,,Za ile bd w sq?"*
Schowała telefon do kieszeni i pomyślała:
~ No jak jeszcze mam ci odpisywać to na lekcję na pewno nie zdążę!
Wiatr delikatnie rozwiewał jej włosy, które łaskotały ją po szyi. Nie był to poranek, który można zaliczyć do najcieplejszych jednak świadomość, że ptaki zaczynają już śpiewać, a co się z tym łączy, że nadchodzi wiosna dodawało jej radości. Ten dzień zaczął się naprawdę nieźle, gdyby jeszcze tylko nie zaspała to byłoby zupełnie dobrze. Nagle z za zakrętu wyszedł starszy mężczyzna, który szczerze uśmiechnął się do Marty i zapytał:
-Hej pannico! Wiesz może, która jest godzina?
Dziewczyna spojrzała na wyświetlacz; za dwie ósma. Jeżeli nie przyspieszy kroku Norbi- facet od angola-nie dość, że będzie kazał jej napisać referat, to jeszcze będzie wytykał jej to spóźnienie aż do ukończenia przez nią tego gimnazjum, co w najlepszym razie nastąpi za pół roku szkolnego.
-Coś się stało? -z zamyśleń dziewczynę wyrwał głos starca.
-Nie, nie. Przepraszam, zamyśliłam się.
-Rozumiem. W takim razie dowiem się, która godzina?
-Ah, tak. Już mówię...- spojrzała ponownie na wyświetlacz. Czas jakby przyspieszył. -Za minutę ósma.
-Dziękuję.
-Proszę. Do widzenia.
Marta biegiem ruszyła w kierunku szkoły. Cała zadyszana do szkoły wbiegła razem z dzwonkiem. Pędem ruszyła do szatni by zostawić kurtkę, którą zdejmowała po drodze. Ku jej zdziwieniu przy szafkach stało jeszcze dużo osób z jej klasy.
-Siemka.- usłyszała za sobą głos Diany
-Cześć. Co tu się dzieje? Czemu nie idziemy do sali? Stało się coś?
-Nom, wielkie szczęście.
-O czym ty mówisz?
-Norbi zachorował. Na zastępstwo dali nam Szyszkę, a u niej to wiadomo: ,,róbcie co chcecie".Więc mamy wolne!
-Co ty gadasz? Nie mogłaś mi napisać esa? Bym tak nie goniła jak głupia!
-Wyluzuj! Słyszałaś że podobno będziemy mieli wolny piątek?
Po godzinie nic nierobienia czyli obgadywania innych, siedzenia na facebooku i asku nastąpiła znienawidzona lekcja Marty- chemia. Potem matma, wf, fiza i ostatnie dwie lekcje to plastyka. Właśnie zaczynała się pierwsza z nich, kiedy Marta usiadła po turecku na ławce trzymając w rękach duży zeszyt jako podkładkę na kartkę i ołówek. Rozglądała się po podwórzu, chciała narysować wszystko tak jak widzi. To właśnie lubiła najbardziej, ze morze rysować świat takim jakim go widzi, a nie coś w nim zmieniać, dodawać czy wyrzucać. W swojej teczce trzymała już chyba z tysiąc prac przedstawiające te samo miejsce. Żadna praca nie jest jednak chodź trochę podobna do drugiej. Na jednej pracy wysportowani chłopcy grają w piłkę nożna, na drugiej dwa zespoły grają w siatkówkę, a jeszcze gdzie indziej grupka młodzieży gra w butelkę.To właśnie tak bardzo ją zadziwiało- ciągle to samo, a jednak coś innego.
-Znowu rysujesz podwórze?- zapytał się jej Marcin.
-Tak. -odpowiedziała spokojnie wsadzając słuchawki do uszu. Chłopak jednak miał wyraźną ochotę na pogawędkę. Przysiadł się na ławkę do Marty, zdioł słuchawkę i zapytał:
-Co ty w tym takiego widzisz?
-W czym? W rysowaniu czy w podwórku?
-W jednym i drugim?
-Marcin, w co jak w co, ale nie uwierzę, że to ciebie interesuje. O co chodzi?
-O nic... A właściwie, to może byśmy się gdzieś razem przeszli? Jutro mamy wolne...
Dziewczyna głośno, szczerze wybuchnęła śmiechem. Odchyliła głowę do tyłu i rozbawiona spojrzała na Marcina. Był smutny...
-Jutro jest czwartek, więc musimy jeszcze tu przyjść.
-Ah racja.
-Za to w czwartek z chęcią się gdzieś wyrwę.
W oczach Marcina od razu rozbłysły się iskierki. Nawet ślepy zauważyłby, że chłopak strasznie ucieszył się na te słowa.
-Spoko. W takim razie sprawdzę na jutro repertuar w kinie i się jeszcze zgadamy. Ok?
-Jasna.
-Tego dziadka też będziesz rysować?- zapytał Marcin po chwili milczenia.
-Jakiego dziadka?- odpowiedziała zdziwiona Marta.
-Tego co właśnie nadchodzi od Zagrady.
Wzrok dziewczyny od razu powędrował w kierunku, o którym mówił chłopak. Rzeczywiście od strony ulicy Zagrady szedł starszy mężczyzna, któremu Marta się bliżej przyjrzała. Wkrótce Marta wybuchnęła śmiechem. Marcin spojrzał na nią z pod oczu.
-Z czego ty się dziewczyno znowu śmiejesz?
-Sorki. Po prostu rozbawił mnie widok tego człowieka.
-Co w nim takiego śmiesznego?
-Na ogół to nic. Ale ma dziwny sposób mówienia.
-Znasz go?
-Nie. To znaczy jak szłam dziś do szkoły to mnie zaczepił.
-Co ty mówisz?- Marcinowi raptownie zbladła twarz.- Pedofil, który cię zaczepiał jest na terenie naszej szkoły, a ty się z tego śmiejesz?
Marta trzymała się za brzuch, który z każdą sekundę bolał coraz mocniej od śmiechu. W końcu wydusiła:
-Czy ciebie nikt nigdy nie zapytał która jest godzina?
---------------------------------------------------------------------------------
Siemanko! Jak się wam spodobał rozdział pierwszy? Według mnie trochę nudny ale już niedługo akcja się rozkręci więc zachęcam do czytania ;) Aha i dla tych mniej wtajemniczonych:
*,,Za ile będziesz w szkole?"
-Ah, tak. Już mówię...- spojrzała ponownie na wyświetlacz. Czas jakby przyspieszył. -Za minutę ósma.
-Dziękuję.
-Proszę. Do widzenia.
Marta biegiem ruszyła w kierunku szkoły. Cała zadyszana do szkoły wbiegła razem z dzwonkiem. Pędem ruszyła do szatni by zostawić kurtkę, którą zdejmowała po drodze. Ku jej zdziwieniu przy szafkach stało jeszcze dużo osób z jej klasy.
-Siemka.- usłyszała za sobą głos Diany
-Cześć. Co tu się dzieje? Czemu nie idziemy do sali? Stało się coś?
-Nom, wielkie szczęście.
-O czym ty mówisz?
-Norbi zachorował. Na zastępstwo dali nam Szyszkę, a u niej to wiadomo: ,,róbcie co chcecie".Więc mamy wolne!
-Co ty gadasz? Nie mogłaś mi napisać esa? Bym tak nie goniła jak głupia!
-Wyluzuj! Słyszałaś że podobno będziemy mieli wolny piątek?
Po godzinie nic nierobienia czyli obgadywania innych, siedzenia na facebooku i asku nastąpiła znienawidzona lekcja Marty- chemia. Potem matma, wf, fiza i ostatnie dwie lekcje to plastyka. Właśnie zaczynała się pierwsza z nich, kiedy Marta usiadła po turecku na ławce trzymając w rękach duży zeszyt jako podkładkę na kartkę i ołówek. Rozglądała się po podwórzu, chciała narysować wszystko tak jak widzi. To właśnie lubiła najbardziej, ze morze rysować świat takim jakim go widzi, a nie coś w nim zmieniać, dodawać czy wyrzucać. W swojej teczce trzymała już chyba z tysiąc prac przedstawiające te samo miejsce. Żadna praca nie jest jednak chodź trochę podobna do drugiej. Na jednej pracy wysportowani chłopcy grają w piłkę nożna, na drugiej dwa zespoły grają w siatkówkę, a jeszcze gdzie indziej grupka młodzieży gra w butelkę.To właśnie tak bardzo ją zadziwiało- ciągle to samo, a jednak coś innego.
-Znowu rysujesz podwórze?- zapytał się jej Marcin.
-Tak. -odpowiedziała spokojnie wsadzając słuchawki do uszu. Chłopak jednak miał wyraźną ochotę na pogawędkę. Przysiadł się na ławkę do Marty, zdioł słuchawkę i zapytał:
-Co ty w tym takiego widzisz?
-W czym? W rysowaniu czy w podwórku?
-W jednym i drugim?
-Marcin, w co jak w co, ale nie uwierzę, że to ciebie interesuje. O co chodzi?
-O nic... A właściwie, to może byśmy się gdzieś razem przeszli? Jutro mamy wolne...
Dziewczyna głośno, szczerze wybuchnęła śmiechem. Odchyliła głowę do tyłu i rozbawiona spojrzała na Marcina. Był smutny...
-Jutro jest czwartek, więc musimy jeszcze tu przyjść.
-Ah racja.
-Za to w czwartek z chęcią się gdzieś wyrwę.
W oczach Marcina od razu rozbłysły się iskierki. Nawet ślepy zauważyłby, że chłopak strasznie ucieszył się na te słowa.
-Spoko. W takim razie sprawdzę na jutro repertuar w kinie i się jeszcze zgadamy. Ok?
-Jasna.
-Tego dziadka też będziesz rysować?- zapytał Marcin po chwili milczenia.
-Jakiego dziadka?- odpowiedziała zdziwiona Marta.
-Tego co właśnie nadchodzi od Zagrady.
Wzrok dziewczyny od razu powędrował w kierunku, o którym mówił chłopak. Rzeczywiście od strony ulicy Zagrady szedł starszy mężczyzna, któremu Marta się bliżej przyjrzała. Wkrótce Marta wybuchnęła śmiechem. Marcin spojrzał na nią z pod oczu.
-Z czego ty się dziewczyno znowu śmiejesz?
-Sorki. Po prostu rozbawił mnie widok tego człowieka.
-Co w nim takiego śmiesznego?
-Na ogół to nic. Ale ma dziwny sposób mówienia.
-Znasz go?
-Nie. To znaczy jak szłam dziś do szkoły to mnie zaczepił.
-Co ty mówisz?- Marcinowi raptownie zbladła twarz.- Pedofil, który cię zaczepiał jest na terenie naszej szkoły, a ty się z tego śmiejesz?
Marta trzymała się za brzuch, który z każdą sekundę bolał coraz mocniej od śmiechu. W końcu wydusiła:
-Czy ciebie nikt nigdy nie zapytał która jest godzina?
---------------------------------------------------------------------------------
Siemanko! Jak się wam spodobał rozdział pierwszy? Według mnie trochę nudny ale już niedługo akcja się rozkręci więc zachęcam do czytania ;) Aha i dla tych mniej wtajemniczonych:
*,,Za ile będziesz w szkole?"
Rodział całkiem niezły. Jestem ciekawa, jak się rozkręci akcja. Pisz kobieto, z chęcią będę śledziła twoje wpisy ;) Zapraszam przy okazji do mnie : our-untraveled-roads.blogspot.com
OdpowiedzUsuńP.S. Usuń lepiej weryfikację obrazkową ;)
Nie ukrywam, że czytałam lepsze opowiadania, jednak ten zaczyna się całkiem dobrze. Duży plus za imię głównej bohaterki :D
OdpowiedzUsuńNo i dobrze by było, jakbyś popracowała nad ortografią, bo można wyłapać kilka błędów ortograficznych i interpunkcyjnych, ale ogólnie zaczyna się ciekawie ;)