobie na coraz więcej. Jego ręka znajdowała się pod bluzką Diany, a drugą dotykał jej uda. Chwilę po tym jego ręka była całkowicie schowana pod skórzaną, kloszowaną spódniczką dziewczyny.
-To chyba niezbyt dobry pomysł abyśmy siedzieli tu w czwórkę.- usłyszała Sebastiana
-Chyba masz rację- odpowiedziała ku zdziwieniu samej sobie
-Co powiesz na spacer?
Marta spojrzała na wyświetlacz telefonu, było dopiero parę minut po 19. Pokiwała głową na zgodę i odeszła od stolika. Na dworzu ponownie usłyszała głos Szczurka
-Dzięki, ze ze mną z tam tond wyszłaś!
-Nie chciałeś tam siedzieć?- spytała zdziwiona Marta.
-Nie! Wiesz... gdybyś nie ty to pewnie poszedłbym teraz do jakiejś knajpy, najebał się, a potem rzygał nie wiadomo do której.
-Czemu?
Chłopak spojrzał na Martę i uśmiechnął się pod nosem.
-Pewnie myślisz, że poszedłem tam tylko po to żeby zabawić się z jakąś dziewczyną, co?
Marta zmieszana spojrzała prosto w oczy chłopaka i zaczęła słuchać historii, która wydawała się tak bardzo nierealistyczna...
---------------------------------------------------------------------------------
Siemanko! Co u was? Jak podoba się wam blog? Macie jakieś swoje? Piszcie w komentarzach, z chęcią poczytam :)
-Cześć. -powiedziała wkurzona Marta. Nie rozumiała, czemu jej przyjaciółka pozwala się tak traktować. Kiedyś rozmawiały na ten temat, Diana powiedziała wtedy że lubi te emocje, tą niepewność co się jeszcze wydarzy, dreszczyk emocji i zazdrosne spojrzenia innych
-Siemanko.- odpowiedziała Diana- To jest Marta, a to Szymon.
Chłopak nawet nie ruszył się z miejsca by się przywitać, jednak głośno zagwizdał co miało oznaczyć aprobatę. Marta przewróciła oczami i spojrzała na przyjaciółkę
-Co to za newsy?
-Już nieaktualne!- uśmiechnęła się i spojrzała na Szymona- Pójdziesz kupić coś do picia?
-A co z tego będę miał?- powiedział i wymownie spojrzał na jej piersi.
-Zobaczymy.- odpowiedziała zalotnie i namiętnie go pocałowała
-Fuj! Ile ty go znasz? Pięć minut?- zapytała Marta gdy chłopak tylko odszedł.
-Daj spokój! Naucz się cieszyć życiem!
-Puszczając się? Nie dzięki...
-O co ci chodzi? Przecież wiesz, że nie jestem żadną dziwką!
-Wiem. Sorry, nie o to chodziło. Co to za wiadomość?
-Bartek chciał się ze mną spotkać, ale...
-Ale?
-No. okazało się, że jednak nie mam poco się z nim spotykać.
-Jak to? Przecież jeszcze pół godziny temu świata po za nim nie widziałaś.
-Żebyś ty wiedziała jak Szymon całuje to też byś nie była nim zainteresowana.
-O wilku mowa!
-No dziewczyny przyprowadziłem gościa!
Za Szymonem stał wysoki, dobrze zbudowany brunet, któremu grzywka spadała prawie na oczy.
-Cześć. Jestem Sebastian, ale zdecydowanie bardziej wolę ksywkę- Szczurek.
-Diana, a to jest Marta. Gdzie się uczysz?
-W 2LO- usiadł pomiędzy Szymonem, a Martą i delikatnie zmieszany zapytał się- A wy?
Diana wybuchnęła zalotnym śmiechem, a Marta ponownie przewróciła oczami.
-Jeszcze gimbaza! Na szczęście ostatni rok...
-A ty?- zwrócił się do Marty
-Tak samo. W 5PG
Marta spojrzała na swoją przyjaciółkę, która zaczęła migdolić się z Szymonem, który z każdą chwilą pozwalał sobie na coraz więcej. Jego ręka znajdowała się pod bluzką Diany, a drugą dotykał jej uda. Chwilę po tym jego ręka była całkowicie schowana pod skórzaną, kloszowaną spódniczką dziewczyny.
-To chyba niezbyt dobry pomysł abyśmy siedzieli tu w czwórkę.- usłyszała Sebastiana
-Chyba masz rację- odpowiedziała ku zdziwieniu samej sobie
-Co powiesz na spacer?
Marta spojrzała na wyświetlacz telefonu, było dopiero parę minut po 19. Pokiwała głową na zgodę i odeszła od stolika. Na dworzu ponownie usłyszała głos Szczurka
-Dzięki, ze ze mną z tam tond wyszłaś!
-Nie chciałeś tam siedzieć?- spytała zdziwiona Marta.
-Nie! Wiesz... gdybyś nie ty to pewnie poszedłbym teraz do jakiejś knajpy, najebał się, a potem rzygał nie wiadomo do której.
-Czemu?
Chłopak spojrzał na Martę i uśmiechnął się pod nosem.
-Pewnie myślisz, że poszedłem tam tylko po to żeby zabawić się z jakąś dziewczyną, co?
Marta zmieszana spojrzała prosto w oczy chłopaka i zaczęła słuchać historii, która wydawała się tak bardzo nierealistyczna...
---------------------------------------------------------------------------------
Siemanko! Co u was? Jak podoba się wam blog? Macie jakieś swoje? Piszcie w komentarzach, z chęcią poczytam :)
24.03.2014
Rozdział Drugi
Dziewczyna spojrzała na starca, który właśnie przysiadł na szkolnym murku. Wyglądał na bardzo zmęczonego i zmartwionego.
-Ciekawe czym się tak martwi? -usłyszała głos Marcina, który z każdą sekundą coraz bardziej ją zadziwiał. Coraz częściej miała wrażenie, że chłopak czyta jej w myślach. Czy to możliwe, że jednak do siebie pasują? Po usłyszeniu dzwonka, jako sygnał że zakończyła się ostatnia lekcja, Marta pomału spakowała swoje szkice. Kiedy wychodziła z sali, w której została już tylko ona i pani nauczycielka spostrzegła w drzwiach znajomą postać- Marcina.
-A ty co, nie idziesz do domu?
-Idę. Ale pomyślałem, że skoro i tak idziemy w tym samym kierunku to na ciebie zaczekam.
-Sorki ale miałam dzisiaj zrobić zakupy.
-Spoko, w takim razie ja też.
Spojrzeli na siebie i wybuchnęli raźnym śmiechem, po czym skierowali się do szatni. Wychodząc ze szkoły zauważyli tego samego starca co przed godziną z sali lekcyjnej, tym razem wokół niego kłębiło się mnóstwo ptaków, które częstował suchą bułką.
-Ciekawe czemu tutaj tak siedzi? Nie ma innego zajęcia? - zagaił Marcin.
-Możliwe, pewnie jest samotny. W domu otaczają go tylko cztery ściany i nie ma do kogo buzi otworzyć. Zresztą jest tutaj chyba nowy. Nigdy wcześniej go tu raczej nie widziałam.
-Chyba masz racje. Ja też go tu wcześniej nie widziałem.
Starzec spojrzał na nich, uśmiechnął się promiennie i zbliżając się w ich kierunku zaczął rozmowę.
-Widzę, że pannica już po zajęciach. I co? Zdążyłaś chociaż?
Marta uśmiechnęła się miło, zatrzymała się i odpowiedziała:
-Tak zdążyłam. Chociaż i tak okazało się że nie mam pierwszej lekcji.
-Czyli niepotrzebnie tak pannica goniła.- spojrzał na Marcina- no że chyba do chłopaka. Wtedy się i śpieszyć było po co.
Nastolatkowie spojrzeli rozbawieni po sobie po czym ponownie wybuchnęli śmiechem.
-Marcin jest tylko moim kolegą z klasy.- wytłumaczyła Marta z uśmiechem na twarzy, a iskry entuzjazmu przygasły w oczach chłopaka.
-Tak, tak. Od tego się zaczyna.- powiedział rozbawiony staruszek i puścił oczko do Marcina.
-Przepraszam. Ale my już musimy iść.- wtrąciła Marta.
-Tak, rozumiem. Właściwie ja też będę się już zbierał. Czy mogę iść z wam? Jeżeli dobrze pamiętam to idziemy w tym samym kierunku.
Nastolatkowie spojrzeli po sobie niepewnie.
-Tak, oczywiście.- przytaknął w końcu Marcin.
Podczas tej krótkiej podróży starzec opowiadał różne anegdoty ze swojego życia. Młodzi, dowiedzieli się, że jednak pomylili się w ocenie tego człowieka. Nie dość, że mieszkał w nowo kupionym, przepięknym domu wraz z żoną i wnukiem, to na dodatek dopiero niedawno zaczął prowadzić spokojny tryb życia. Do tej pory ciągle podróżował, nie miał stałego miejsca, a teraz nie umie przyzwyczaić się do spokoju jaki będzie miał na co dzień. Wkrótce jednak zatrzymali się pod dużym sklepem i tam się rozstali.
-Miły jest ten człowiek.- powiedziała Marta gdy tylko weszli do budynku.
-Miły? Raczej dziwny! Ma pewnie około 70 lat i dopiero teraz zaczyna prowadzić, jak to sam powiedział ,,spokojny, ułożony tryb życia". Sorki, ale według mnie z nim jest coś nie tak.
-Przesadzasz. Zresztą co z nim miałoby być nie tak?
-Nie wiem ale czuję, że jeszcze się dowiemy. I może to nie być zbyt miła tajemnica.
-Przestań krakać.
Wkrótce młodzi rozstali się pod domem Marty. Dziewczyna przywitała się z babcią, rozpakowała zakupy i poszła odrabiać pracę domową. Nie mogło się jednak skupić bo myślami ciągle krążyła w pobliżu starca i słowami Marcina, że coś jest z nim nie tak. Po około dwóch godzinach bezowocnej nauki napisała sms'a do Diany:
~Możesz wyjść? Za pół godziny w Oczliku?
~Ok. Właściwie to też chciałam się z tobą spotkać :) mam nowe newsy! Padniesz z wrażenia!
~Co się stało?
~Za pół godziny w Oczliku!
Marta pochowała książki do szafki i zeszła zjeść. W lodówce znalazła wczorajszą zapiekankę serową, którą odgrzała w mikrofali. Wkrótce do kuchni weszła babcia dziewczyny.
-Smacznego.
-Dzięki. Babciu ja zaraz wyjdę, ok?
-Okej. Tylko pamiętaj że przed 21 jesteś w domu. Jasne?
-Jasne, jasne. Dzięki.
Pocałowała opiekunkę w policzek, odłożyła naczynia do zmywarki, ubrała się i wyszła z domu.
---------------------------------------------------------------------------------
I jak się wam podoba rozdział drugi? Jeszcze jest spokojnie, ale już w następnym rozdziale Marta pozna dwóch mega przystojnych chłopaków. W rozdziale czwartym zaś dowie się o bolesnych przeżycia jednego z nich i zaprosi go do swojego domu oraz.... łóżka! Jak to się skończy? Czy będzie z tego coś więcej? Czy na pewno nastąpi to czego się spodziewacie? Zapraszam do dalszego czytania :)
-Ciekawe czym się tak martwi? -usłyszała głos Marcina, który z każdą sekundą coraz bardziej ją zadziwiał. Coraz częściej miała wrażenie, że chłopak czyta jej w myślach. Czy to możliwe, że jednak do siebie pasują? Po usłyszeniu dzwonka, jako sygnał że zakończyła się ostatnia lekcja, Marta pomału spakowała swoje szkice. Kiedy wychodziła z sali, w której została już tylko ona i pani nauczycielka spostrzegła w drzwiach znajomą postać- Marcina.
-A ty co, nie idziesz do domu?
-Idę. Ale pomyślałem, że skoro i tak idziemy w tym samym kierunku to na ciebie zaczekam.
-Sorki ale miałam dzisiaj zrobić zakupy.
-Spoko, w takim razie ja też.
Spojrzeli na siebie i wybuchnęli raźnym śmiechem, po czym skierowali się do szatni. Wychodząc ze szkoły zauważyli tego samego starca co przed godziną z sali lekcyjnej, tym razem wokół niego kłębiło się mnóstwo ptaków, które częstował suchą bułką.
-Ciekawe czemu tutaj tak siedzi? Nie ma innego zajęcia? - zagaił Marcin.
-Możliwe, pewnie jest samotny. W domu otaczają go tylko cztery ściany i nie ma do kogo buzi otworzyć. Zresztą jest tutaj chyba nowy. Nigdy wcześniej go tu raczej nie widziałam.
-Chyba masz racje. Ja też go tu wcześniej nie widziałem.
Starzec spojrzał na nich, uśmiechnął się promiennie i zbliżając się w ich kierunku zaczął rozmowę.
-Widzę, że pannica już po zajęciach. I co? Zdążyłaś chociaż?
Marta uśmiechnęła się miło, zatrzymała się i odpowiedziała:
-Tak zdążyłam. Chociaż i tak okazało się że nie mam pierwszej lekcji.
-Czyli niepotrzebnie tak pannica goniła.- spojrzał na Marcina- no że chyba do chłopaka. Wtedy się i śpieszyć było po co.
Nastolatkowie spojrzeli rozbawieni po sobie po czym ponownie wybuchnęli śmiechem.
-Marcin jest tylko moim kolegą z klasy.- wytłumaczyła Marta z uśmiechem na twarzy, a iskry entuzjazmu przygasły w oczach chłopaka.
-Tak, tak. Od tego się zaczyna.- powiedział rozbawiony staruszek i puścił oczko do Marcina.
-Przepraszam. Ale my już musimy iść.- wtrąciła Marta.
-Tak, rozumiem. Właściwie ja też będę się już zbierał. Czy mogę iść z wam? Jeżeli dobrze pamiętam to idziemy w tym samym kierunku.
Nastolatkowie spojrzeli po sobie niepewnie.
-Tak, oczywiście.- przytaknął w końcu Marcin.
Podczas tej krótkiej podróży starzec opowiadał różne anegdoty ze swojego życia. Młodzi, dowiedzieli się, że jednak pomylili się w ocenie tego człowieka. Nie dość, że mieszkał w nowo kupionym, przepięknym domu wraz z żoną i wnukiem, to na dodatek dopiero niedawno zaczął prowadzić spokojny tryb życia. Do tej pory ciągle podróżował, nie miał stałego miejsca, a teraz nie umie przyzwyczaić się do spokoju jaki będzie miał na co dzień. Wkrótce jednak zatrzymali się pod dużym sklepem i tam się rozstali.
-Miły jest ten człowiek.- powiedziała Marta gdy tylko weszli do budynku.
-Miły? Raczej dziwny! Ma pewnie około 70 lat i dopiero teraz zaczyna prowadzić, jak to sam powiedział ,,spokojny, ułożony tryb życia". Sorki, ale według mnie z nim jest coś nie tak.
-Przesadzasz. Zresztą co z nim miałoby być nie tak?
-Nie wiem ale czuję, że jeszcze się dowiemy. I może to nie być zbyt miła tajemnica.
-Przestań krakać.
Wkrótce młodzi rozstali się pod domem Marty. Dziewczyna przywitała się z babcią, rozpakowała zakupy i poszła odrabiać pracę domową. Nie mogło się jednak skupić bo myślami ciągle krążyła w pobliżu starca i słowami Marcina, że coś jest z nim nie tak. Po około dwóch godzinach bezowocnej nauki napisała sms'a do Diany:
~Możesz wyjść? Za pół godziny w Oczliku?
~Ok. Właściwie to też chciałam się z tobą spotkać :) mam nowe newsy! Padniesz z wrażenia!
~Co się stało?
~Za pół godziny w Oczliku!
Marta pochowała książki do szafki i zeszła zjeść. W lodówce znalazła wczorajszą zapiekankę serową, którą odgrzała w mikrofali. Wkrótce do kuchni weszła babcia dziewczyny.
-Smacznego.
-Dzięki. Babciu ja zaraz wyjdę, ok?
-Okej. Tylko pamiętaj że przed 21 jesteś w domu. Jasne?
-Jasne, jasne. Dzięki.
Pocałowała opiekunkę w policzek, odłożyła naczynia do zmywarki, ubrała się i wyszła z domu.
---------------------------------------------------------------------------------
I jak się wam podoba rozdział drugi? Jeszcze jest spokojnie, ale już w następnym rozdziale Marta pozna dwóch mega przystojnych chłopaków. W rozdziale czwartym zaś dowie się o bolesnych przeżycia jednego z nich i zaprosi go do swojego domu oraz.... łóżka! Jak to się skończy? Czy będzie z tego coś więcej? Czy na pewno nastąpi to czego się spodziewacie? Zapraszam do dalszego czytania :)
22.03.2014
Rozdział Pierwszy
Marta pospiesznie wychodziła z domu zapinając kurtkę i sprawdzając telefon. Na wyświetlaczu migotała żółta koperta z podpisem: ,,1 nieodebrana wiadomość- Diana". Otworzyła sms'a od przyjaciółki i odczytała:
,,Za ile bd w sq?"*
Schowała telefon do kieszeni i pomyślała:
~ No jak jeszcze mam ci odpisywać to na lekcję na pewno nie zdążę!
Wiatr delikatnie rozwiewał jej włosy, które łaskotały ją po szyi. Nie był to poranek, który można zaliczyć do najcieplejszych jednak świadomość, że ptaki zaczynają już śpiewać, a co się z tym łączy, że nadchodzi wiosna dodawało jej radości. Ten dzień zaczął się naprawdę nieźle, gdyby jeszcze tylko nie zaspała to byłoby zupełnie dobrze. Nagle z za zakrętu wyszedł starszy mężczyzna, który szczerze uśmiechnął się do Marty i zapytał:
-Hej pannico! Wiesz może, która jest godzina?
Dziewczyna spojrzała na wyświetlacz; za dwie ósma. Jeżeli nie przyspieszy kroku Norbi- facet od angola-nie dość, że będzie kazał jej napisać referat, to jeszcze będzie wytykał jej to spóźnienie aż do ukończenia przez nią tego gimnazjum, co w najlepszym razie nastąpi za pół roku szkolnego.
-Coś się stało? -z zamyśleń dziewczynę wyrwał głos starca.
-Nie, nie. Przepraszam, zamyśliłam się.
-Rozumiem. W takim razie dowiem się, która godzina?
-Ah, tak. Już mówię...- spojrzała ponownie na wyświetlacz. Czas jakby przyspieszył. -Za minutę ósma.
-Dziękuję.
-Proszę. Do widzenia.
Marta biegiem ruszyła w kierunku szkoły. Cała zadyszana do szkoły wbiegła razem z dzwonkiem. Pędem ruszyła do szatni by zostawić kurtkę, którą zdejmowała po drodze. Ku jej zdziwieniu przy szafkach stało jeszcze dużo osób z jej klasy.
-Siemka.- usłyszała za sobą głos Diany
-Cześć. Co tu się dzieje? Czemu nie idziemy do sali? Stało się coś?
-Nom, wielkie szczęście.
-O czym ty mówisz?
-Norbi zachorował. Na zastępstwo dali nam Szyszkę, a u niej to wiadomo: ,,róbcie co chcecie".Więc mamy wolne!
-Co ty gadasz? Nie mogłaś mi napisać esa? Bym tak nie goniła jak głupia!
-Wyluzuj! Słyszałaś że podobno będziemy mieli wolny piątek?
Po godzinie nic nierobienia czyli obgadywania innych, siedzenia na facebooku i asku nastąpiła znienawidzona lekcja Marty- chemia. Potem matma, wf, fiza i ostatnie dwie lekcje to plastyka. Właśnie zaczynała się pierwsza z nich, kiedy Marta usiadła po turecku na ławce trzymając w rękach duży zeszyt jako podkładkę na kartkę i ołówek. Rozglądała się po podwórzu, chciała narysować wszystko tak jak widzi. To właśnie lubiła najbardziej, ze morze rysować świat takim jakim go widzi, a nie coś w nim zmieniać, dodawać czy wyrzucać. W swojej teczce trzymała już chyba z tysiąc prac przedstawiające te samo miejsce. Żadna praca nie jest jednak chodź trochę podobna do drugiej. Na jednej pracy wysportowani chłopcy grają w piłkę nożna, na drugiej dwa zespoły grają w siatkówkę, a jeszcze gdzie indziej grupka młodzieży gra w butelkę.To właśnie tak bardzo ją zadziwiało- ciągle to samo, a jednak coś innego.
-Znowu rysujesz podwórze?- zapytał się jej Marcin.
-Tak. -odpowiedziała spokojnie wsadzając słuchawki do uszu. Chłopak jednak miał wyraźną ochotę na pogawędkę. Przysiadł się na ławkę do Marty, zdioł słuchawkę i zapytał:
-Co ty w tym takiego widzisz?
-W czym? W rysowaniu czy w podwórku?
-W jednym i drugim?
-Marcin, w co jak w co, ale nie uwierzę, że to ciebie interesuje. O co chodzi?
-O nic... A właściwie, to może byśmy się gdzieś razem przeszli? Jutro mamy wolne...
Dziewczyna głośno, szczerze wybuchnęła śmiechem. Odchyliła głowę do tyłu i rozbawiona spojrzała na Marcina. Był smutny...
-Jutro jest czwartek, więc musimy jeszcze tu przyjść.
-Ah racja.
-Za to w czwartek z chęcią się gdzieś wyrwę.
W oczach Marcina od razu rozbłysły się iskierki. Nawet ślepy zauważyłby, że chłopak strasznie ucieszył się na te słowa.
-Spoko. W takim razie sprawdzę na jutro repertuar w kinie i się jeszcze zgadamy. Ok?
-Jasna.
-Tego dziadka też będziesz rysować?- zapytał Marcin po chwili milczenia.
-Jakiego dziadka?- odpowiedziała zdziwiona Marta.
-Tego co właśnie nadchodzi od Zagrady.
Wzrok dziewczyny od razu powędrował w kierunku, o którym mówił chłopak. Rzeczywiście od strony ulicy Zagrady szedł starszy mężczyzna, któremu Marta się bliżej przyjrzała. Wkrótce Marta wybuchnęła śmiechem. Marcin spojrzał na nią z pod oczu.
-Z czego ty się dziewczyno znowu śmiejesz?
-Sorki. Po prostu rozbawił mnie widok tego człowieka.
-Co w nim takiego śmiesznego?
-Na ogół to nic. Ale ma dziwny sposób mówienia.
-Znasz go?
-Nie. To znaczy jak szłam dziś do szkoły to mnie zaczepił.
-Co ty mówisz?- Marcinowi raptownie zbladła twarz.- Pedofil, który cię zaczepiał jest na terenie naszej szkoły, a ty się z tego śmiejesz?
Marta trzymała się za brzuch, który z każdą sekundę bolał coraz mocniej od śmiechu. W końcu wydusiła:
-Czy ciebie nikt nigdy nie zapytał która jest godzina?
---------------------------------------------------------------------------------
Siemanko! Jak się wam spodobał rozdział pierwszy? Według mnie trochę nudny ale już niedługo akcja się rozkręci więc zachęcam do czytania ;) Aha i dla tych mniej wtajemniczonych:
*,,Za ile będziesz w szkole?"
-Ah, tak. Już mówię...- spojrzała ponownie na wyświetlacz. Czas jakby przyspieszył. -Za minutę ósma.
-Dziękuję.
-Proszę. Do widzenia.
Marta biegiem ruszyła w kierunku szkoły. Cała zadyszana do szkoły wbiegła razem z dzwonkiem. Pędem ruszyła do szatni by zostawić kurtkę, którą zdejmowała po drodze. Ku jej zdziwieniu przy szafkach stało jeszcze dużo osób z jej klasy.
-Siemka.- usłyszała za sobą głos Diany
-Cześć. Co tu się dzieje? Czemu nie idziemy do sali? Stało się coś?
-Nom, wielkie szczęście.
-O czym ty mówisz?
-Norbi zachorował. Na zastępstwo dali nam Szyszkę, a u niej to wiadomo: ,,róbcie co chcecie".Więc mamy wolne!
-Co ty gadasz? Nie mogłaś mi napisać esa? Bym tak nie goniła jak głupia!
-Wyluzuj! Słyszałaś że podobno będziemy mieli wolny piątek?
Po godzinie nic nierobienia czyli obgadywania innych, siedzenia na facebooku i asku nastąpiła znienawidzona lekcja Marty- chemia. Potem matma, wf, fiza i ostatnie dwie lekcje to plastyka. Właśnie zaczynała się pierwsza z nich, kiedy Marta usiadła po turecku na ławce trzymając w rękach duży zeszyt jako podkładkę na kartkę i ołówek. Rozglądała się po podwórzu, chciała narysować wszystko tak jak widzi. To właśnie lubiła najbardziej, ze morze rysować świat takim jakim go widzi, a nie coś w nim zmieniać, dodawać czy wyrzucać. W swojej teczce trzymała już chyba z tysiąc prac przedstawiające te samo miejsce. Żadna praca nie jest jednak chodź trochę podobna do drugiej. Na jednej pracy wysportowani chłopcy grają w piłkę nożna, na drugiej dwa zespoły grają w siatkówkę, a jeszcze gdzie indziej grupka młodzieży gra w butelkę.To właśnie tak bardzo ją zadziwiało- ciągle to samo, a jednak coś innego.
-Znowu rysujesz podwórze?- zapytał się jej Marcin.
-Tak. -odpowiedziała spokojnie wsadzając słuchawki do uszu. Chłopak jednak miał wyraźną ochotę na pogawędkę. Przysiadł się na ławkę do Marty, zdioł słuchawkę i zapytał:
-Co ty w tym takiego widzisz?
-W czym? W rysowaniu czy w podwórku?
-W jednym i drugim?
-Marcin, w co jak w co, ale nie uwierzę, że to ciebie interesuje. O co chodzi?
-O nic... A właściwie, to może byśmy się gdzieś razem przeszli? Jutro mamy wolne...
Dziewczyna głośno, szczerze wybuchnęła śmiechem. Odchyliła głowę do tyłu i rozbawiona spojrzała na Marcina. Był smutny...
-Jutro jest czwartek, więc musimy jeszcze tu przyjść.
-Ah racja.
-Za to w czwartek z chęcią się gdzieś wyrwę.
W oczach Marcina od razu rozbłysły się iskierki. Nawet ślepy zauważyłby, że chłopak strasznie ucieszył się na te słowa.
-Spoko. W takim razie sprawdzę na jutro repertuar w kinie i się jeszcze zgadamy. Ok?
-Jasna.
-Tego dziadka też będziesz rysować?- zapytał Marcin po chwili milczenia.
-Jakiego dziadka?- odpowiedziała zdziwiona Marta.
-Tego co właśnie nadchodzi od Zagrady.
Wzrok dziewczyny od razu powędrował w kierunku, o którym mówił chłopak. Rzeczywiście od strony ulicy Zagrady szedł starszy mężczyzna, któremu Marta się bliżej przyjrzała. Wkrótce Marta wybuchnęła śmiechem. Marcin spojrzał na nią z pod oczu.
-Z czego ty się dziewczyno znowu śmiejesz?
-Sorki. Po prostu rozbawił mnie widok tego człowieka.
-Co w nim takiego śmiesznego?
-Na ogół to nic. Ale ma dziwny sposób mówienia.
-Znasz go?
-Nie. To znaczy jak szłam dziś do szkoły to mnie zaczepił.
-Co ty mówisz?- Marcinowi raptownie zbladła twarz.- Pedofil, który cię zaczepiał jest na terenie naszej szkoły, a ty się z tego śmiejesz?
Marta trzymała się za brzuch, który z każdą sekundę bolał coraz mocniej od śmiechu. W końcu wydusiła:
-Czy ciebie nikt nigdy nie zapytał która jest godzina?
---------------------------------------------------------------------------------
Siemanko! Jak się wam spodobał rozdział pierwszy? Według mnie trochę nudny ale już niedługo akcja się rozkręci więc zachęcam do czytania ;) Aha i dla tych mniej wtajemniczonych:
*,,Za ile będziesz w szkole?"
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)