Łączna liczba wyświetleń

27.03.2014

Rozdział Czwarty

-Pewien chłopak od czasu kiedy tylko zaczęły w nim buzować hormony zauważył, że woli chłopców niż dziewczyny. Długo walczył z samym sobą. Umawiał się na randki z byle którą, byle tylko poczuć się bardziej ,,męsko". Niestety po każdym takim spotkaniu czuł się tylko gorzej. W końcu zrozumiał, że tego co czuje i do kogo nie można zmienić. Po wielu latach spotkał chłopaka, który wydawałoby się, jest tym na którego tyle czekał. Zaczęli się spotykać, bliżej poznawać, nie tylko psychicznie ale i fizycznie. Niestety, niespodziewanie ten chłopak z nim zrywa. Bez wytłumaczeń. Czemu? Dlaczego? Nie odbierał telefonów, nie odpisywał na sms'y i nagle po niecałym miesiącu przysyła wiadomość, w której pisze, że chciałby się spotkać. Podaje datę, miejsce, godzinę. Ten pierwszy, po przeczytaniu tego jest szczęśliwy. Wieży, że może jednak do siebie wrócą. Oczywiście zgadza się na spotkanie. A kiedy jest już na miejscu, widzi go kupującego drinki, uśmiechniętego i pewnego siebie. Zaczynają rozmawiać, w końcu ten drugi informuje, że ma niespodziankę. I prowadzi tego pewnego, że może jednak wszystko się ułoży do stolika przy którym siedzą dwie dziewczyny. Z jedną z nich od razu zaczyna się obściskiwać. Co byś zrobiła na miejscu tego pierwszego? Ja poszedłbym się napić byleby choć na chwilę zapomnieć o tym upokorzeniu. A teraz nadszedł czas by cie zapewnić, że to właśnie ja jestem tym pierwszym, pełnym nadziei chłopakiem, a Szymon tym drugim. Tak, dobrze rozumiesz. Jestem gejem, który właśnie przed chwilą został tak strasznie upokorzony....
Oboje zatrzymali się i stanęli naprzeciwko siebie. Nagle, niespodziewanie Marta przytuliła do siebie Sebastiana. 
-Tak mi przykro. Naprawdę.- wyszeptała prosto w ucho chłopaka.
Tak przytuleni stali w milczeniu jeszcze przez chwile. Nie przeszkadzało im, że właśnie ktoś przechodził obok alejką wraz z psem, oraz że niedaleko nich zgasła lampa. Było ciepło, a gwiaździste niebo rozświetlało świat. Jezioro w pobliżu, którego właśnie stali wyglądało niesamowicie- jak z bajki. W końcu odkleili się od siebie i spojrzeli sobie głęboko w oczy. Ruszyli dalej przed siebie w milczeniu. Szli ramię w ramię, od czasu do czasu niechcący pocierając się dłońmi. Żadne jednak nie przerywało ciszy, było im dobrze. Po chwili jednak pierwsza odezwała się Marta:
-Ja już chyba pójdę do domu. Ciemno się robi.
-Ok. Odprowadzę cię. Dokąd?
-Nie trzeba.
-Proszę. Zrozum, ja nie chcę teraz zostać sam. Nie wiem co bym zrobił.
Marta spojrzała na wyświetlacz, było za 15 dziewiąta.
-Ja za 15 minut muszę być w domu ale jak chcesz to możesz u mnie trochę posiedzieć.
-Dzięki, ale chyba jednak pozostanę tylko na odprowadzeniu.
-Ok, jak chcesz.
Po niecałych 10 minutach w milczeniu dotarli pod dom Marty. W budynku paliło się jeszcze parę świateł.
-Może jednak wejdziesz?- zaproponowała ponownie.
-Myślisz, że twoi rodzice nie będą mieli nic przeciwko?
Nastolatka spuściła wzrok i dopiero po kilku sekundach milczenia odpowiedziała:
-Moi rodzice nie żyją. Mieszkam z babcią, która z pewnością nie będzie miała nic przeciwko.
-Przykro mi. W takim razie może jednak wejdę.
---------------------------------------------------------------------------------
Cześć! Co uważacie o tym rozdziale? Jak podoba się wam blog? :) Dziękuję, że wchodzicie, czytacie i pozostawiacie po sobie ślad <3 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz