Był środek nocy, delikatnie po godzinie drugiej kiedy radiowóz policyjny podjechał pod duży, ładny oraz zadbany dom. Nieumundurowani policjanci stanęli przed bramą i zadzwonili domofonem, po około dwóch minutach usłyszeli donośny głos mężczyzny dochodzący z głośnika, wkrótce policjanci stali w dużym, przestrzennym salonie wraz z wysokim, delikatnie siwiejącym mężczyzną.
-Czemu zawdzięczam panom tak późno wizytę?
-Jak pan wie, niedawno zatrzymaliśmy pańską córkę, Magdalenę Dąb.
Właściciel domu gestem dłoni zaprosił funkcjonariuszy aby usiedli na kanapie, sam zasiadł na stojącym niedaleko fotelu.
-Nie rozumiem czemu ona to zrobiła. Marta co prawda już dawno u nas nie była ale zawsze była u nas traktowana jak rodzina. Magda bardzo dobrze się z nią dogadywała, bardzo się lubiły. Nie wiem co takiego się stało, że moja własna córka zrobiła coś takiego.
-Rozumiem. Mamy jednak podejrzenia, że pańska córka była jedynie pachołkiem.
-Pachołkiem? Jak to? Co się stało?
-Magdalena Dąb przebywa aktualnie w areszcie, a tym czasem Martę spotykają kolejne nieprzyjemności.
-Jejku? Co się stało?
-Przykro mi ale mam do pana pewne pytanie.
-Słucham?
-Co robił pan wczoraj wieczorem między godziną dwudziestą trzecią trzydzieści, a dwudziestą czwartą?
-Byłem w domu, z żoną. Spaliśmy już, położyliśmy się około godziny dwudziestej drugiej.
-Rozumiem. Czy moglibyśmy w takim razie porozmawiać z małżonką?
-Przykro mi. Żona ma jutro bardzo ważny dzień, musi być wypoczęta.
-W takim razie prosimy aby wstawiła się na komisariacie.
-Oczywiście, przekażę. O której?
Policjanci po wyjściu z budynku skierowali się w stronę samochodu.
-Bardzo miły człowiek.
-Myślisz, że zmyśliła?
-Tak. Ma już dość. Jeszcze trochę i zacznie podejrzewać samą siebie.
-Rzeczywiście. Jest bardzo przejęta tym co się dzieje. Nie powinniśmy brać wszystkiego co powie na poważnie.
Łączna liczba wyświetleń
24.02.2015
22.02.2015
Rozdział dwudziesty pierwszy
Marta stała nieruchomo w salonie, słuchając rozmowy dwóch policjantów i jej opiekunki, co jakiś czas ściskając piąstki. Bała się, była przerażona. Dzień wcześniej myślała, że wszystko dobiegło końca, że będzie mogła się odprężyć, zapomnieć o tym okropnym tygodniu. Patrząc poprzedniego dnia przez lustro weneckie na Magdę czuła ból, rozpacz i strach ale jednocześnie była szczęśliwa, zadowolona i pełna optymizmu. Teraz wbijając wzrok w podłogę zastanawiała się kto morze być jej prześladowcą, kto chce by wyczerpała się nerwowo i żyła poza społeczeństwem zamknięta w sobie i swoich lękach.
-To Bartek Walc.
Powiedziała ku zaskoczeniu wszystkich. Policjant spojrzał się na nią niepewnie.
-Ojciec Magdaleny Walc Dąb?-dziewczyna pokiwała głową- Czemu on?
Nastolatka spojrzała wzrokiem pełnym ból na mężczyznę, wytarła łzę spływającą jej po policzku piąstką i wzięła w płuca dużo powietrza.
-Nigdy mnie nie nawiedził.- powiedziała szeptem- I zawsze wysługiwał się Magdaleną.
-Rozmawialiśmy z nim. Wydawał się być bardzo przejęty tym co zrobiła jego córka.
-Jest dobrym aktorem.
-Co masz namyśli?
Marcie swobodnie płynęły łzy po policzkach, bezradnie zaprzeczyła głową i podniosła ramiona do góry w geście bezradności. Policjant podszedł bliżej niej, spojrzał w załzawione oczy nastolatki i uśmiechnął się delikatnie.
-Marto musisz powiedzieć czemu go podejrzewasz. Powiedziałaś że cię nienawidzi, czemu?
Po chwili milczenia policjant dalej zaczął zadawać pytania.
-Czemu uważasz, że jest dobrym aktorem?
Funkcjonariusz prawa nie uzyskawszy odpowiedzi dalej drążył temat.
-Co on ci zrobił?
-Kiedy zamieszkałam z rodziną Walców była to spokojna, trzyosobowa rodzina.- powiedziała po pięciu minutach ciszy- Pani Kasia była osobą spokojną i troskliwą, Magda- cichą, szczęśliwą i normalną nastolatką, a pan Bartek troskliwą oraz stanowczą głową rodziny. Tak się przynajmniej wszystkim wydawało. Rzeczywistość jednak była znacznie brutalniejsza. Pamiętam jak pierwszej noc nie mogłam zasnąć, chciałam wrócić do babci. Przyszedł wtedy do mnie. Powtarzało się to każdej nocy. Groził, że jak komuś powiem to babcia nigdy więcej nie będzie mnie chciała, że mnie zostawi. Byłam dzieckiem, uwierzyłam. Zapewniał, że tak robi każdy dobry ojciec. Mówił, że jeżeli zrobię coś nie po jego myśli to mój prawdziwy tata będzie na mnie zły, że nie pozwoli mi wejść do nieba, że się z nim ani z mamusią więcej nie zobaczę. Kazał mi obiecać, że nigdy nie będę miała żadnego chłopaka, że tylko z nim będę, że tyko jego będę zaspokajać, że będę do niego często przychodziła.
-Boże dziecko!- powiedziała zapłakana staruszka- Co za drań! Jak on tak mógł?! Bezbronne dziecko!
Radiowóz policyjny odjechał spod domu Marty na sygnale w kierunku znajdującego się po drugiej stronie miasta domku jednorodzinnego, w którym nieświadomy niczego właściciel siedział w małym, ciasnym pokoiku. Przyglądał się monitorowi komputera na którym właśnie leciał film, a prawą rękę trzymał w spodniach od pidżamy.
-To Bartek Walc.
Powiedziała ku zaskoczeniu wszystkich. Policjant spojrzał się na nią niepewnie.
-Ojciec Magdaleny Walc Dąb?-dziewczyna pokiwała głową- Czemu on?
Nastolatka spojrzała wzrokiem pełnym ból na mężczyznę, wytarła łzę spływającą jej po policzku piąstką i wzięła w płuca dużo powietrza.
-Nigdy mnie nie nawiedził.- powiedziała szeptem- I zawsze wysługiwał się Magdaleną.
-Rozmawialiśmy z nim. Wydawał się być bardzo przejęty tym co zrobiła jego córka.
-Jest dobrym aktorem.
-Co masz namyśli?
Marcie swobodnie płynęły łzy po policzkach, bezradnie zaprzeczyła głową i podniosła ramiona do góry w geście bezradności. Policjant podszedł bliżej niej, spojrzał w załzawione oczy nastolatki i uśmiechnął się delikatnie.
-Marto musisz powiedzieć czemu go podejrzewasz. Powiedziałaś że cię nienawidzi, czemu?
Po chwili milczenia policjant dalej zaczął zadawać pytania.
-Czemu uważasz, że jest dobrym aktorem?
Funkcjonariusz prawa nie uzyskawszy odpowiedzi dalej drążył temat.
-Co on ci zrobił?
-Kiedy zamieszkałam z rodziną Walców była to spokojna, trzyosobowa rodzina.- powiedziała po pięciu minutach ciszy- Pani Kasia była osobą spokojną i troskliwą, Magda- cichą, szczęśliwą i normalną nastolatką, a pan Bartek troskliwą oraz stanowczą głową rodziny. Tak się przynajmniej wszystkim wydawało. Rzeczywistość jednak była znacznie brutalniejsza. Pamiętam jak pierwszej noc nie mogłam zasnąć, chciałam wrócić do babci. Przyszedł wtedy do mnie. Powtarzało się to każdej nocy. Groził, że jak komuś powiem to babcia nigdy więcej nie będzie mnie chciała, że mnie zostawi. Byłam dzieckiem, uwierzyłam. Zapewniał, że tak robi każdy dobry ojciec. Mówił, że jeżeli zrobię coś nie po jego myśli to mój prawdziwy tata będzie na mnie zły, że nie pozwoli mi wejść do nieba, że się z nim ani z mamusią więcej nie zobaczę. Kazał mi obiecać, że nigdy nie będę miała żadnego chłopaka, że tylko z nim będę, że tyko jego będę zaspokajać, że będę do niego często przychodziła.
-Boże dziecko!- powiedziała zapłakana staruszka- Co za drań! Jak on tak mógł?! Bezbronne dziecko!
Radiowóz policyjny odjechał spod domu Marty na sygnale w kierunku znajdującego się po drugiej stronie miasta domku jednorodzinnego, w którym nieświadomy niczego właściciel siedział w małym, ciasnym pokoiku. Przyglądał się monitorowi komputera na którym właśnie leciał film, a prawą rękę trzymał w spodniach od pidżamy.
21.02.2015
Rozdział dwudziesty
Marta ubrana w czarne dżinsy, tego samego koloru bluzkę na krótki rękaw i skaje stała w małym, ciasnym pomieszczeniu i patrzyła na stającą za lustrem weneckim dziewczynę. Miała na sobie czarne rurki i również ciemną, grubą bluzę z polarem. Dziewczyna miała około 160cm wzrostu, krótkie, niezadbane oraz poczochrane, ciemne włosy, a grzywka ścięta na prosto wchodziła jej do oczu. Wyglądała na trzydziestolatkę.
-Nie znam jej.- powiedziała Marta spoglądając na niedaleko stojącego policjanta.
-Jesteś pewna? To prawdopodobnie ona rozbiła ci okno, wystawała w nocy pod balkonem i na pewno chciała pomalować ci drzwi. W trakcie zatrzymania miała przy sobie czerwony spray.
-Nie znam jej, nie wiem czemu to zrobiła.
-Nazywa się Magdalena Dąb, ma dwadzieścia pięć lat.
Marta bezradnie zaprzeczyła głową.
-No nic. W takim razie ponownie wezmę ją na przesłuchanie i jeżeli nic nie powie to będę musiał ją wypuścić. A wasz dom wciąż będzie obserwowany.-policjant zbliżył się do mikrofonu- Proszę zabrać ją na przesłuchanie.
Policjant stojący po drugiej stronie lustra podszedł do dziewczyny, delikatnie obrócił ją w prawą stronę i ruszyli ku drzwiom.
-Chwila!-krzyknęła Marta, a policjant szybko przekazał przez mikrofon aby podejrzana wróciła na miejsce.
-Czy ona może odwrócić się bokiem?- spytała nastolatka i chwilę po tym przyglądała się profilowi dziewczyny.
Na jej karku widoczne było delikatne, niewielkie odbarwienie skóry.
-Czy ta blizna kończy się dopiero w okolicach łopatki i kształtem przypomina rybę?
-Niewiem. Jak chcesz możemy poprosić lekarza sądowego aby to sprawdził.
-Poproszę. Mogę wody?
Nastolatka patrzyła na zdjęcia zrobione przez lekarza ukradkiem zerkając na dziewczynę stojącą za szkłem. Blizna po oparzeniu wyglądała dokładnie tak jak Marta opisała ją dla policjanta pół godziny wcześniej. Delikatne oparzenie przypominające kształtem rybę sięgało do prawej łopatki.
-A więc jednak ją znasz.- powiedział Dariusz Kutrzeba.- Skąd?
-Jak miałam pięć lat babcia miała operację. Trafiłam wtedy na około miesiąc do rodziny zastępczej. Magda Walc, aktualnie Magda Dąb była córką moich opiekunów.
-Nie lubiłyście się?
-Nie wiele pamiętam z tamtego okresu, ale wydaje mi się że dość dobrze się dogadywałyśmy mimo różnicy wiekowej.
-Dlaczego w takim razie chciała się teraz na tobie zemścić?
-Niewiem.
-Czy po tym jak wróciłaś do babci widziałaś się z nią?
-Nie.
-Dobrze. Skoro jednak ją znasz to idź do domu. Ja ją teraz przesłucham i prawdopodobnie trafi do aresztu czekając na rozprawę sądową za nękanie ciebie, zniszczenia mienia twojej babci i za uszkodzenie ciała twojego kolegi Sebastiana.
Marta kładła się już spać w pokoju gościnnym, ponieważ u niej wciąż było nie wstawione nowe okno, gdy usłyszała dzwonek do drzwi, zegarek pokazywał godzinę 23:57. Niepewnie spojrzała przez judasza na dwór jednak nie dostrzegła żadnej osoby. Wyjęła z torebki gaz pieprzowy, którego dostała od babci i niepewnie otworzyła drzwi. Przestraszona, nie zważając na późną porę, głośno zawołała babcię, która kilka sekund później stała obok swojej podopiecznej. Wyjęła telefon z kieszeni szlafroka i wybrała numer do policjanta Kutrzeby.
-Przepraszam, że dzwonię tak późno ale prosił pan żebym dzwoniła gdyby się coś działo... Tak, ktoś napisał nam spreyem na drzwiach "dziwka"... Dziękuję. Do zobaczenia za chwilę.
-Nie znam jej.- powiedziała Marta spoglądając na niedaleko stojącego policjanta.
-Jesteś pewna? To prawdopodobnie ona rozbiła ci okno, wystawała w nocy pod balkonem i na pewno chciała pomalować ci drzwi. W trakcie zatrzymania miała przy sobie czerwony spray.
-Nie znam jej, nie wiem czemu to zrobiła.
-Nazywa się Magdalena Dąb, ma dwadzieścia pięć lat.
Marta bezradnie zaprzeczyła głową.
-No nic. W takim razie ponownie wezmę ją na przesłuchanie i jeżeli nic nie powie to będę musiał ją wypuścić. A wasz dom wciąż będzie obserwowany.-policjant zbliżył się do mikrofonu- Proszę zabrać ją na przesłuchanie.
Policjant stojący po drugiej stronie lustra podszedł do dziewczyny, delikatnie obrócił ją w prawą stronę i ruszyli ku drzwiom.
-Chwila!-krzyknęła Marta, a policjant szybko przekazał przez mikrofon aby podejrzana wróciła na miejsce.
-Czy ona może odwrócić się bokiem?- spytała nastolatka i chwilę po tym przyglądała się profilowi dziewczyny.
Na jej karku widoczne było delikatne, niewielkie odbarwienie skóry.
-Czy ta blizna kończy się dopiero w okolicach łopatki i kształtem przypomina rybę?
-Niewiem. Jak chcesz możemy poprosić lekarza sądowego aby to sprawdził.
-Poproszę. Mogę wody?
Nastolatka patrzyła na zdjęcia zrobione przez lekarza ukradkiem zerkając na dziewczynę stojącą za szkłem. Blizna po oparzeniu wyglądała dokładnie tak jak Marta opisała ją dla policjanta pół godziny wcześniej. Delikatne oparzenie przypominające kształtem rybę sięgało do prawej łopatki.
-A więc jednak ją znasz.- powiedział Dariusz Kutrzeba.- Skąd?
-Jak miałam pięć lat babcia miała operację. Trafiłam wtedy na około miesiąc do rodziny zastępczej. Magda Walc, aktualnie Magda Dąb była córką moich opiekunów.
-Nie lubiłyście się?
-Nie wiele pamiętam z tamtego okresu, ale wydaje mi się że dość dobrze się dogadywałyśmy mimo różnicy wiekowej.
-Dlaczego w takim razie chciała się teraz na tobie zemścić?
-Niewiem.
-Czy po tym jak wróciłaś do babci widziałaś się z nią?
-Nie.
-Dobrze. Skoro jednak ją znasz to idź do domu. Ja ją teraz przesłucham i prawdopodobnie trafi do aresztu czekając na rozprawę sądową za nękanie ciebie, zniszczenia mienia twojej babci i za uszkodzenie ciała twojego kolegi Sebastiana.
Marta kładła się już spać w pokoju gościnnym, ponieważ u niej wciąż było nie wstawione nowe okno, gdy usłyszała dzwonek do drzwi, zegarek pokazywał godzinę 23:57. Niepewnie spojrzała przez judasza na dwór jednak nie dostrzegła żadnej osoby. Wyjęła z torebki gaz pieprzowy, którego dostała od babci i niepewnie otworzyła drzwi. Przestraszona, nie zważając na późną porę, głośno zawołała babcię, która kilka sekund później stała obok swojej podopiecznej. Wyjęła telefon z kieszeni szlafroka i wybrała numer do policjanta Kutrzeby.
-Przepraszam, że dzwonię tak późno ale prosił pan żebym dzwoniła gdyby się coś działo... Tak, ktoś napisał nam spreyem na drzwiach "dziwka"... Dziękuję. Do zobaczenia za chwilę.
17.02.2015
Rozdział dziewiętnasty
Pół godziny później w pokoju nastolatki znajdowało sie dwóch policjantów którzy zawzięcie przyglądali sie pomieszczeniu robiąc różne notatki i zdjęci. W salonie wraz z Martą, Sebastianem i panią Teresą był starszy aspirant policji Dariusz Kutrzeba, ten sam policjant, który zajmuję się sprawą pobicia Marcina. Funkcjonariusz mimo późnej pory i młodego wieku zdawał się być bardzo pochłonięty i oddany swojej pracy, robił wrażenie osoby wyuczonej, mądrej.
-Czemu nie zgłosiłaś wcześniej na policji, że ktoś cię obserwuje?- zapytał Marty po wysłuchaniu jej historii o tajemniczym podglądaczu.
-Nikt mi nie wierzył.- dziewczyna wbiła wzrok w ziemię i bardziej otuliła nagi ramieniem. Policjant spojrzał pytająco na zatroskaną, a jednocześnie złą na siebie opiekunkę nastolatki.
-Marta miała w ostatnich dniach bardzo bolesne przeżycia. Myślałam, że stara się o nich zapomnieć wymyślając inne, dziwne opowiadania.
-Dla tego nic pani z tym nie zrobiła?
-Tak. Byłam pewna, że to odizolowanie się od prawdziwych problemów.
-Marto, co to za problemy o których mówi twoja babcia? Może mają jakieś powiązanie z tą sprawą?
Marta niechętnie spojrzała na dokładnego w swojej pracy policjanta, był atrakcyjnym mężczyzną, a na palcu o dziwo nie miał obrączki.
-Wątpię.
-Więc co to za problem?
Nastolatka z pomocą na ratunek spojrzała się na babcię.
-Marta parę dni temu dowiedziała się że ma brata.
-Rozumiem. Widziałaś się z nim?
-Tak.-odpowiedziała szeptem
-Jak się nazywa?
Marta wybuchła płaczem, głowę schowała pomiędzy kolana i cicho szlochała, siedzący obok Sebastian czule przytulił przyjaciółkę i pogłaskał po głowie.
-Karol Del.- powiedziała staruszka, a policjant zapisał dane w notatniku.
-Dobrze, w takim razie na teraz to to wszystko. Dom będzie przez nas obserwowany, proszę jednak żeby zachowywały się panie normalnie. Aha i proszę informować mnie jakby miał przyjść ktoś w goście.
-Oczywiście. Dziękujemy.
Była godzina 23:40 gdy Marta siedziała okryta kocem przed telewizorem w fotelu i oglądała Batmana, a jej opiekunka spała na kanapie tuż przy niej. Niespodziewanie do drzwi zadzwonił dzwonek, który wybudził staruszkę ze snu. Pani Teresa spojrzała przez judasza na zewnątrz i zauważyła policjanta, ubranego po cywilu, który obserwował za dnia jej dom, pośpiesznie otworzyła drzwi.
-Tak?
-Przepraszam, że budzę ale chciałem poinformować że już po wszystkim. Złapaliśmy ją!
-Ją?
-Tak. Szczegóły przekaże pani policjant Dariusz Kutrzeba, który zapewne przyjdzie do pań jutro rano. Miłej nocy.
-Dziękuję. Dobranoc.
Tej nocy Marta spała spokojnie po raz pierwszy od prawie tygodnia. Miała jednak wrażenie, że to nie koniec, że wszystko dopiero się zaczyna.
-Czemu nie zgłosiłaś wcześniej na policji, że ktoś cię obserwuje?- zapytał Marty po wysłuchaniu jej historii o tajemniczym podglądaczu.
-Nikt mi nie wierzył.- dziewczyna wbiła wzrok w ziemię i bardziej otuliła nagi ramieniem. Policjant spojrzał pytająco na zatroskaną, a jednocześnie złą na siebie opiekunkę nastolatki.
-Marta miała w ostatnich dniach bardzo bolesne przeżycia. Myślałam, że stara się o nich zapomnieć wymyślając inne, dziwne opowiadania.
-Dla tego nic pani z tym nie zrobiła?
-Tak. Byłam pewna, że to odizolowanie się od prawdziwych problemów.
-Marto, co to za problemy o których mówi twoja babcia? Może mają jakieś powiązanie z tą sprawą?
Marta niechętnie spojrzała na dokładnego w swojej pracy policjanta, był atrakcyjnym mężczyzną, a na palcu o dziwo nie miał obrączki.
-Wątpię.
-Więc co to za problem?
Nastolatka z pomocą na ratunek spojrzała się na babcię.
-Marta parę dni temu dowiedziała się że ma brata.
-Rozumiem. Widziałaś się z nim?
-Tak.-odpowiedziała szeptem
-Jak się nazywa?
Marta wybuchła płaczem, głowę schowała pomiędzy kolana i cicho szlochała, siedzący obok Sebastian czule przytulił przyjaciółkę i pogłaskał po głowie.
-Karol Del.- powiedziała staruszka, a policjant zapisał dane w notatniku.
-Dobrze, w takim razie na teraz to to wszystko. Dom będzie przez nas obserwowany, proszę jednak żeby zachowywały się panie normalnie. Aha i proszę informować mnie jakby miał przyjść ktoś w goście.
-Oczywiście. Dziękujemy.
Była godzina 23:40 gdy Marta siedziała okryta kocem przed telewizorem w fotelu i oglądała Batmana, a jej opiekunka spała na kanapie tuż przy niej. Niespodziewanie do drzwi zadzwonił dzwonek, który wybudził staruszkę ze snu. Pani Teresa spojrzała przez judasza na zewnątrz i zauważyła policjanta, ubranego po cywilu, który obserwował za dnia jej dom, pośpiesznie otworzyła drzwi.
-Tak?
-Przepraszam, że budzę ale chciałem poinformować że już po wszystkim. Złapaliśmy ją!
-Ją?
-Tak. Szczegóły przekaże pani policjant Dariusz Kutrzeba, który zapewne przyjdzie do pań jutro rano. Miłej nocy.
-Dziękuję. Dobranoc.
Tej nocy Marta spała spokojnie po raz pierwszy od prawie tygodnia. Miała jednak wrażenie, że to nie koniec, że wszystko dopiero się zaczyna.
16.02.2015
Rozdział osiemnast
DWA DNI PÓŹNIEJ
Marta siedziała skulona w kącie pokoju na miękkiej poduszce, ubrana w długi, luźny, czarny sweter i sięgające do kostek leginsy tego samego koloru wyglądała na jeszcze bardziej bladą niż w rzeczywistości. Dłonie ogrzewała sobie za pomocą kubka z ciepła herbatą, z którego wciąż parowało. Po drugiej stronie pokoju, na podłodze opierając się o lóżko siedział Sebastian i czujnie przyglądał się przyjaciółce, która przez kilka ostatnich dni zmieniła się nie do poznania. Z wesołej, otwartej, towarzyskiej dziewczyny pozostał zaledwie wrak człowieka, nastolatka znacznie schudła, a od braku świeżego powietrza również zbladła, przestała o siebie dbać i praktycznie z nikim nie rozmawiała.
-Marta, a co powiesz na spacer?
Dziewczyna podniosła na przyjaciela wzrok przepełniony strachem i bólem, prawie niezauważalnie pokręciła głową.
-Czemu? Jest bardzo ładna pogoda!
Marta spojrzała przerażona to na chłopaka to na zasłonięte okno i ponownie delikatnie zaprzeczyła ruchem głowy, zrobiła łyk, wciąż parującej herbaty.
-On tam jest!- powiedziała szeptem
Nastolatek spuścił wzrok przepełniony bólem, podszedł do przyjaciółki i przytulił czule jednak ta bardziej skuliła się w sobie. Sebastian spojrzał w oczy dziewczyny szukając odpowiedzi na wiele nurtujących go pytań. Nie rozumiał czemu coś tak strasznego spotkało właśnie ją, osobę pełną troski, współczucia i dobroci. Praktycznie od narodzin miała pod górkę, śmierć rodziców, pierwsze zakochanie i poznanie rodzinnej tajemnicy, że ma brata, a teraz jeszcze depresja, lęk i urojenia.
-Dobrze. Zrobimy tak: zostanę u ciebie dziś na noc i jeżeli ponownie ten ktoś przyjdzie pod twój balkon to go złapiemy. Okej?
Nastolatka wyraźnie zadowolona ale i przestraszona pokiwała głową. Mocniej otuliła swoje kolana ramieniem i napiła się picia.
Było już po godzinie trzeciej nad ranem, a nastolatkowie nie zauważyli niczego niepokojącego.
-Widzisz? Musiało ci się wydawać, tak czasem jest.
Nastolatka jednak z determinacją pokręciła głową i spojrzała z wyrzutem na kolegę.
-Musiał wiedzieć, że tu jesteś.
-Chodźmy spać. Jest już późno, a jak sama widzisz nikogo nie ma na dworze.
Sebastian wygodnie położył się na materacu i zamknął oczy, nastolatka wzięła z niego częściowy przykład i usiadła na wersalce odstawiając kubek na biurko, przykryła sie kołdra i spojrzała w dal. Pół godziny później ze snu wyrwał Sebastiana, a Martę z zamyślenia przeraźliwy hałas tłuczonego szkła. W pokoju zawiał zimny wiatr, a porozsypywane kryształki szyby znajdowały się niemal w całym pokoju. Chłopak szybko wstał z materaca i otrzepał się z odłamków, z policzka leciała mu niewielka strużka krwi.
-Nie wstawaj. Pokaleczysz się.
W drzwiach pokoju stanęła przerażona babcia nastolatki, która na palcach, omijając szkło poszła w kierunku przerażonej wnuczki. Czule ją objęła i z troską w głosie zapewniła, że już dobrze. Sebastian podniósł z podłogi duży kamień, który zastał owinięty w białą kartkę. Delikatnie zdjął ją i przeczytał tekst znajdujący się na niej, nastolatek zbladł i dyskretnie, nie pokazując tego Marcie podsunął papier pod nos staruszki.
"POŻAŁUJESZ SUKO!"
-Dzwoń na policję.
Marta siedziała skulona w kącie pokoju na miękkiej poduszce, ubrana w długi, luźny, czarny sweter i sięgające do kostek leginsy tego samego koloru wyglądała na jeszcze bardziej bladą niż w rzeczywistości. Dłonie ogrzewała sobie za pomocą kubka z ciepła herbatą, z którego wciąż parowało. Po drugiej stronie pokoju, na podłodze opierając się o lóżko siedział Sebastian i czujnie przyglądał się przyjaciółce, która przez kilka ostatnich dni zmieniła się nie do poznania. Z wesołej, otwartej, towarzyskiej dziewczyny pozostał zaledwie wrak człowieka, nastolatka znacznie schudła, a od braku świeżego powietrza również zbladła, przestała o siebie dbać i praktycznie z nikim nie rozmawiała.
-Marta, a co powiesz na spacer?
Dziewczyna podniosła na przyjaciela wzrok przepełniony strachem i bólem, prawie niezauważalnie pokręciła głową.
-Czemu? Jest bardzo ładna pogoda!
Marta spojrzała przerażona to na chłopaka to na zasłonięte okno i ponownie delikatnie zaprzeczyła ruchem głowy, zrobiła łyk, wciąż parującej herbaty.
-On tam jest!- powiedziała szeptem
Nastolatek spuścił wzrok przepełniony bólem, podszedł do przyjaciółki i przytulił czule jednak ta bardziej skuliła się w sobie. Sebastian spojrzał w oczy dziewczyny szukając odpowiedzi na wiele nurtujących go pytań. Nie rozumiał czemu coś tak strasznego spotkało właśnie ją, osobę pełną troski, współczucia i dobroci. Praktycznie od narodzin miała pod górkę, śmierć rodziców, pierwsze zakochanie i poznanie rodzinnej tajemnicy, że ma brata, a teraz jeszcze depresja, lęk i urojenia.
-Dobrze. Zrobimy tak: zostanę u ciebie dziś na noc i jeżeli ponownie ten ktoś przyjdzie pod twój balkon to go złapiemy. Okej?
Nastolatka wyraźnie zadowolona ale i przestraszona pokiwała głową. Mocniej otuliła swoje kolana ramieniem i napiła się picia.
Było już po godzinie trzeciej nad ranem, a nastolatkowie nie zauważyli niczego niepokojącego.
-Widzisz? Musiało ci się wydawać, tak czasem jest.
Nastolatka jednak z determinacją pokręciła głową i spojrzała z wyrzutem na kolegę.
-Musiał wiedzieć, że tu jesteś.
-Chodźmy spać. Jest już późno, a jak sama widzisz nikogo nie ma na dworze.
Sebastian wygodnie położył się na materacu i zamknął oczy, nastolatka wzięła z niego częściowy przykład i usiadła na wersalce odstawiając kubek na biurko, przykryła sie kołdra i spojrzała w dal. Pół godziny później ze snu wyrwał Sebastiana, a Martę z zamyślenia przeraźliwy hałas tłuczonego szkła. W pokoju zawiał zimny wiatr, a porozsypywane kryształki szyby znajdowały się niemal w całym pokoju. Chłopak szybko wstał z materaca i otrzepał się z odłamków, z policzka leciała mu niewielka strużka krwi.
-Nie wstawaj. Pokaleczysz się.
W drzwiach pokoju stanęła przerażona babcia nastolatki, która na palcach, omijając szkło poszła w kierunku przerażonej wnuczki. Czule ją objęła i z troską w głosie zapewniła, że już dobrze. Sebastian podniósł z podłogi duży kamień, który zastał owinięty w białą kartkę. Delikatnie zdjął ją i przeczytał tekst znajdujący się na niej, nastolatek zbladł i dyskretnie, nie pokazując tego Marcie podsunął papier pod nos staruszki.
"POŻAŁUJESZ SUKO!"
-Dzwoń na policję.
15.02.2015
Rozdział siedemnasty
Była godzina 01:30 rano, a Marta nie zmrużyła oczu. Spojrzała na wyświetlacz telefonu i po długim namyśle wysłała wiadomość do Karola.
"Porąbane to wszystko. Śpisz?"
"Nie. Jestem na strychu"
"Nie wróciłeś na noc do domu?"
"Nom. Przyjdziesz?"
"To chyba nie najlepszy pomysł. Wracaj do domu, twój dziadek na pewno się martwi."
"Nasz dziadek."
"Dziwnie to brzmi. W każdym bądź razie nie zmienia to faktu że się o ciebie martwi."
"Masz rację. Wracam do domu. Do ciepłego łóżka. Cześć"
Nastolatka wstała z wersalki i spojrzała za okno, ulice oświetlały gęsto stojące latarnie ale na dworze nie było żadnej osoby, wyszła na balkon i poczuła delikatny powiew wiatru. Za stającym niedaleko drzewem usłyszała szelest, wychyliła się za barierkę i zauważyła cień człowieka, otuliła się ramionami.
-Kto tam jest?- zapytała głośno przerażona, jednak nie uzyskała żadnej odpowiedzi.
-Halo! Kim jesteś?- ponowiła pytanie, a osoba stojąca za drzewem gwałtownie się poruszyła jednak pozostała w ukryciu. Przerażona Marta cofnęła się do drzwi balkonowych i chwyciła za leżącą na parapecie latarkę, którą poświęciła w kierunku drzewa z za którego w przeciwnym kierunku wybiegła zakapturzona, ubrana na czarno postać. Marta szybko weszła do pokoju dokładnie zamykając drzwi, zaświeciła światło, zasłynęła zasłony i usiadła w kącie pomieszczenia na łóżku. Otuliła ramionami podwinięte pod brodę nogi i zaczęła się kołysać, nagle przestała spojrzała na telefon i wysłała smsa do Karola.
"Napisz jak będziesz już w domu."
Dziewczyna włączyła piosenki z swojego odtwarzacza, jako pierwszy rozległ się kawałek South Blunt Systemu "była chłodna". Po dwóch minutach odczytał wiadomość od Karola.
"Już jestem. Staruszek nie śpi, coś czuję że długa będzie podróż do łóżka."
Delikatnie uspokojona ponownie usadowiła się w tej samej pozycji i zaczęła delikatnie bujać się do przodu i do tyłu, w tej pozycji zaczęła rozmyślać o minionym dniu. Nigdy nie sądziła, że może jej się przydarzyć taka historia, że może zakochać się w własnym bracie. Czuła wstręt do siebie oraz do niego z powodu tego co zaszło poprzedniego wieczoru i mimo, że wtedy uważała to za coś wspaniałego teraz chciałaby aby to nigdy nie miało miejsca. Była zła na swoją babcię, za to że przez tyle lat nic jej nie powiedziała, że utrzymywała to w tajemnicy. Czuła się bezradnie, nie wiedziała co zrobić i jak postąpić w nadchodzącym dniu. Z głośnika odtwarzacza cały czas wydobywały się piosenki, a na dworze zaczęło się przejaśniać. Usłyszała cichą krzątaninę babci w kuchni, która przygotowywała posiłek, nastolatka spojrzała zdziwiona na zegarek, który wskazywał już godzinę siódmą. Wydawało jej się, że dopiero co usiadła na wersalce, a tym czasem minęło już około pięciu godzin. Nastolatka ponownie podkuliła kolana i zaczęła rozmyślać o swoim życiu, nagle w pokoju rozległo się ciche pykanie i w drzwiach stanęła zmartwiona staruszka.
-Przyniosłam ci kochanie śniadanie, wczoraj przez cały dzień nic nie jadłaś.
Kobieta postawiła przy nastolatce tacę z ciepłym sokiem, trzema świeżymi goframi i bitą śmietaną.
-Jesteś bardzo blada. Mało spałaś? Jedz kochanie, jedz póki ciepłe.
Marta oderwała kawałek gofra, zanurzyła w śmietanie i z niechęcią włożyła do ust. Spojrzała na babcię, która z zatroskaną miną przyglądała się wnuczce.
-W nocy ktoś tu był.- powiedziała szeptem nastolatka.
-Gdzie?
-Na dworze, chował się za drzewem.
Staruszka delikatnie uśmiechnęła się do podopiecznej, pogłaskała ją po włosach i z troską w głosie powiedziała:
-Pewnie ci się zdawało. To przez te zmęczenie. Zjedz jeszcze trochę i spróbuj zasnąć.
Dziewczyna bezradnie pokiwała głową, na polecenie babci zrobiła jeszcze dwa gryzy gofra i położyła się. Nagle usłyszała troskliwy głos Sebastiana, który siedział na podłodze przy wersalce.
-Wyspana?
-Tak.
Za oknem świeciło słońce, a z dworu dało się słyszeć radosne głosy dzieci bawiących się na podwórku. Pogoda jednak szybko uległa zmianie, zaczął wiać silny wiatr, padał deszcz, a na niebie pojawiały się jasne błyskawice zapowiadające głośne uderzenie pioruna. Nastolatkowie podeszli do okna, z za którym nie było już widać żadnych radosnych, bawiących się dzieci. Ponownie spojrzeli w głąb pokoju i stanęli przestraszeni, w pokoju nie było prądu.
-Sebastian! Kto to jest?
-Niewiem! Skąd się wzięły tu te psy?
-Jakie psy? Co to za kobieta?
- Jaka kurwa kobieta? Kurwa mać! One nas pogryzą.
Do Marty podeszła wysoka, szczupła, blada kobieta. Była ubrana w długą, sięgającą do ziemi sukienkę bez ramiączek, a jej długie kręcone włosy opadały gładko na ramiona.
-Witaj skarbie!
-Kim jesteś?
Kobieta zaśmiała się szyderczo i nagle jej twarz na chwilę przybrała postać strasznego, śliniącego się, groźnego psa.
-Sebastian!- krzyknęła nastolatka i złapała chłopaka za rękę - to Apokalipsa! Musimy się modlić?
-To nie jest czas na żarty Marta! One nas zagryzą!
-Po prostu się módl!
- Ok, ok... Ojcze nasz...
Młodzi zaczęli odmawiać różaniec, a dziwne stwory delikatnie się od nich odsunęły. Kobieta jednak usiadła z gracją na krześle przy biurku i z nienawiścią patrzyła na Martę.
-To ci i tak nie pomoże! Cudzołożników nic nie jest w stanie uratować, z góry jesteś spisana na straty.
Piękna ale zarazem straszna kobieta podeszła do niej i położyła dłoń na ramieniu nastolatki, Marta zaczęła krzyczeć, odczuła straszny ból, a jej skóra schodziła płatami. Nagle w pokoju pojawiła się jasna, duża kula, a przy boku dziewczyny pojawił się piękny, młody mężczyzna ubrany w białe spodnie i tego samego koloru T-shirt, na jego widok kobieta puściła ramię dziewczyny i cofnęła się. Chłopak położył dłoń w tym samym miejscu, gdzie przed chwilą leżała ręką kobiety.
-Już dobrze, Marto. Spokojnie.
Dziewczyna otworzyła oczy, za ramię trzymała ją babcia siedząca przy nastolatce na łóżku.
-No już. To tylko zły sen.
"Porąbane to wszystko. Śpisz?"
"Nie. Jestem na strychu"
"Nie wróciłeś na noc do domu?"
"Nom. Przyjdziesz?"
"To chyba nie najlepszy pomysł. Wracaj do domu, twój dziadek na pewno się martwi."
"Nasz dziadek."
"Dziwnie to brzmi. W każdym bądź razie nie zmienia to faktu że się o ciebie martwi."
"Masz rację. Wracam do domu. Do ciepłego łóżka. Cześć"
Nastolatka wstała z wersalki i spojrzała za okno, ulice oświetlały gęsto stojące latarnie ale na dworze nie było żadnej osoby, wyszła na balkon i poczuła delikatny powiew wiatru. Za stającym niedaleko drzewem usłyszała szelest, wychyliła się za barierkę i zauważyła cień człowieka, otuliła się ramionami.
-Kto tam jest?- zapytała głośno przerażona, jednak nie uzyskała żadnej odpowiedzi.
-Halo! Kim jesteś?- ponowiła pytanie, a osoba stojąca za drzewem gwałtownie się poruszyła jednak pozostała w ukryciu. Przerażona Marta cofnęła się do drzwi balkonowych i chwyciła za leżącą na parapecie latarkę, którą poświęciła w kierunku drzewa z za którego w przeciwnym kierunku wybiegła zakapturzona, ubrana na czarno postać. Marta szybko weszła do pokoju dokładnie zamykając drzwi, zaświeciła światło, zasłynęła zasłony i usiadła w kącie pomieszczenia na łóżku. Otuliła ramionami podwinięte pod brodę nogi i zaczęła się kołysać, nagle przestała spojrzała na telefon i wysłała smsa do Karola.
"Napisz jak będziesz już w domu."
Dziewczyna włączyła piosenki z swojego odtwarzacza, jako pierwszy rozległ się kawałek South Blunt Systemu "była chłodna". Po dwóch minutach odczytał wiadomość od Karola.
"Już jestem. Staruszek nie śpi, coś czuję że długa będzie podróż do łóżka."
Delikatnie uspokojona ponownie usadowiła się w tej samej pozycji i zaczęła delikatnie bujać się do przodu i do tyłu, w tej pozycji zaczęła rozmyślać o minionym dniu. Nigdy nie sądziła, że może jej się przydarzyć taka historia, że może zakochać się w własnym bracie. Czuła wstręt do siebie oraz do niego z powodu tego co zaszło poprzedniego wieczoru i mimo, że wtedy uważała to za coś wspaniałego teraz chciałaby aby to nigdy nie miało miejsca. Była zła na swoją babcię, za to że przez tyle lat nic jej nie powiedziała, że utrzymywała to w tajemnicy. Czuła się bezradnie, nie wiedziała co zrobić i jak postąpić w nadchodzącym dniu. Z głośnika odtwarzacza cały czas wydobywały się piosenki, a na dworze zaczęło się przejaśniać. Usłyszała cichą krzątaninę babci w kuchni, która przygotowywała posiłek, nastolatka spojrzała zdziwiona na zegarek, który wskazywał już godzinę siódmą. Wydawało jej się, że dopiero co usiadła na wersalce, a tym czasem minęło już około pięciu godzin. Nastolatka ponownie podkuliła kolana i zaczęła rozmyślać o swoim życiu, nagle w pokoju rozległo się ciche pykanie i w drzwiach stanęła zmartwiona staruszka.
-Przyniosłam ci kochanie śniadanie, wczoraj przez cały dzień nic nie jadłaś.
Kobieta postawiła przy nastolatce tacę z ciepłym sokiem, trzema świeżymi goframi i bitą śmietaną.
-Jesteś bardzo blada. Mało spałaś? Jedz kochanie, jedz póki ciepłe.
Marta oderwała kawałek gofra, zanurzyła w śmietanie i z niechęcią włożyła do ust. Spojrzała na babcię, która z zatroskaną miną przyglądała się wnuczce.
-W nocy ktoś tu był.- powiedziała szeptem nastolatka.
-Gdzie?
-Na dworze, chował się za drzewem.
Staruszka delikatnie uśmiechnęła się do podopiecznej, pogłaskała ją po włosach i z troską w głosie powiedziała:
-Pewnie ci się zdawało. To przez te zmęczenie. Zjedz jeszcze trochę i spróbuj zasnąć.
Dziewczyna bezradnie pokiwała głową, na polecenie babci zrobiła jeszcze dwa gryzy gofra i położyła się. Nagle usłyszała troskliwy głos Sebastiana, który siedział na podłodze przy wersalce.
-Wyspana?
-Tak.
Za oknem świeciło słońce, a z dworu dało się słyszeć radosne głosy dzieci bawiących się na podwórku. Pogoda jednak szybko uległa zmianie, zaczął wiać silny wiatr, padał deszcz, a na niebie pojawiały się jasne błyskawice zapowiadające głośne uderzenie pioruna. Nastolatkowie podeszli do okna, z za którym nie było już widać żadnych radosnych, bawiących się dzieci. Ponownie spojrzeli w głąb pokoju i stanęli przestraszeni, w pokoju nie było prądu.
-Sebastian! Kto to jest?
-Niewiem! Skąd się wzięły tu te psy?
-Jakie psy? Co to za kobieta?
- Jaka kurwa kobieta? Kurwa mać! One nas pogryzą.
Do Marty podeszła wysoka, szczupła, blada kobieta. Była ubrana w długą, sięgającą do ziemi sukienkę bez ramiączek, a jej długie kręcone włosy opadały gładko na ramiona.
-Witaj skarbie!
-Kim jesteś?
Kobieta zaśmiała się szyderczo i nagle jej twarz na chwilę przybrała postać strasznego, śliniącego się, groźnego psa.
-Sebastian!- krzyknęła nastolatka i złapała chłopaka za rękę - to Apokalipsa! Musimy się modlić?
-To nie jest czas na żarty Marta! One nas zagryzą!
-Po prostu się módl!
- Ok, ok... Ojcze nasz...
Młodzi zaczęli odmawiać różaniec, a dziwne stwory delikatnie się od nich odsunęły. Kobieta jednak usiadła z gracją na krześle przy biurku i z nienawiścią patrzyła na Martę.
-To ci i tak nie pomoże! Cudzołożników nic nie jest w stanie uratować, z góry jesteś spisana na straty.
Piękna ale zarazem straszna kobieta podeszła do niej i położyła dłoń na ramieniu nastolatki, Marta zaczęła krzyczeć, odczuła straszny ból, a jej skóra schodziła płatami. Nagle w pokoju pojawiła się jasna, duża kula, a przy boku dziewczyny pojawił się piękny, młody mężczyzna ubrany w białe spodnie i tego samego koloru T-shirt, na jego widok kobieta puściła ramię dziewczyny i cofnęła się. Chłopak położył dłoń w tym samym miejscu, gdzie przed chwilą leżała ręką kobiety.
-Już dobrze, Marto. Spokojnie.
Dziewczyna otworzyła oczy, za ramię trzymała ją babcia siedząca przy nastolatce na łóżku.
-No już. To tylko zły sen.
14.02.2015
Rozdział szesnasty
-Żartujesz? - zapytał oburzony Karol.
-Przykro mi.
-Jak? Babciu?- wtrąciła przerażona Marta- Przecież, to niemożliwe.
-Mając dziewiętnaście lat poślubiłam Aleksandra, byliśmy w sobie bardzo zakochani, świata poza sobą nie widzieliśmy. Po kilku latach małżeństwa na świat przyszła nasza córka, wówczas nasze stosunki zaczęły się pogarszać i z czasem rozwiedliśmy się. Nasza córka dorastała jednak spokojnie i w harmonii, kiedy poszła na studia poznała tam fantastycznego chłopaka. Po czterech latach znajomości pobrali się, planowali zestarzeć się u swojego boku wcześniej wychowując gromadkę dzieci. Pewnego pięknego dnia ich marzenie zaczęło się powoli spełniać, nasza córka zaszła w ciążę. Był to bez wątpienia ich najlepszy okres w życiu, byli tacy szczęśliwi. W końcu na świat przyszła dwójka maluszków. Niestety, pewnego dnia młodzi rodzice pozostawili swoje pociechy pod opieką przyjaciółki i postanowili uczcić te wielkie wydarzenie, jakim jest przyjście na świat dwójki dzieci. Wracając z miasta, z filharmonii w ich samochód wjechał pijany kierowca, nikt nie przeżył. Rodzice męża naszej córki nie żyli już od kilku lat więc tylko ja i Aleksander byliśmy najbliższą rodziną maleństw, ale z powodu że byliśmy po rozwodzie postanowiliśmy, że jedno z nas zajmie się jednym dzieckiem, a drugie drugim. Olek jednak po poślubieniu swojej drugiej żony zaczął dużo podróżować i wasz kontakt się urwał. Przepraszamy. Mieliśmy wam o tym powiedzieć, potrzebowaliśmy jednak czasu ale jak wczoraj powiedziałaś że jesteście parą to stwierdziłam że musicie się o tym jak najszybciej dowiedzieć.
-Potrzebowaliście czasu? Mieliście całe nasze życie by nam o tym powiedzieć!- krzyczała zdenerwowana nastolatka
-Dokładnie. Co wy w ogóle myśleliście posyłając nas do tej samej klasy?
-Boże! Mój rodzony brat jest moim chlopakiem!
-Jesteście okropni!- nastolatkowie przekrzykiwali samych siebie. Nagle Marta zbladła i nerwowo potrząsała ramieniem chłopaka.
-Jezu! Karol! Co myśmy zrobili!?
-Kurwa! Nie wierzę!
-Karol! To nie może być prawda! Spałam z własnym bratem!
Nastolatka zakryła dłonią usta i nerwowo potrząsnęła głową. W pokoju zapanowała cisza, Karol przeklął głośno i zaczął pospiesznie chodzić z jednego końca salonu do drugiego.
-Spaliście z sobą?- zapytała przerażona staruszka. Marta zaniosła się płaczem chowając twarz w dłoniach, nastolatek spojrzał z goryczą na kobietę.
-Tak. I wiecie co? To jest wasza wina! Gdybyście wcześniej raczylibyście nas poinformować, że mamy rodzeństwo to do niczego by nie doszło! Jesteście zwykłymi tchórzami! Gardzę wami!- krzyczał nastolatek po czym wybiegł z domu trzaskając drzwiami, Marta wstała z siedzenia i pobiegł do swojego pokoju.
Nastolatka leżała na wersalce i płakała w poduszkę składając całą historię w całość gdy rozległo się ciche pukanie. Nagle w drzwiach stanął Sebastian ubrany w czarne spodnie i niebieską bluzkę na krótki rękaw. Usiadł na łóżku i pogłaskał dziewczynę po głowie.
-Twoja babcia powiedziała mi co się stało.
-Nie chcę o tym gadać. Chcę być teraz sama.
-Rozumiem to i uszanuję twoją decyzję. Chcę jednak abyś wiedziała, że dla nich to na pewno także było ciężkie.
-Przykro mi.
-Jak? Babciu?- wtrąciła przerażona Marta- Przecież, to niemożliwe.
-Mając dziewiętnaście lat poślubiłam Aleksandra, byliśmy w sobie bardzo zakochani, świata poza sobą nie widzieliśmy. Po kilku latach małżeństwa na świat przyszła nasza córka, wówczas nasze stosunki zaczęły się pogarszać i z czasem rozwiedliśmy się. Nasza córka dorastała jednak spokojnie i w harmonii, kiedy poszła na studia poznała tam fantastycznego chłopaka. Po czterech latach znajomości pobrali się, planowali zestarzeć się u swojego boku wcześniej wychowując gromadkę dzieci. Pewnego pięknego dnia ich marzenie zaczęło się powoli spełniać, nasza córka zaszła w ciążę. Był to bez wątpienia ich najlepszy okres w życiu, byli tacy szczęśliwi. W końcu na świat przyszła dwójka maluszków. Niestety, pewnego dnia młodzi rodzice pozostawili swoje pociechy pod opieką przyjaciółki i postanowili uczcić te wielkie wydarzenie, jakim jest przyjście na świat dwójki dzieci. Wracając z miasta, z filharmonii w ich samochód wjechał pijany kierowca, nikt nie przeżył. Rodzice męża naszej córki nie żyli już od kilku lat więc tylko ja i Aleksander byliśmy najbliższą rodziną maleństw, ale z powodu że byliśmy po rozwodzie postanowiliśmy, że jedno z nas zajmie się jednym dzieckiem, a drugie drugim. Olek jednak po poślubieniu swojej drugiej żony zaczął dużo podróżować i wasz kontakt się urwał. Przepraszamy. Mieliśmy wam o tym powiedzieć, potrzebowaliśmy jednak czasu ale jak wczoraj powiedziałaś że jesteście parą to stwierdziłam że musicie się o tym jak najszybciej dowiedzieć.
-Potrzebowaliście czasu? Mieliście całe nasze życie by nam o tym powiedzieć!- krzyczała zdenerwowana nastolatka
-Dokładnie. Co wy w ogóle myśleliście posyłając nas do tej samej klasy?
-Boże! Mój rodzony brat jest moim chlopakiem!
-Jesteście okropni!- nastolatkowie przekrzykiwali samych siebie. Nagle Marta zbladła i nerwowo potrząsała ramieniem chłopaka.
-Jezu! Karol! Co myśmy zrobili!?
-Kurwa! Nie wierzę!
-Karol! To nie może być prawda! Spałam z własnym bratem!
Nastolatka zakryła dłonią usta i nerwowo potrząsnęła głową. W pokoju zapanowała cisza, Karol przeklął głośno i zaczął pospiesznie chodzić z jednego końca salonu do drugiego.
-Spaliście z sobą?- zapytała przerażona staruszka. Marta zaniosła się płaczem chowając twarz w dłoniach, nastolatek spojrzał z goryczą na kobietę.
-Tak. I wiecie co? To jest wasza wina! Gdybyście wcześniej raczylibyście nas poinformować, że mamy rodzeństwo to do niczego by nie doszło! Jesteście zwykłymi tchórzami! Gardzę wami!- krzyczał nastolatek po czym wybiegł z domu trzaskając drzwiami, Marta wstała z siedzenia i pobiegł do swojego pokoju.
Nastolatka leżała na wersalce i płakała w poduszkę składając całą historię w całość gdy rozległo się ciche pukanie. Nagle w drzwiach stanął Sebastian ubrany w czarne spodnie i niebieską bluzkę na krótki rękaw. Usiadł na łóżku i pogłaskał dziewczynę po głowie.
-Twoja babcia powiedziała mi co się stało.
-Nie chcę o tym gadać. Chcę być teraz sama.
-Rozumiem to i uszanuję twoją decyzję. Chcę jednak abyś wiedziała, że dla nich to na pewno także było ciężkie.
13.02.2015
Rozdział piętnasty
Marta obudziła się z bólem głowy, niedaleko łóżka stała szklanka wody i dwie tabletki przeciwbólowe, połknęła je i ponownie położyła się na łóżku. Uśmiechnęła się na wspomnienie z poprzedniej nocy, w życiu nie wyobrażała sobie że jej marzenia mogą się spełnić, wydawały się być takie nierealistyczne. Nastolatka przypomniała sobie o nocnym spotkaniu z babcią i uśmiech natychmiast zszedł jej z twarzy. Pospiesznie założyła na pidżamę obszerny dres i zeszła przywitać się z opiekunką, ta właśnie z pochmurną miną rozwiązywała krzyżówkę.
-Cześć babciu.
-Ooo. No witam. Długo dziś spałaś.
Nastolatka spojrzała na niedaleko wiszący zegarek, dochodziła godzina czternasta. Wzrok dziewczyny ponownie przeniósł się na zatroskaną minę opiekunki.
-Tak, to prawda. Wczoraj mówiłaś coś o policji... O co chodzi?
-Tego nie wiem. Kazali się nam wstawić, będziesz przesłuchiwana jako świadek ale nie wiem w jakiej sprawie. Myślałam, że się od ciebie dowiem.
Marta wraz z babcią siedziały w małym pokoiku czekając na policjanta. Pomieszczenie zapełniały dwa biurka, zapełnione papierami, oraz szafka na której leżały różne teczki, segregatory i luźne kartki. Do pomieszczenia wszedł wysoki, około trzydziestoletni mężczyzna ubrany w dżinsy i luźny T-shirt, na szyi wisiała mu oznaka policyjna.
-Dzień dobry. Jestem starszy aspirant policji Dariusz Kutrzeba. -przywitał się i usiadł przy biurku- Prowadzę śledztwo w sprawie pobicia Marcina Długosza.
-Pobicia?- zapytała zdumiona nastolatka
-Tak, rozumiem że nie wiedziałaś o tym?
-Nie. Boże, co z nim?
-Już jest lepiej. Wczoraj wyszedł ze szpitala ale mimo to nie chce z nami współpracować. Podejrzewamy, że bardzo dobrze musiał znać sprawcę skoro go teraz broni, albo się go boi. Jednak jego rodzice znaleźli i przekazali nam pamiętnik Marcina, chłopak dość często wspomina w nim o tobie.
-O mnie?
-Tak. Dlatego muszę się ciebie zapytać czy coś was łączy, bądź kiedyś łączyło.
-Nie. Uczymy się razem w klasie, dobrze się dogadujemy. Jesteśmy poprostu przyjaciółmi.
-Rozumiem. Czy w takim razie chłopak dawał ci kiedyś jakiś znak, że chciałby więcej?
-Tak. Jakieś trzy tygodnie temu zaprosił mnie do kina, co się wcześniej nie zdarzało.
-Przyjęłaś zaproszenie?
-Tak. Ale co do czego do spotkania nie doszło.
-Czemu?
-Pokłóciliśmy się.
-O co?
-Marcin, mimo że uwarzyłam go tylko za przyjaciela, był bardzo zazdrosny. Nie umiał zrozumieć, że poza nim mam także innych kolegów.
-Chodziło o jakiegoś konkretnego chłopaka?
-Tak. O Sebastiana Nawka.
-Czy miał o co być zazdrosny?
-Tak jak mówiłam, Marcin jest moim przyjacielem. Przyjaciele raczej nie bywają zazdrośni. Ale nie, nie miał powodów do tego uczucia.
-Czy Marcin ma jakiś wrogów?
-Nie. Jest bardzo otwartym, towarzyskim człowiekiem. Oczywiście czasem wchodził, jak każdy, w jakieś konflikty z innymi ale to nic poważnego.
-Czy wiesz z kim może ostatnio sie tak posprzeczał?
-Ze mną?
-Ciągle chodziło o tego Sebastiana?
-Tak. Pozatym od dwóch tygodni mam chłopaka. Zauważyłam, że jak Marcin się o tym dowiedział to nie był zachwycony.
-Aha. Jak nazywa się twój aktualny chłopak?
-Karol Del.
-Karol Del jest twoim chłopakiem?- zapytała przerażona, siedząca niedaleko opiekunka Marty.
-Tak.
- Powiedz mi jeszcze czy masz jakieś podejrzenia kto to mógł zrobić?
-Nie.
Zaraz po powrocie z komisariatu nastolatka poszła spotkać się z Karolem, tłumacząc babci że idzie na chwilę do Diany. Chłopak czekał już na nią na strychu opuszczonego, ale urządzonego przez nich domu. Nastolatka opowiedziała mu o swoim dniu, a następnie wysłuchała jego historii. Młodzi siedzieli na balkonie i podziwiali zachód słońca, chłopak delikatnie przytulił dziewczynę i czule ją pocałował na co ta odwzajemniła pocałunek. Usta Karola pomalutku przesuwały się w dół całując przy tym lewą stronę karku dziewczyny, kiedy na swoje drodze napotkały bluzkę przeniosły się na drugą stronę. Tym razem gdy nastolatek dotknął wargami bluzki położył sie na dziewczynie i zaczął delikatnie odsuwać materiał odsłaniając przy tym niewielkie piersi nastolatki w staniku. Dziewczyna oddając sie rozkoszy otuliła go nogami w pasie, a rękoma niezręcznie odpięła mu guzik w spodniach. Karol zdjął nastolatce bluzkę i pocałunkami obsypał całą odsłoniętą skórę wybranki, sprawnie zdjął stanik i spojrzał rozbawiony na nastolatkę.
-Nie masz sutków?
Marta rumieniąc się ze wstydu pospiesznie założyła stanik dukając, że jeszcze jej nie urosły.
-To nic nie szkodzi.
Chłopak zdjął swoją bluzkę i ponownie pocałował dziewczynę rozpinając jej rozporek.
-Karol, ja jeszcze nigdy...
-Spokojnie maleńka, jesteś w dobrych rękach.
Spodnie Marty chwilę po tym leżały obok niej, a Karol delikatnie jeździł palcem po zakończeniu materiału jej majtek. Całując nastolatkę zdjął z niej bokserki i pomału wsadził w nią palec, Marta zaczęła cicho pojękiwać i rozszerzyła nogi. Chłopak wyjął palec, delikatnie oblizał i wsadził nastolatce do usta, a ta zaczęła go ssać.
-Poczuj maleńka jak smakujesz... Właśnie tak!
Nastolatek zdjął z siebie resztę ubrań i delikatnie wszedł w swoją partnerkę.
Była godzina dwudziesta gdy zadowolona Marta jadła w kuchni kolację i dołączyła się do niej opiekunka.
-Jutro będziemy mieć gości. Przykro mi ale to nie będzie dla ciebie zbyt przyjemne spotkanie, mimo to musisz na nim być.
-Kto przyjdzie?
-To tajemnica. Jutro o godzinie dziewiątej z rana masz być w salonie.
Podekscytowana nastolatka chwilę później położyła się spać, nim spostrzegła nadszedł ranek. Po porannej toalecie, ubrana w zwiewną, wiosenną sukienkę zeszła na dół. W salonie obok babci siedział starszy mężczyzna, którego Marta zapamiętała z dziwnych spotkań przed szkołą, a naprzeciwko nich siedział Karol.
-Dzień dobry.- powiedziała nastolatka i usiadła obok swojego chłopaka.- Babciu, mówiłaś że to nie będzie przyjemne spotkanie. Co miałaś na myśli?
-Otóż nie możecie się dłużej spotykać.
Marta spojrzała zdziwiona na staruszkę.
-Nie zabronisz mi. Kochamy się.
-Tak, to prawda jesteśmy szczęśliwi razem i nie zamierzamy tego zmieniać.
Staruszka schowała twarz w dłonie i zaniosła się szlochem.
-Olek ty im to powiedz.- zwróciła się do mężczyzny, który wziął głęboki wdech i spojrzał na trzymających się za ręce nastolatków.
-Jesteście rodzeństwem!
-Cześć babciu.
-Ooo. No witam. Długo dziś spałaś.
Nastolatka spojrzała na niedaleko wiszący zegarek, dochodziła godzina czternasta. Wzrok dziewczyny ponownie przeniósł się na zatroskaną minę opiekunki.
-Tak, to prawda. Wczoraj mówiłaś coś o policji... O co chodzi?
-Tego nie wiem. Kazali się nam wstawić, będziesz przesłuchiwana jako świadek ale nie wiem w jakiej sprawie. Myślałam, że się od ciebie dowiem.
Marta wraz z babcią siedziały w małym pokoiku czekając na policjanta. Pomieszczenie zapełniały dwa biurka, zapełnione papierami, oraz szafka na której leżały różne teczki, segregatory i luźne kartki. Do pomieszczenia wszedł wysoki, około trzydziestoletni mężczyzna ubrany w dżinsy i luźny T-shirt, na szyi wisiała mu oznaka policyjna.
-Dzień dobry. Jestem starszy aspirant policji Dariusz Kutrzeba. -przywitał się i usiadł przy biurku- Prowadzę śledztwo w sprawie pobicia Marcina Długosza.
-Pobicia?- zapytała zdumiona nastolatka
-Tak, rozumiem że nie wiedziałaś o tym?
-Nie. Boże, co z nim?
-Już jest lepiej. Wczoraj wyszedł ze szpitala ale mimo to nie chce z nami współpracować. Podejrzewamy, że bardzo dobrze musiał znać sprawcę skoro go teraz broni, albo się go boi. Jednak jego rodzice znaleźli i przekazali nam pamiętnik Marcina, chłopak dość często wspomina w nim o tobie.
-O mnie?
-Tak. Dlatego muszę się ciebie zapytać czy coś was łączy, bądź kiedyś łączyło.
-Nie. Uczymy się razem w klasie, dobrze się dogadujemy. Jesteśmy poprostu przyjaciółmi.
-Rozumiem. Czy w takim razie chłopak dawał ci kiedyś jakiś znak, że chciałby więcej?
-Tak. Jakieś trzy tygodnie temu zaprosił mnie do kina, co się wcześniej nie zdarzało.
-Przyjęłaś zaproszenie?
-Tak. Ale co do czego do spotkania nie doszło.
-Czemu?
-Pokłóciliśmy się.
-O co?
-Marcin, mimo że uwarzyłam go tylko za przyjaciela, był bardzo zazdrosny. Nie umiał zrozumieć, że poza nim mam także innych kolegów.
-Chodziło o jakiegoś konkretnego chłopaka?
-Tak. O Sebastiana Nawka.
-Czy miał o co być zazdrosny?
-Tak jak mówiłam, Marcin jest moim przyjacielem. Przyjaciele raczej nie bywają zazdrośni. Ale nie, nie miał powodów do tego uczucia.
-Czy Marcin ma jakiś wrogów?
-Nie. Jest bardzo otwartym, towarzyskim człowiekiem. Oczywiście czasem wchodził, jak każdy, w jakieś konflikty z innymi ale to nic poważnego.
-Czy wiesz z kim może ostatnio sie tak posprzeczał?
-Ze mną?
-Ciągle chodziło o tego Sebastiana?
-Tak. Pozatym od dwóch tygodni mam chłopaka. Zauważyłam, że jak Marcin się o tym dowiedział to nie był zachwycony.
-Aha. Jak nazywa się twój aktualny chłopak?
-Karol Del.
-Karol Del jest twoim chłopakiem?- zapytała przerażona, siedząca niedaleko opiekunka Marty.
-Tak.
- Powiedz mi jeszcze czy masz jakieś podejrzenia kto to mógł zrobić?
-Nie.
Zaraz po powrocie z komisariatu nastolatka poszła spotkać się z Karolem, tłumacząc babci że idzie na chwilę do Diany. Chłopak czekał już na nią na strychu opuszczonego, ale urządzonego przez nich domu. Nastolatka opowiedziała mu o swoim dniu, a następnie wysłuchała jego historii. Młodzi siedzieli na balkonie i podziwiali zachód słońca, chłopak delikatnie przytulił dziewczynę i czule ją pocałował na co ta odwzajemniła pocałunek. Usta Karola pomalutku przesuwały się w dół całując przy tym lewą stronę karku dziewczyny, kiedy na swoje drodze napotkały bluzkę przeniosły się na drugą stronę. Tym razem gdy nastolatek dotknął wargami bluzki położył sie na dziewczynie i zaczął delikatnie odsuwać materiał odsłaniając przy tym niewielkie piersi nastolatki w staniku. Dziewczyna oddając sie rozkoszy otuliła go nogami w pasie, a rękoma niezręcznie odpięła mu guzik w spodniach. Karol zdjął nastolatce bluzkę i pocałunkami obsypał całą odsłoniętą skórę wybranki, sprawnie zdjął stanik i spojrzał rozbawiony na nastolatkę.
-Nie masz sutków?
Marta rumieniąc się ze wstydu pospiesznie założyła stanik dukając, że jeszcze jej nie urosły.
-To nic nie szkodzi.
Chłopak zdjął swoją bluzkę i ponownie pocałował dziewczynę rozpinając jej rozporek.
-Karol, ja jeszcze nigdy...
-Spokojnie maleńka, jesteś w dobrych rękach.
Spodnie Marty chwilę po tym leżały obok niej, a Karol delikatnie jeździł palcem po zakończeniu materiału jej majtek. Całując nastolatkę zdjął z niej bokserki i pomału wsadził w nią palec, Marta zaczęła cicho pojękiwać i rozszerzyła nogi. Chłopak wyjął palec, delikatnie oblizał i wsadził nastolatce do usta, a ta zaczęła go ssać.
-Poczuj maleńka jak smakujesz... Właśnie tak!
Nastolatek zdjął z siebie resztę ubrań i delikatnie wszedł w swoją partnerkę.
Była godzina dwudziesta gdy zadowolona Marta jadła w kuchni kolację i dołączyła się do niej opiekunka.
-Jutro będziemy mieć gości. Przykro mi ale to nie będzie dla ciebie zbyt przyjemne spotkanie, mimo to musisz na nim być.
-Kto przyjdzie?
-To tajemnica. Jutro o godzinie dziewiątej z rana masz być w salonie.
Podekscytowana nastolatka chwilę później położyła się spać, nim spostrzegła nadszedł ranek. Po porannej toalecie, ubrana w zwiewną, wiosenną sukienkę zeszła na dół. W salonie obok babci siedział starszy mężczyzna, którego Marta zapamiętała z dziwnych spotkań przed szkołą, a naprzeciwko nich siedział Karol.
-Dzień dobry.- powiedziała nastolatka i usiadła obok swojego chłopaka.- Babciu, mówiłaś że to nie będzie przyjemne spotkanie. Co miałaś na myśli?
-Otóż nie możecie się dłużej spotykać.
Marta spojrzała zdziwiona na staruszkę.
-Nie zabronisz mi. Kochamy się.
-Tak, to prawda jesteśmy szczęśliwi razem i nie zamierzamy tego zmieniać.
Staruszka schowała twarz w dłonie i zaniosła się szlochem.
-Olek ty im to powiedz.- zwróciła się do mężczyzny, który wziął głęboki wdech i spojrzał na trzymających się za ręce nastolatków.
-Jesteście rodzeństwem!
12.02.2015
Rozdział czternasty
Marta ubrana w luźną, szarą bluzkę z napisem: "Do what you love" oraz ciemne dżinsy przywiała się z Karolem, który czekał na nią pod domem. Młodzi trzymając się za rękę poszli spacerkiem do szkoły, po drodze rozmawiali o planach związanych z niedawno odkrytym miejscem. Chcieli urządzić tam skromnie urządzony pokoik aby mogli czasem wspólnie odizolować się od otaczającego świata, postanowili że nikomu nie pokarzą tego miejsca, że będzie to ich mały, wspólny świat.
DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ
Marta rozejrzała się po klasie. Każdy wydawał się być znudzony i zaspany, pare osób rysowało po kartkach, inni słuchali piosenek na słuchawkach, a kilku pozostałych uczniów pisało do siebie wiadomości na karteczkach. Ostatnia ławka, w której zazwyczaj siedział Marcin świeciła pustką, chłopaka niebyło w szkole już od kilku dni, na dodatek nastolatek nie odbierał jej telefonów i nie odpisywał na wiadomości. Diana, od momentu kłótni z Martą, siedziała z przodu sali wraz z Marysią z którą właśnie wymieniały się karteczkami. Siedzący obok Marty Karol uśmiechał się tajemniczo przez cały dzień, a teraz siedział jak na szpilkach co róż spoglądając na zegarek. Nagle zadzwonił dzwonek i wszyscy poderwali się z siedzeń. Karol wziął nastolatkę za rękę i razem wkrótce siedzieli na dziedzińcu szkoły wygrzewając się w ciepłym, wiosennym słońcu.
-Co ty dzisiaj taki wesoły?
- Miałem ci o tym powiedzieć dopiero po lekcjach, żebyś się z nich nie zerwała, ale chyba nie wytrzymam.
-No więc?- zapytała podekscytowana
-Mam dwie wejściówki na dzisiejszy koncert.
-Czyj?
-Chady!- chłopak spojrzał podekscytowany na swoją dziewczynę. Marta otworzyła usta ze zdziwienia, nabrała powietrza w płuca.
-Żartujesz?- chłopak zaprzeczył- Boże, przecież ja o tym morzyłam! Jezu nie wierzę! A więc jednak marzenia się spełniają!
Nastolatka czule pocałowała chłopaka i przytuliła ciągle dziękując mu za tak wspaniałą niespodziankę. Ich miłe chwile przerwał dzwonek na lekcję, niechętnie wrócili do sali i tym razem na zmianę sprawdzali godzinę, obliczając czas do koncertu. Dwie godziny później Marta przeglądała szafę gdy z parteru usłyszała zdenerwowany, cichy głos babci. Zainteresowana zeszła na dół, starsza kobieta pośpiesznie na jej widok zamknęła drzwi tłumacząc, że nie lubi natrętnych sprzedawców.
Marta stała pod sceną trzymając w prawej dłoni puszkę piwa, lewą co róż wymachiwała w powietrzu i mimo, że wokół niej było bardzo ciasno uśmiech nie schodził jej z twarzy. Chada właśnie nawijał "innego życia nie znam",a nastolatka popijając czwarte piwo pragnęła by ta noc nigdy się nie skończyła. Nie pamiętała kiedy ostatnio była tak szczęśliwa, odwróciła się w stronę Karola i czule go pocałowała.
-Dziękuję!- próbowała przekrzyczeć tłum jednak chłopak bezradnie podniósł ramiona, nastolatka przyciągnęła go bliżej i namiętnie pocałowała. Nagle, nie pamiętając jakim cudem, stała obok trzydziestoletniego rapera i wtórowała mu do kawałka pod tytułem "Zosia".
Była godzina 03:25 gdy nastolatka po cichu weszła do domu, w głowie sie jej delikatnie kręciło, a nogi od czasu do czasu nie wykonywały jej poleceń. Ku jej zdziwieniu z pokoju wyszła babcia ubrana w ciepły, fioletowy szlafrok.
-Marta! Boże dziecko przecież ty jesteś pijana!
Nastolatka nie poręcznie pokręciła głową, która z każdą minutą bolała coraz bardziej.
-Idź spać! Dostałaś zawiadomienie z policji, jutro musimy się wstawić na komendzie.
Pod nastolatką ugięły się nogi.
"Policja? Kurwa, po co? To nie wróży nic dobrego! O co chodzi?"- pomyślała i nim spostrzegła spała w swoim łóżku.
***
Siemanko! Co u Was? Przepraszam, że wczoraj nie zamieściłam rozdziału ale miałam wycisk w szkole.
Chada, pomyślności! WGW! Wychodź i znowu nagrywaj! "Chłopaku będzie dobrze pomogę Ci w to wierzyć!"
DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ
Marta rozejrzała się po klasie. Każdy wydawał się być znudzony i zaspany, pare osób rysowało po kartkach, inni słuchali piosenek na słuchawkach, a kilku pozostałych uczniów pisało do siebie wiadomości na karteczkach. Ostatnia ławka, w której zazwyczaj siedział Marcin świeciła pustką, chłopaka niebyło w szkole już od kilku dni, na dodatek nastolatek nie odbierał jej telefonów i nie odpisywał na wiadomości. Diana, od momentu kłótni z Martą, siedziała z przodu sali wraz z Marysią z którą właśnie wymieniały się karteczkami. Siedzący obok Marty Karol uśmiechał się tajemniczo przez cały dzień, a teraz siedział jak na szpilkach co róż spoglądając na zegarek. Nagle zadzwonił dzwonek i wszyscy poderwali się z siedzeń. Karol wziął nastolatkę za rękę i razem wkrótce siedzieli na dziedzińcu szkoły wygrzewając się w ciepłym, wiosennym słońcu.
-Co ty dzisiaj taki wesoły?
- Miałem ci o tym powiedzieć dopiero po lekcjach, żebyś się z nich nie zerwała, ale chyba nie wytrzymam.
-No więc?- zapytała podekscytowana
-Mam dwie wejściówki na dzisiejszy koncert.
-Czyj?
-Chady!- chłopak spojrzał podekscytowany na swoją dziewczynę. Marta otworzyła usta ze zdziwienia, nabrała powietrza w płuca.
-Żartujesz?- chłopak zaprzeczył- Boże, przecież ja o tym morzyłam! Jezu nie wierzę! A więc jednak marzenia się spełniają!
Nastolatka czule pocałowała chłopaka i przytuliła ciągle dziękując mu za tak wspaniałą niespodziankę. Ich miłe chwile przerwał dzwonek na lekcję, niechętnie wrócili do sali i tym razem na zmianę sprawdzali godzinę, obliczając czas do koncertu. Dwie godziny później Marta przeglądała szafę gdy z parteru usłyszała zdenerwowany, cichy głos babci. Zainteresowana zeszła na dół, starsza kobieta pośpiesznie na jej widok zamknęła drzwi tłumacząc, że nie lubi natrętnych sprzedawców.
Marta stała pod sceną trzymając w prawej dłoni puszkę piwa, lewą co róż wymachiwała w powietrzu i mimo, że wokół niej było bardzo ciasno uśmiech nie schodził jej z twarzy. Chada właśnie nawijał "innego życia nie znam",a nastolatka popijając czwarte piwo pragnęła by ta noc nigdy się nie skończyła. Nie pamiętała kiedy ostatnio była tak szczęśliwa, odwróciła się w stronę Karola i czule go pocałowała.
-Dziękuję!- próbowała przekrzyczeć tłum jednak chłopak bezradnie podniósł ramiona, nastolatka przyciągnęła go bliżej i namiętnie pocałowała. Nagle, nie pamiętając jakim cudem, stała obok trzydziestoletniego rapera i wtórowała mu do kawałka pod tytułem "Zosia".
Była godzina 03:25 gdy nastolatka po cichu weszła do domu, w głowie sie jej delikatnie kręciło, a nogi od czasu do czasu nie wykonywały jej poleceń. Ku jej zdziwieniu z pokoju wyszła babcia ubrana w ciepły, fioletowy szlafrok.
-Marta! Boże dziecko przecież ty jesteś pijana!
Nastolatka nie poręcznie pokręciła głową, która z każdą minutą bolała coraz bardziej.
-Idź spać! Dostałaś zawiadomienie z policji, jutro musimy się wstawić na komendzie.
Pod nastolatką ugięły się nogi.
"Policja? Kurwa, po co? To nie wróży nic dobrego! O co chodzi?"- pomyślała i nim spostrzegła spała w swoim łóżku.
***
Siemanko! Co u Was? Przepraszam, że wczoraj nie zamieściłam rozdziału ale miałam wycisk w szkole.
Chada, pomyślności! WGW! Wychodź i znowu nagrywaj! "Chłopaku będzie dobrze pomogę Ci w to wierzyć!"
10.02.2015
Rozdział trzynasty
Marta po półgodzinnym przeglądaniu szafy postanowiła założyć czarne, materiałowe spodnie, turkusową bluzkę na ramiączka oraz czarną bluzkę na krótki rękaw sięgającą do pępka. Po pomalowaniu się i rozczesaniu włosów zeszła do babci, która właśnie nerwowo rozmawiała przez telefon jednak na jej widok szybko zakończyła połączenie. W domu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi, nastolatka pożegnała się z opiekunką i wyszła na dwór. Wraz z Karolem pospacerowała trochę nad rzeką rozmawiając przy tym o swoich zainteresowaniach, okazało się, że oboje słuchają polskiego rapu i lubią czytać kryminały.
-Co to za miejsce, o którym mówiłeś?
-Nie wiem czy to dobry pomysł, żebyś tam poszła.
-Czemu?- nastolatka skręcała się z ciekawości
-Możesz się trochę pobrudzić.
-Przyznaj się, że poprostu nie chcesz mnie tam zabrać.
-Jasne że chcę, ale...
-Daj już spokój, idziemy czy nie?
Piętnaście minut później nastolatkowie siedzieli na strychu opuszczonego przed laty domem. Było to dużo, przestrzenne pomieszczenie, które całkowicie zajęte było przez różne skrzynie, kufry i pudełka pokryte masą kurzu. Po lewej stronie znajdował się niewielki balkon, którego widok ukazywał całkowicie ich miasteczko.
-Fajnie tu, żałuję że jestem po raz pierwszy.
-Tak. Mi też się tu podoba. Trochę uprzątnąć i będzie niezły lokal.
Dwie godziny później po przeglądzie niektórych pudełek, a zarazem małym uporządkowaniu nastolatkowie siedzieli obok siebie na balkonie i podziwiali zachód słońca. Karol dotknął delikatnie dłoń dziewczyny i spojrzał na nią z czułością.
-Nie jest ci zimno?
-Troszkę.- odpowiedziała rumieniąc się widząc jak chłopak zdejmował kurtkę, którą następnie ją okrył. Ich spojrzenia spotkały się, chłopak ponownie położył jej rękę na dłoni i spojrzał w dal. Marta niewinnie przybliżyła się do chłopaka i po kilku sekundach delikatnie splotła ich dotykające się palce, nastolatek uśmiechnął się do niej.
-Marta, wiem że się bardzo krótko znamy, praktycznie w ogóle ale...
-Hmm?
-Zostaniesz moją dziewczyną?
Marta poczuła delikatne mrowienie na policzkach- zarumieniła się i delikatnie przygryzła dolną wargę. Zakręciło jej się w głowie gdzie słyszała w kółko: zostaniesz, moją, dziewczyną, zostaniesz, moją, dziewczyną, zostaniesz, moją... Spojrzała trzeźwo na poważnego chłopaka i pokiwała delikatnie głową. Nastolatek wypuścił z płuc powietrze i uśmiechnął się promiennie. Objął ją czule i pogładził po plecach, nastolatka odwzajemniła uścisk.
-Proszę...- szepnął Karol gdy ponownie patrzyli sobie w oczy - Nie przygryzaj wargi.
Nastolatka ponownie się zarumieniła, na co chłopak uśmiechnął się jeszcze szerzej.
-Mówił ci już ktoś, że wyglądasz zajebiście seksownie jak się rumienisz?
Marta wraz z Karolem stali przed jej domem i patrzyli sobie w oczy. Nie umieli się z sobą rozstać, a chłopak nie chciał wejść do domu. Nagle nastolatka podniosła się na palcach i dała chłopakowi buziaka w usta. Po jej ciele przeszło delikatne, przyjemne mrowienie, którego od razu zapragnęła więcej.
-Do zobaczenia w szkole.
-Mogę po ciebie zajść?
-Jasne.
-Marta...
-Tak?
-Już tęsknię.
-To tak samo jak ja.
Młodzi ponownie patrzyli sobie przez dłuższą chwilę w oczy. Tym razem Karol pochylił się nad Martą i dał jej buziaka w usta.
-Leć bo się przeziębisz.
-Co to za miejsce, o którym mówiłeś?
-Nie wiem czy to dobry pomysł, żebyś tam poszła.
-Czemu?- nastolatka skręcała się z ciekawości
-Możesz się trochę pobrudzić.
-Przyznaj się, że poprostu nie chcesz mnie tam zabrać.
-Jasne że chcę, ale...
-Daj już spokój, idziemy czy nie?
Piętnaście minut później nastolatkowie siedzieli na strychu opuszczonego przed laty domem. Było to dużo, przestrzenne pomieszczenie, które całkowicie zajęte było przez różne skrzynie, kufry i pudełka pokryte masą kurzu. Po lewej stronie znajdował się niewielki balkon, którego widok ukazywał całkowicie ich miasteczko.
-Fajnie tu, żałuję że jestem po raz pierwszy.
-Tak. Mi też się tu podoba. Trochę uprzątnąć i będzie niezły lokal.
Dwie godziny później po przeglądzie niektórych pudełek, a zarazem małym uporządkowaniu nastolatkowie siedzieli obok siebie na balkonie i podziwiali zachód słońca. Karol dotknął delikatnie dłoń dziewczyny i spojrzał na nią z czułością.
-Nie jest ci zimno?
-Troszkę.- odpowiedziała rumieniąc się widząc jak chłopak zdejmował kurtkę, którą następnie ją okrył. Ich spojrzenia spotkały się, chłopak ponownie położył jej rękę na dłoni i spojrzał w dal. Marta niewinnie przybliżyła się do chłopaka i po kilku sekundach delikatnie splotła ich dotykające się palce, nastolatek uśmiechnął się do niej.
-Marta, wiem że się bardzo krótko znamy, praktycznie w ogóle ale...
-Hmm?
-Zostaniesz moją dziewczyną?
Marta poczuła delikatne mrowienie na policzkach- zarumieniła się i delikatnie przygryzła dolną wargę. Zakręciło jej się w głowie gdzie słyszała w kółko: zostaniesz, moją, dziewczyną, zostaniesz, moją, dziewczyną, zostaniesz, moją... Spojrzała trzeźwo na poważnego chłopaka i pokiwała delikatnie głową. Nastolatek wypuścił z płuc powietrze i uśmiechnął się promiennie. Objął ją czule i pogładził po plecach, nastolatka odwzajemniła uścisk.
-Proszę...- szepnął Karol gdy ponownie patrzyli sobie w oczy - Nie przygryzaj wargi.
Nastolatka ponownie się zarumieniła, na co chłopak uśmiechnął się jeszcze szerzej.
-Mówił ci już ktoś, że wyglądasz zajebiście seksownie jak się rumienisz?
Marta wraz z Karolem stali przed jej domem i patrzyli sobie w oczy. Nie umieli się z sobą rozstać, a chłopak nie chciał wejść do domu. Nagle nastolatka podniosła się na palcach i dała chłopakowi buziaka w usta. Po jej ciele przeszło delikatne, przyjemne mrowienie, którego od razu zapragnęła więcej.
-Do zobaczenia w szkole.
-Mogę po ciebie zajść?
-Jasne.
-Marta...
-Tak?
-Już tęsknię.
-To tak samo jak ja.
Młodzi ponownie patrzyli sobie przez dłuższą chwilę w oczy. Tym razem Karol pochylił się nad Martą i dał jej buziaka w usta.
-Leć bo się przeziębisz.
9.02.2015
Rozdział dwunasty
-Nie wieżę! To ja przychodzę ciebie przeprosić, za to że niby chodzę z tym debilem, a ty ze mnie robisz totalną idiotkę! Myślałaś, że nic nie zauważę? Ile razy już cię przeleciał co? A może nie on jeden?
Marta schowała twarz w poduszkę i cicho jęknęła, Sebastian rozciągnął się i ponownie zakrył kołdrą.
-Co, teraz milczysz? Tak?
-Jezu. Diana błagam cię, cicho.
Odpowiedziała poirytowana, zaspana nastolatka. Spojrzała na koleżankę, która ze zdziwieniem oraz złością patrzyła w ich kierunku. W końcu Diana westchnęła głośno, usiadła na krzesełku po drugiej stronie pokoju i z determinacją patrzyła na zaspanych znajomych.
-Mam nadzieję, że się chociaż zabezpieczyliście. Hmm?
Chłopak poirytowany zdjął z głowy poduszkę, nagle spoważniał i spojrzał przerażony na leżącą obok nastolatkę.
-Kurczę Marta, ona ma rację! Nie zabezpieczyliśmy się!
-Kurwa!- odpowiedziała i usiadła na wersalce- Co my teraz zrobimy?
-Musisz zrobić test, a jeżeli wyjdzie pozytywny to się pobierzemy.
- Och. Tak, masz racje, to będzie dobre rozwiązanie.
Sebastian delikatni przybliżył się do przyjaciółki, położył rękę na jej policzku i romantycznie powiedział:
-Będziesz wspaniałą żoną skarbie.
Marta uśmiechnęła się łagodnie, pogłaskała dłoń chłopaka, która ciągle znajdowała się na jej policzku. Pomału położyli się z powrotem, jednak Marta leżała teraz na chłopaku, swoją głowę położyła tuż przy jego i oddawała się rozkoszy jego ustom.
-Oszaleliście?
Krzyknęła Diana, a nastolatkowie leniwie spojrzeli w jej kierunku. Miała na sobie dżinsowe spodnie z wysokim stanem, w które włożyła przewiewną czarną koszulę w różowe kropki na ramiączka. Na to założoną miała czarną skaje, a podwinięte delikatnie spodnie podkreślały różowe trampki, na krześle leżała czarna torba.
-Jeżeli masz coś ważnego to zaczekasz na nas na dole? To będzie szybki numerek. -zapewnił Sebastian z łobuzerskim uśmiechem. Nastolatka otworzyła szeroko oczy i posłusznie skierowała się w stronę drzwi, kiedy je zamknęła młodzi wybuchli stłumionym śmiechem. Marta ponownie położyła się obok chłopaka i z rozbawieniem spojrzała w sufit.
-No żonko, po szybkim numerku przydałoby się obfite śniadanko.
-Myślisz, że dobrze zrobiliśmy?- spytała poważnie na co chłopak wzruszył ramionami.
- Przynajmniej było śmiesznie.
-Tak, to prawda. Dobra lecę wziąć szybki prysznic, a ty w tym czasie możesz jeszcze trochę poleżeć. Później ty się wykąpiesz, a ja pomaluję. Ok?
-Ooo tak. To mi się podoba.
Po wykonaniu tych czynności nastolatkowie zeszli na pachnące śniadanie. Na stale stały już talerze z jajecznicą oraz ciepła herbata i posmarowane kromki chleba. W kuchni krzątała się rozbawiona babcia Marty- Teresa, a przy stole na krześle siedziała zdenerwowana Diana. Nastolatkowie przywitali się ze staruszką po czym ta wyszła z pomieszczenia. Sebastian złapał Martę za rękę, a ta uśmiechnęła się do niego promiennie, usiedli obok siebie i zaczęli spożywać posiłek.
-Co to za ważna sprawa z którą przyszłaś?-zapytala Marta.
-To, to już nie ważne. -po chwili milczenia Diana odezwała się ponownie.- Jesteście pewni?
-Czego?- wtrącił zdziwiony chłopak.
-No, no że ona może być w ciąży?
-Zawsze może być takie prawdopodobieństwo.
-A, ile wynosi te prawdopodobieństwo?
-Hmm... Czekaj, po kolei. Tego dnia co się poznaliśmy robiliśmy dwa razy. Następnego cztery?- chłopak spojrzał rozbawiony na również dobrze bawiącą sie Martę.- Czekaj, po kolei. Nie, tego dnia chyba trzy.
-Tak. Przedwczoraj trzy, a wczoraj cztery.
-Cztery?- wtrąciła niedowierzająca Diana
-No tak. Z samego rana pod prysznicem, potem w szpitalu raz, wieczorem na biurku i...
-I czwarty na dobranoc- uzupełniła Marta
-Aha i jeszcze dzisiaj w nocy jak się obudziliśmy, no i przed chwilą.
-Tak, to chyba wszystko.
-Czyli razem wychodzi jedenaście razy. Ile razy się zabezpieczaliśmy?
-Hmm... To tak, tego dnia co się poznaliśmy to mieliśmy dopiero za drugim razem. Następnego dnia... Gdzie robiliśmy następnego dnia?
-Czekaj... Ah wiem! Raz u ciebie, potem w parku i...
-Hah no tak. I w samochodzie u tamtego kolesia.
-Tak, dokladnie. To wtedy prezerwatywę miałem tylko u ciebie.
-Mhm. Wczoraj to pod prysznicem i w szpitalu nie miałeś. I dzisiaj w nocy też bylo bez.
-Czyli było sześć razy bez prezerwatywy. Sześć na jedenaście. Nie jest źle.
Diana spojrzała na nich z przerażeniem.
-Żartujecie?
Nastolatkowie głośno zaczęli się śmiać, jednak przerażenie nie schodziło z twarzy Diany.
Szymon zaczął nerwowo poruszać gałkami ocznymi pod zamkniętymi powiekami. Chwilę po tym poruszył delikatnie palcem i otworzyły oczy. Niedaleko zobaczył młodą, atrakcyjną blondynkę uśmiechającą się do niego delikatnie, po drugiej stronie siedział uśmiechnięty, pełen życia Szczurek ze łzami w oczach, a za nim stała radosna, ładna brunetka.
-Stary, witamy z powrotem.- powiedział Sebastian, a chwilę po nim odezwała się blondynka.
-Jestem pielęgniarką, nazywam się Anastazja Malik. Czy coś cię boli?
-Tak?- Marta odebrała telefon
-Cześć. Pamiętasz mnie?
-Karol! Jasne, że tak. Co u ciebie?
-Po staremu. Wyjdziemy gdzieś?
-Jasne.- nastolatka siedziała od godziny w domu ponieważ postanowiła zostawić chłopaków samych aby mogli szczerze pogadać.
-Super. Niedawno znalazłem takie fajne miejsce, pewnie je znasz chociaż nie jest ono za często odwiedzane przez ludzi.
-Co to za miejsce?
-Dowiesz się na miejscu...
Marta schowała twarz w poduszkę i cicho jęknęła, Sebastian rozciągnął się i ponownie zakrył kołdrą.
-Co, teraz milczysz? Tak?
-Jezu. Diana błagam cię, cicho.
Odpowiedziała poirytowana, zaspana nastolatka. Spojrzała na koleżankę, która ze zdziwieniem oraz złością patrzyła w ich kierunku. W końcu Diana westchnęła głośno, usiadła na krzesełku po drugiej stronie pokoju i z determinacją patrzyła na zaspanych znajomych.
-Mam nadzieję, że się chociaż zabezpieczyliście. Hmm?
Chłopak poirytowany zdjął z głowy poduszkę, nagle spoważniał i spojrzał przerażony na leżącą obok nastolatkę.
-Kurczę Marta, ona ma rację! Nie zabezpieczyliśmy się!
-Kurwa!- odpowiedziała i usiadła na wersalce- Co my teraz zrobimy?
-Musisz zrobić test, a jeżeli wyjdzie pozytywny to się pobierzemy.
- Och. Tak, masz racje, to będzie dobre rozwiązanie.
Sebastian delikatni przybliżył się do przyjaciółki, położył rękę na jej policzku i romantycznie powiedział:
-Będziesz wspaniałą żoną skarbie.
Marta uśmiechnęła się łagodnie, pogłaskała dłoń chłopaka, która ciągle znajdowała się na jej policzku. Pomału położyli się z powrotem, jednak Marta leżała teraz na chłopaku, swoją głowę położyła tuż przy jego i oddawała się rozkoszy jego ustom.
-Oszaleliście?
Krzyknęła Diana, a nastolatkowie leniwie spojrzeli w jej kierunku. Miała na sobie dżinsowe spodnie z wysokim stanem, w które włożyła przewiewną czarną koszulę w różowe kropki na ramiączka. Na to założoną miała czarną skaje, a podwinięte delikatnie spodnie podkreślały różowe trampki, na krześle leżała czarna torba.
-Jeżeli masz coś ważnego to zaczekasz na nas na dole? To będzie szybki numerek. -zapewnił Sebastian z łobuzerskim uśmiechem. Nastolatka otworzyła szeroko oczy i posłusznie skierowała się w stronę drzwi, kiedy je zamknęła młodzi wybuchli stłumionym śmiechem. Marta ponownie położyła się obok chłopaka i z rozbawieniem spojrzała w sufit.
-No żonko, po szybkim numerku przydałoby się obfite śniadanko.
-Myślisz, że dobrze zrobiliśmy?- spytała poważnie na co chłopak wzruszył ramionami.
- Przynajmniej było śmiesznie.
-Tak, to prawda. Dobra lecę wziąć szybki prysznic, a ty w tym czasie możesz jeszcze trochę poleżeć. Później ty się wykąpiesz, a ja pomaluję. Ok?
-Ooo tak. To mi się podoba.
Po wykonaniu tych czynności nastolatkowie zeszli na pachnące śniadanie. Na stale stały już talerze z jajecznicą oraz ciepła herbata i posmarowane kromki chleba. W kuchni krzątała się rozbawiona babcia Marty- Teresa, a przy stole na krześle siedziała zdenerwowana Diana. Nastolatkowie przywitali się ze staruszką po czym ta wyszła z pomieszczenia. Sebastian złapał Martę za rękę, a ta uśmiechnęła się do niego promiennie, usiedli obok siebie i zaczęli spożywać posiłek.
-Co to za ważna sprawa z którą przyszłaś?-zapytala Marta.
-To, to już nie ważne. -po chwili milczenia Diana odezwała się ponownie.- Jesteście pewni?
-Czego?- wtrącił zdziwiony chłopak.
-No, no że ona może być w ciąży?
-Zawsze może być takie prawdopodobieństwo.
-A, ile wynosi te prawdopodobieństwo?
-Hmm... Czekaj, po kolei. Tego dnia co się poznaliśmy robiliśmy dwa razy. Następnego cztery?- chłopak spojrzał rozbawiony na również dobrze bawiącą sie Martę.- Czekaj, po kolei. Nie, tego dnia chyba trzy.
-Tak. Przedwczoraj trzy, a wczoraj cztery.
-Cztery?- wtrąciła niedowierzająca Diana
-No tak. Z samego rana pod prysznicem, potem w szpitalu raz, wieczorem na biurku i...
-I czwarty na dobranoc- uzupełniła Marta
-Aha i jeszcze dzisiaj w nocy jak się obudziliśmy, no i przed chwilą.
-Tak, to chyba wszystko.
-Czyli razem wychodzi jedenaście razy. Ile razy się zabezpieczaliśmy?
-Hmm... To tak, tego dnia co się poznaliśmy to mieliśmy dopiero za drugim razem. Następnego dnia... Gdzie robiliśmy następnego dnia?
-Czekaj... Ah wiem! Raz u ciebie, potem w parku i...
-Hah no tak. I w samochodzie u tamtego kolesia.
-Tak, dokladnie. To wtedy prezerwatywę miałem tylko u ciebie.
-Mhm. Wczoraj to pod prysznicem i w szpitalu nie miałeś. I dzisiaj w nocy też bylo bez.
-Czyli było sześć razy bez prezerwatywy. Sześć na jedenaście. Nie jest źle.
Diana spojrzała na nich z przerażeniem.
-Żartujecie?
Nastolatkowie głośno zaczęli się śmiać, jednak przerażenie nie schodziło z twarzy Diany.
Szymon zaczął nerwowo poruszać gałkami ocznymi pod zamkniętymi powiekami. Chwilę po tym poruszył delikatnie palcem i otworzyły oczy. Niedaleko zobaczył młodą, atrakcyjną blondynkę uśmiechającą się do niego delikatnie, po drugiej stronie siedział uśmiechnięty, pełen życia Szczurek ze łzami w oczach, a za nim stała radosna, ładna brunetka.
-Stary, witamy z powrotem.- powiedział Sebastian, a chwilę po nim odezwała się blondynka.
-Jestem pielęgniarką, nazywam się Anastazja Malik. Czy coś cię boli?
-Tak?- Marta odebrała telefon
-Cześć. Pamiętasz mnie?
-Karol! Jasne, że tak. Co u ciebie?
-Po staremu. Wyjdziemy gdzieś?
-Jasne.- nastolatka siedziała od godziny w domu ponieważ postanowiła zostawić chłopaków samych aby mogli szczerze pogadać.
-Super. Niedawno znalazłem takie fajne miejsce, pewnie je znasz chociaż nie jest ono za często odwiedzane przez ludzi.
-Co to za miejsce?
-Dowiesz się na miejscu...
8.02.2015
Rozdział jedenasty
Szymon leżał na szpitalnym łóżku okryty białą, czystą pościelą. Na wskazującym palcu u prawej ręki miał założone małe prostokątne pudełeczko, które pokazywało puls nastolatka. Do klatki piersiowej przyklejone miał cztery kółeczka, które za pomocą kabli łączyły się z różną aparaturą, a na jego twarzy leżała maska medyczna doprowadzająca tlen do jego płuc. Chłopak był bardzo blady, a białe otoczenie nie wpływało korzystnie na jego wygląd. Przy nastolatku siedział pochylony Sebastian trzymając go za rękę, którą delikatnie głaskał i szeptem opowiadał mu ich wspólne przygody. W kącikach jego oczu od czasu do czasu pojawiały się krople łez, ktorym chłopak pozwalał spokojnie po policzkach spłynąć w dół. Innym razem na jego twarzy pojawiał się delikatny uśmiech spowodowany wspomnieniami. W kącie pomieszczenia na obrotowym niskim krzesełku bez oparcia siedziała skulona Marta. Nastolatka ze smutkiem przyglądała się całej sytuacji od czasu do czasu dyskretnie wycierając nos. Dziewczyna po cichu wyszła z sali i stojąc na korytarzu przez szklaną ścianę dalej przyglądała się znajomym, wyciągnęła z czarnej, dużej torebki telefon i wybrała numer Diany. Po raz dwunasty tego dnia usłyszała trzy szybkie sygnały- Diana odrzuciła połączenie. Spojrzała na wyświetlacz telefonu i po zastanowieniu wybrała numer Karola. Już po dwóch sygnałach usłyszała znajomy głos kolegi.
-Siemanko.
- Cześć Karol. Mam do ciebie prośbę.
-O co chodzi?
-Możesz dać mi Dianę do telefonu?
-Ok. Zaczekaj chwilę...
W głosie chłopaka dało się słyszeć niepewność. Po około piętnastu sekundach, które dla Marty zdawały się być całą wiecznością ponownie usłyszała głos Karola.
-Niestety. Nie ma czasu.
- Jasne... Ok, dzięki.
-Marta!?
-Tak?
-Stało się coś?
-Tak.- nastolatka zauważyła zbliżającą się do niej pielęgniarkę.- Muszę kończyć. Pa.
Siostra miała na sobie niebieską spódniczkę oraz tego samego koloru bluzkę na krótki rękaw, do której przyczepiona była karteczka z jej imieniem i nazwiskiem. Była to młoda kobieta o delikatnych rysach twarzy i długich, jasnych włosach spiętych w koka.
-Przepraszam.- odezwała się niepewnie nastolatka gdy ta ją wymijała. Na ustach pielęgniarki pojawił się delikatny, życzliwy uśmiech.- Co z nim?
-Przepraszam, ale mówiłam już, że takie informację mogę udzielać tylko rodzinie.
-Ja wiem. Ale niech pani spojrzy. Może Sebastian nie ma tej samej krwi co Szymon ale to on jest jego prawdziwą rodziną. To że nie są spokrewnieni nie oznacza, że trzeba ich skreślić. Pamięta pani kogoś innego niż my kto go odwiedzał? Jego rodzinę? Nie, bo to my jesteśmy jego prawdziwą rodziną, tą która się o niego troszczy i martwi.
-Rozumiem.- pielęgniarka niepewnie rozejrzała się po korytarzu- Jego stan jest stabilny co niestety nie oznacza, że jest prawidłowy. Ale to dzielny chłopak, walczy, cały czas walczy. Jutro powinien wybudzić się ze śpiączki farmakologicznej. Wtedy będzie można powiedzieć więcej.
-Dziękuję.
Nastolatka uśmiechnęła się do oddalającej się już pielęgniarki. Ponownie spojrzała na wyświetlacz telefonu po czym schowała go do torebki i po cichu weszła do sali. Stanęła za plecami Szczurka i przez chwilę słuchała historii chłopaków, dotknęła przyjaciela za ramię. Sebastian spojrzał się na nią ze zadziwieniem, dopiero po chwili wydawało się że wie kim ona jest i co tutaj robi.
-Rozmawiałam z pielęgniarką.
-Powiedziała coś?
-Niewiele. Szymon powinien się jutro wybudzić, jego stan jest stabilny.
Nastolatek głośno wypuścił powietrze, odchylił głowę do tyłu i nieznacznie się uśmiechnął. Spojrzał ponownie na przyjaciela.
-No chłopie wreszcie dobre wieści.
-Tak, to prawda. Słuchaj może pojadę po Dianę?
-Tak. Powinna widzieć. Pewnie się martwi.
Gdy Marta dotarła do szkoły w jej klasie właśnie trwała lekcja matematyki. Weszła do sali lekcyjnej, a wszystkie oczy zwróciły się w jej stronę. Dziewczyna miała rozpuszczone włosy, które swobodnie opadały na ramiona okryte czarną, dopasowaną do ciała bluzką. Ją natomiast miała wsadzoną do skurzanej, kloszowanej również czarnej spódnicy. Przywitała się ze zdziwioną nauczycielką i poprosiła swoją przyjaciółkę na korytarz.
-Marto jest lekcja.- odpowiedziała nauczycielka- Siadaj do ławki i nie rób sceny.
-Nie. Przyszłam tylko powiedzieć coś ważnego dla Diany.
-Nie Marto. Nie pozwalam wam wyjść z klasy.
-Nie będę siedzieć w szkole gdy mój przyjaciel walczy o życie.
W sali nagle zrobiła się grobowa cisza. Nikt nawet się nie poruszył w ławce. Tylko Diana wstała i z powagą w głosie wtrąciła się do rozmowy.
-Kto?
Marta spojrzała ze współczuciem na przyjaciółkę. Przełknęła ślinę i spuściła wzrok.
-Szymon.
-Boże...
Diana pobladła i cicho usiadła na swoim miejscu szybko wciągając powietrze głęboko w płuca. Oczy wszystkich co róż przenosiły się z Marty na Dianę, z Diany na Marte co jakiś czas zerkając na reakcję nauczycielki.
-Możecie wyjść. Wpiszę wam zwolnienie.
Dziewczyny raźnie skinęły głową i wyszły z sali. Gdy znajdowały się na ulicy Diana zapytała się:
-To po to tak do mnie dzwoniłaś?
-Tak.
-Marta, ale ty nie znasz prawdy.
Marta zatrzymała się na środku chodnika i niepewnie spojrzała na koleżankę.
-O co chodzi?
-Przyjechałaś tu ponieważ, ja... Jestem jego... Dziewczyną?
-Tak. Ze Szczurkiem stwierdziliśmy, że chciałabyś wiedzieć.
-Ty wiesz o tym wszystkim od niego?
-Tak.
-Boże. Jesteście parą?
-Nie. Chodź już. Obiecałam mu, że zaraz przyjdziemy.
-Idź sama.
-Co? Diana w szpitalu twój chłopak walczy o życie, a ty nie chcesz do niego jechać?
-Nie jesteśmy parą.
Diana wbiła wzrok w ziemię, a Marta nerwowo próbowała poskładać wszystko w całość. Dzień był ciepły, a na niebie nie było chmur, mimo to na dworze nikogo nie było widać.
-Słucham?
-Przepraszam. Powiedziałam tak bo chciałam żebyś mi zazdrościła. Wokół ciebie zawsze jest jakiś fajny chłopak, to Marcin, to Szczurek a teraz jeszcze ten nowy, a ja zawsze trafiam na totalnych palantów.
-Ty jesteś chora! To ja jadę z drugiego końca miasta, bo tobie nie chce się odebrać telefonu, powiedzieć ci, że twój chłopak chciał... Walczy o życie. A ty mówisz, że wszystko wymyśliłaś? Jesteś pojebana!
Marta odwróciła się na pięcie i szybkim krokiem oddaliła się od koleżanki. Pół godziny później nie jednokrotnie przepraszała Sebastiana po opowiedzeniu mu tej historii. Czuła złość na siebie, że przez nią chłopak był jeszcze bardziej smutny, że wprowadziła go w błąd, że zadała mu niepotrzebny ból.
W kuchni świeciło się światło więc Marta z Sebastianem zajrzeli do środka. W pomieszczeniu babcia dziewczyny szykowała kolację. Na ich widok uśmiechnęła się czule i ręką zaprosiła do stołu. Nastolatkowie bez namysłu przyjęli zaproszenie i wygodnie usadowili się blisko siebie. Wkrótce przednimi pojawiły się kubki z zimnym mlekiem i naleśniki z nutellą oraz bitą śmietaną. Całą trójką spożywali w ciszy posiłek gdy do Marty zadzwonił telefon. Nastolatka przeprosiła i odeszła od stołu.
-Cześć. Wszystko okej?- w słuchawce rozległ się głos zatroskanego Karola. Nastolatka usiadła na schodach przeczuwając że będzie to długa rozmowa.
-Hej. Jasne. A u ciebie?
-Spoko. Jak sobie radzisz?
-Nie jest źle.
-Marta, nie zrozum mnie źle ale... Byłem przed chwilą w tym klubie o którym mi mówiłaś, Oczlik czy jakoś tak...
-I?
-Mówiłaś że to również przyjaciel Diany, a ona nie wydawała się tym przejmować.
-Cóż... Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.
-Tak. Przepraszam, poprostu pomyślałem że może, no wiesz, że jesteś sama. Mógłbym cię jakoś pomóc, może dotrzymać towarzystwa czy coś?
Marta uśmiechnęła się czule na te słowa. Bardzo polubiła Karola i mimo, że znała go bardzo krótko miała nadzieję, że ich znajomość rozwinie sie poza przyjaźń, miała nadzieję na więcej. Chciała odpowiedzieć, że tak, że było by fajnie gdyby ją odwiedził, pocieszył. Otwierała już buzię aby tak powiedzieć, gdy z kuchni wyszedł Szczurek.
-Nie, dziękuję. Może kiedy indziej.
-Ok. Trzymaj się.
Marta ścieliła wersalkę gdy do pokoju wszedł wykąpany Sebastian. Chłopak rozejrzał się po pomieszczeniu i usiadł na materacu, przykrył się kołdrą.
- Dziękuję ci.
-Nie ma za co.
-Jest. Bardzo dużo dla mnie znaczy fakt, że mnie wspierasz i nie wywaliłaś stąd jeszcze tego samego dnia co się poznaliśmy.
Marta uśmiechnęła się na wspomnienie tamtego wieczoru i nocy. Na plecach poczuła ciepły dreszczyk, odwróciła się w stronę chłopaka, który również się delikatnie uśmiechał.
-Mam do ciebie jeszcze jedną prośbę.
-Tak?- zapytała zaciekawiona, chłopak okrył się delikatnym rumieńcem.
-Możemy dzisiaj też spać razem?
Nastolatka z rozbawieniem oraz ciekawością pokiwała głową, a jej policzki zaczerwieniły się raptownie. W głowie usłyszała cichy głos mówiący "nie! Nie rób tego!" jednak emocje wzięły górą i dziewczyna ponownie pokiwała głową. Chłopak przeniósł poduszkę oraz kołdrę na lóżko i położył się obok Marty.
-Wiesz, wczoraj był mój pierwszy raz.- powiedziała nastolatka gdy zgasło światło.
-Co masz na myśli?
-Nigdy nie spałam z chłopakiem.
-Naprawdę?
-Mhm...
-Wiedziałem że jesteś wyjątkowa, ale żeby aż tak!?
Młodzi wybuchneli raźnym śmiechem, pierwszym prawdziwym śmiechem od momentu uzyskania tragicznej nowiny. Marta spojrzała w oczy Sebastianowi, który wyraźnie zrelaksował się po kilku ciężkich dla niego dniach. Nastolatkowie cicho puścili piosenki z telefonu, chwilę potem oboje spali głębokim snem, a pokój wypełniały miedzy innymi kawałki Chady, Trzeciego Wymiaru, Palucha czy Kaena. Nagle drzwi pokoju otworzyły się i stanęła w nich osłupiała Diana. Zaspani nastolatkowie spojrzeli po sobie, w pokoju bylo już całkiem jasno, a stojący niedaleko budzik wskazywał 07:36, z telefonu usłyszeli głos Szad Akrobaty:
"Gniew nad nami, ziemia krwawi. Czy to coś naprawi?
Patrzy z góry Twoje oko, szuka mądrych, nie ma takich.
Idę, słyszysz Panie? Odbiór! Zanim Ziemia stanie w ogniu."
-Siemanko.
- Cześć Karol. Mam do ciebie prośbę.
-O co chodzi?
-Możesz dać mi Dianę do telefonu?
-Ok. Zaczekaj chwilę...
W głosie chłopaka dało się słyszeć niepewność. Po około piętnastu sekundach, które dla Marty zdawały się być całą wiecznością ponownie usłyszała głos Karola.
-Niestety. Nie ma czasu.
- Jasne... Ok, dzięki.
-Marta!?
-Tak?
-Stało się coś?
-Tak.- nastolatka zauważyła zbliżającą się do niej pielęgniarkę.- Muszę kończyć. Pa.
Siostra miała na sobie niebieską spódniczkę oraz tego samego koloru bluzkę na krótki rękaw, do której przyczepiona była karteczka z jej imieniem i nazwiskiem. Była to młoda kobieta o delikatnych rysach twarzy i długich, jasnych włosach spiętych w koka.
-Przepraszam.- odezwała się niepewnie nastolatka gdy ta ją wymijała. Na ustach pielęgniarki pojawił się delikatny, życzliwy uśmiech.- Co z nim?
-Przepraszam, ale mówiłam już, że takie informację mogę udzielać tylko rodzinie.
-Ja wiem. Ale niech pani spojrzy. Może Sebastian nie ma tej samej krwi co Szymon ale to on jest jego prawdziwą rodziną. To że nie są spokrewnieni nie oznacza, że trzeba ich skreślić. Pamięta pani kogoś innego niż my kto go odwiedzał? Jego rodzinę? Nie, bo to my jesteśmy jego prawdziwą rodziną, tą która się o niego troszczy i martwi.
-Rozumiem.- pielęgniarka niepewnie rozejrzała się po korytarzu- Jego stan jest stabilny co niestety nie oznacza, że jest prawidłowy. Ale to dzielny chłopak, walczy, cały czas walczy. Jutro powinien wybudzić się ze śpiączki farmakologicznej. Wtedy będzie można powiedzieć więcej.
-Dziękuję.
Nastolatka uśmiechnęła się do oddalającej się już pielęgniarki. Ponownie spojrzała na wyświetlacz telefonu po czym schowała go do torebki i po cichu weszła do sali. Stanęła za plecami Szczurka i przez chwilę słuchała historii chłopaków, dotknęła przyjaciela za ramię. Sebastian spojrzał się na nią ze zadziwieniem, dopiero po chwili wydawało się że wie kim ona jest i co tutaj robi.
-Rozmawiałam z pielęgniarką.
-Powiedziała coś?
-Niewiele. Szymon powinien się jutro wybudzić, jego stan jest stabilny.
Nastolatek głośno wypuścił powietrze, odchylił głowę do tyłu i nieznacznie się uśmiechnął. Spojrzał ponownie na przyjaciela.
-No chłopie wreszcie dobre wieści.
-Tak, to prawda. Słuchaj może pojadę po Dianę?
-Tak. Powinna widzieć. Pewnie się martwi.
Gdy Marta dotarła do szkoły w jej klasie właśnie trwała lekcja matematyki. Weszła do sali lekcyjnej, a wszystkie oczy zwróciły się w jej stronę. Dziewczyna miała rozpuszczone włosy, które swobodnie opadały na ramiona okryte czarną, dopasowaną do ciała bluzką. Ją natomiast miała wsadzoną do skurzanej, kloszowanej również czarnej spódnicy. Przywitała się ze zdziwioną nauczycielką i poprosiła swoją przyjaciółkę na korytarz.
-Marto jest lekcja.- odpowiedziała nauczycielka- Siadaj do ławki i nie rób sceny.
-Nie. Przyszłam tylko powiedzieć coś ważnego dla Diany.
-Nie Marto. Nie pozwalam wam wyjść z klasy.
-Nie będę siedzieć w szkole gdy mój przyjaciel walczy o życie.
W sali nagle zrobiła się grobowa cisza. Nikt nawet się nie poruszył w ławce. Tylko Diana wstała i z powagą w głosie wtrąciła się do rozmowy.
-Kto?
Marta spojrzała ze współczuciem na przyjaciółkę. Przełknęła ślinę i spuściła wzrok.
-Szymon.
-Boże...
Diana pobladła i cicho usiadła na swoim miejscu szybko wciągając powietrze głęboko w płuca. Oczy wszystkich co róż przenosiły się z Marty na Dianę, z Diany na Marte co jakiś czas zerkając na reakcję nauczycielki.
-Możecie wyjść. Wpiszę wam zwolnienie.
Dziewczyny raźnie skinęły głową i wyszły z sali. Gdy znajdowały się na ulicy Diana zapytała się:
-To po to tak do mnie dzwoniłaś?
-Tak.
-Marta, ale ty nie znasz prawdy.
Marta zatrzymała się na środku chodnika i niepewnie spojrzała na koleżankę.
-O co chodzi?
-Przyjechałaś tu ponieważ, ja... Jestem jego... Dziewczyną?
-Tak. Ze Szczurkiem stwierdziliśmy, że chciałabyś wiedzieć.
-Ty wiesz o tym wszystkim od niego?
-Tak.
-Boże. Jesteście parą?
-Nie. Chodź już. Obiecałam mu, że zaraz przyjdziemy.
-Idź sama.
-Co? Diana w szpitalu twój chłopak walczy o życie, a ty nie chcesz do niego jechać?
-Nie jesteśmy parą.
Diana wbiła wzrok w ziemię, a Marta nerwowo próbowała poskładać wszystko w całość. Dzień był ciepły, a na niebie nie było chmur, mimo to na dworze nikogo nie było widać.
-Słucham?
-Przepraszam. Powiedziałam tak bo chciałam żebyś mi zazdrościła. Wokół ciebie zawsze jest jakiś fajny chłopak, to Marcin, to Szczurek a teraz jeszcze ten nowy, a ja zawsze trafiam na totalnych palantów.
-Ty jesteś chora! To ja jadę z drugiego końca miasta, bo tobie nie chce się odebrać telefonu, powiedzieć ci, że twój chłopak chciał... Walczy o życie. A ty mówisz, że wszystko wymyśliłaś? Jesteś pojebana!
Marta odwróciła się na pięcie i szybkim krokiem oddaliła się od koleżanki. Pół godziny później nie jednokrotnie przepraszała Sebastiana po opowiedzeniu mu tej historii. Czuła złość na siebie, że przez nią chłopak był jeszcze bardziej smutny, że wprowadziła go w błąd, że zadała mu niepotrzebny ból.
W kuchni świeciło się światło więc Marta z Sebastianem zajrzeli do środka. W pomieszczeniu babcia dziewczyny szykowała kolację. Na ich widok uśmiechnęła się czule i ręką zaprosiła do stołu. Nastolatkowie bez namysłu przyjęli zaproszenie i wygodnie usadowili się blisko siebie. Wkrótce przednimi pojawiły się kubki z zimnym mlekiem i naleśniki z nutellą oraz bitą śmietaną. Całą trójką spożywali w ciszy posiłek gdy do Marty zadzwonił telefon. Nastolatka przeprosiła i odeszła od stołu.
-Cześć. Wszystko okej?- w słuchawce rozległ się głos zatroskanego Karola. Nastolatka usiadła na schodach przeczuwając że będzie to długa rozmowa.
-Hej. Jasne. A u ciebie?
-Spoko. Jak sobie radzisz?
-Nie jest źle.
-Marta, nie zrozum mnie źle ale... Byłem przed chwilą w tym klubie o którym mi mówiłaś, Oczlik czy jakoś tak...
-I?
-Mówiłaś że to również przyjaciel Diany, a ona nie wydawała się tym przejmować.
-Cóż... Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.
-Tak. Przepraszam, poprostu pomyślałem że może, no wiesz, że jesteś sama. Mógłbym cię jakoś pomóc, może dotrzymać towarzystwa czy coś?
Marta uśmiechnęła się czule na te słowa. Bardzo polubiła Karola i mimo, że znała go bardzo krótko miała nadzieję, że ich znajomość rozwinie sie poza przyjaźń, miała nadzieję na więcej. Chciała odpowiedzieć, że tak, że było by fajnie gdyby ją odwiedził, pocieszył. Otwierała już buzię aby tak powiedzieć, gdy z kuchni wyszedł Szczurek.
-Nie, dziękuję. Może kiedy indziej.
-Ok. Trzymaj się.
Marta ścieliła wersalkę gdy do pokoju wszedł wykąpany Sebastian. Chłopak rozejrzał się po pomieszczeniu i usiadł na materacu, przykrył się kołdrą.
- Dziękuję ci.
-Nie ma za co.
-Jest. Bardzo dużo dla mnie znaczy fakt, że mnie wspierasz i nie wywaliłaś stąd jeszcze tego samego dnia co się poznaliśmy.
Marta uśmiechnęła się na wspomnienie tamtego wieczoru i nocy. Na plecach poczuła ciepły dreszczyk, odwróciła się w stronę chłopaka, który również się delikatnie uśmiechał.
-Mam do ciebie jeszcze jedną prośbę.
-Tak?- zapytała zaciekawiona, chłopak okrył się delikatnym rumieńcem.
-Możemy dzisiaj też spać razem?
Nastolatka z rozbawieniem oraz ciekawością pokiwała głową, a jej policzki zaczerwieniły się raptownie. W głowie usłyszała cichy głos mówiący "nie! Nie rób tego!" jednak emocje wzięły górą i dziewczyna ponownie pokiwała głową. Chłopak przeniósł poduszkę oraz kołdrę na lóżko i położył się obok Marty.
-Wiesz, wczoraj był mój pierwszy raz.- powiedziała nastolatka gdy zgasło światło.
-Co masz na myśli?
-Nigdy nie spałam z chłopakiem.
-Naprawdę?
-Mhm...
-Wiedziałem że jesteś wyjątkowa, ale żeby aż tak!?
Młodzi wybuchneli raźnym śmiechem, pierwszym prawdziwym śmiechem od momentu uzyskania tragicznej nowiny. Marta spojrzała w oczy Sebastianowi, który wyraźnie zrelaksował się po kilku ciężkich dla niego dniach. Nastolatkowie cicho puścili piosenki z telefonu, chwilę potem oboje spali głębokim snem, a pokój wypełniały miedzy innymi kawałki Chady, Trzeciego Wymiaru, Palucha czy Kaena. Nagle drzwi pokoju otworzyły się i stanęła w nich osłupiała Diana. Zaspani nastolatkowie spojrzeli po sobie, w pokoju bylo już całkiem jasno, a stojący niedaleko budzik wskazywał 07:36, z telefonu usłyszeli głos Szad Akrobaty:
"Gniew nad nami, ziemia krwawi. Czy to coś naprawi?
Patrzy z góry Twoje oko, szuka mądrych, nie ma takich.
Idę, słyszysz Panie? Odbiór! Zanim Ziemia stanie w ogniu."
7.02.2015
Rozdział dziesiąty
-On... Boże, czemu?
-Sebastian, spokojnie. Po kolei. Co się stało?
Chłopak puścił Martę z uścisku, zrobił krok w tył i spojrzał na nią zapłakanymi oczami. Miał poczochrane włosy, bluzka niechlujnie wystawała mu spod kurtki, a sznurowadła od butów leżały swobodnie na podłodze.
-Szymon chciał... Jezu.... On wziął tabletki... Chciał się zabić...
Nastolatek ponownie zaniósł się płaczem, a jego niedawno duże, przerażone oczy wyrażały teraz jedynie bezradność. Wkrótce młodzież siedziała na kanapie w pokoju Marty.
-Jego siostra do mnie zadzwoniła. Nie chciała żeby był w szpitalu cały dzień sam.
-A jego rodzice?
Sebastian spojrzał z goryczą na przyjaciółkę.
-Mają to gdzieś. Matka przyjechała tylko podpisać zgodę na leczenie i wróciła do pracy, a jego ojciec nawet się tam nie pokazał. Jego siostra- Monika ma przyjechać jutro rano ze studiów. Właściwie to nie rozumiem czemu do mnie zadzwoniła. Szymon nie powiedział jej że nie jesteśmy już parą? Boże czemu on to zrobił?
-Sebastian, na niektóre pytania nie możemy znać odpowiedzi. Może jak się wybudzi ze śpiączki to nam powie, ale nie naciskajmy. Wszystko w swoim czasie.
Chłopak bezradnie rozejrzał się po pokoju i pociągnął łyk zimnej już herbaty. Wyglądał na bardzo przybitego i zmęczonego.
- Pielęgniarka kazała mi wrócić do domu, odpocząć i wtedy wrócić, ale nie chciała mi nic powiedzieć o stanie jego zdrowia. To takie denerwujące.
-A Diana? Może ona coś wie? Może jej powiedzieli?
-Dianie? Mi nie chcieli nic powiedzieć, a jej mieli by wszystko opowiedzieć?
-Podobno, podobno są parą.
Chłopak zbledł jeszcze bardziej i delikatnie otworzył usta ze zdziwienia. Raptownie powiększyły się mu czerwone od płaczu oczy. Przygryzł dolną wargę i delikatnie zaprzeczył głową.
-Jej tam nie było. Bylem w szpitalu przez cały czas. Nie widziałem jej.
-Pewnie o niczym nie wie. Zadzwonię do niej.
Nastolatka wyciągnęła telefon z kieszeni, wybrała numer do przyjaciółki i przyłożyła aparat do ucha. Usłyszała cichy sygnał, a zaraz po nim melodie piosenki Eminema i Rihanny "Monster". Po niecałej minucie z głośnika wydobyły się trzy szybkie sygnały.
-Rozłączyła się. Może jest w szpitalu u Szymona.
-Wątpię, ale może sprawdzimy?
-To nie jest najlepszy pomysł. Jest już po dwudziestej pierwszej i tak nas do niego nie wpuszczą o tej porze.
-Ok. Masz rację. Mogę u ciebie przekimać noc?
-Jasne. Nie ma sprawy. A twoi rodzice? Nie będą się martwić?
-Nie. Kupiłem im pare butelek wódki, póki jej nie zabraknie pewnie nawet nie pamiętają o moim istnieniu.
Marta przebudziła się ze snu, spojrzała na stojący niedaleko podświetlany zegarek, była 03:26 a na biurku świeciła się nocna lampka. Rozejrzała się po pomieszczeniu, na podłodze znajdował się materac wraz z pościelą gdzie miał spać Szczurek jednak chłopaka nie było na miejscu. Kilka sekund później w drzwiach od pokoju stanął Sebastian, chłopak miał na sobie jedynie bokserki, a delikatne światło podkreślało jego umięśnione ciało.
-Obudziłem ciebie? Przepraszam.
Powiedział zauważywszy podniesioną i odwróconą w jego stronę twarz dziewczyny. Chłopak usiadł na materacu, schował twarz w dłoniach i wstrząsnął głową.
-Czemu on to zrobił?
Marta podniosła się z wersalki i usiadła obok znajomego, przytuliła go oraz położyła twarz na jego ramieniu. Nastolatka pragnęła mu pomuc z całych sił jednak wiedziała, że w tej sytuacji jest bezradna. Nienawidziła tego uczucia, zawsze przypominało jej one najgorsze chwile jej życia. Śmierć rodziców- choć była za mała aby pamiętać tamto wydarzenie, później operacja babci i chwilowy pobyt w rodzinie zastępczej gdzie troskliwy opiekun ślinił się na jej widok oraz choroba jedynej cioci dziewczyny i jej tragiczne następstwa.
-Nie wiem, Sebastian. Zrobić ci herbaty? Musimy się wyspać. Tak będzie najlepiej.
-Masz rację. Kładźmy się spać.
-Mhm.- odpowiedziała jednak nadal oboje trwali w uścisku i żadne z nich nie planowało puścić.
Marta poczuła delikatny powiew na czubku głowy. Przetarła oczy i je pomału otworzyła. Dziewczyna leżała na brzuchu, prawą rękę miała położoną wzdłuż ciała, lewa zaś zgiętą w łokciu leżała na kołdrze niedaleko twarzy, która znajdowała się na gołej klatce piersiowej Sebastiana. Nastolatka poczuła jak rumieniec pokrywa jej policzki, a delikatne szczypanie zaczęło się pojawiać również w okolicy obojczyków. Delikatnie podniosła twarz i dopiero wtedy poczuła, że na jej prawym ramieniu znajduje się dłoń chłopaka. Spojrzała na twarz nastolatka, który pomału wybudzał się ze snu. Kilka sekund później młodzi patrzyli się prosto w swoje oczy. Na ustach Sebastiana pojawił się delikatny uśmiech.
- Aż tak ci ciepło że masz tak zaróżowioną skórę?
-Sebastian, spokojnie. Po kolei. Co się stało?
Chłopak puścił Martę z uścisku, zrobił krok w tył i spojrzał na nią zapłakanymi oczami. Miał poczochrane włosy, bluzka niechlujnie wystawała mu spod kurtki, a sznurowadła od butów leżały swobodnie na podłodze.
-Szymon chciał... Jezu.... On wziął tabletki... Chciał się zabić...
Nastolatek ponownie zaniósł się płaczem, a jego niedawno duże, przerażone oczy wyrażały teraz jedynie bezradność. Wkrótce młodzież siedziała na kanapie w pokoju Marty.
-Jego siostra do mnie zadzwoniła. Nie chciała żeby był w szpitalu cały dzień sam.
-A jego rodzice?
Sebastian spojrzał z goryczą na przyjaciółkę.
-Mają to gdzieś. Matka przyjechała tylko podpisać zgodę na leczenie i wróciła do pracy, a jego ojciec nawet się tam nie pokazał. Jego siostra- Monika ma przyjechać jutro rano ze studiów. Właściwie to nie rozumiem czemu do mnie zadzwoniła. Szymon nie powiedział jej że nie jesteśmy już parą? Boże czemu on to zrobił?
-Sebastian, na niektóre pytania nie możemy znać odpowiedzi. Może jak się wybudzi ze śpiączki to nam powie, ale nie naciskajmy. Wszystko w swoim czasie.
Chłopak bezradnie rozejrzał się po pokoju i pociągnął łyk zimnej już herbaty. Wyglądał na bardzo przybitego i zmęczonego.
- Pielęgniarka kazała mi wrócić do domu, odpocząć i wtedy wrócić, ale nie chciała mi nic powiedzieć o stanie jego zdrowia. To takie denerwujące.
-A Diana? Może ona coś wie? Może jej powiedzieli?
-Dianie? Mi nie chcieli nic powiedzieć, a jej mieli by wszystko opowiedzieć?
-Podobno, podobno są parą.
Chłopak zbledł jeszcze bardziej i delikatnie otworzył usta ze zdziwienia. Raptownie powiększyły się mu czerwone od płaczu oczy. Przygryzł dolną wargę i delikatnie zaprzeczył głową.
-Jej tam nie było. Bylem w szpitalu przez cały czas. Nie widziałem jej.
-Pewnie o niczym nie wie. Zadzwonię do niej.
Nastolatka wyciągnęła telefon z kieszeni, wybrała numer do przyjaciółki i przyłożyła aparat do ucha. Usłyszała cichy sygnał, a zaraz po nim melodie piosenki Eminema i Rihanny "Monster". Po niecałej minucie z głośnika wydobyły się trzy szybkie sygnały.
-Rozłączyła się. Może jest w szpitalu u Szymona.
-Wątpię, ale może sprawdzimy?
-To nie jest najlepszy pomysł. Jest już po dwudziestej pierwszej i tak nas do niego nie wpuszczą o tej porze.
-Ok. Masz rację. Mogę u ciebie przekimać noc?
-Jasne. Nie ma sprawy. A twoi rodzice? Nie będą się martwić?
-Nie. Kupiłem im pare butelek wódki, póki jej nie zabraknie pewnie nawet nie pamiętają o moim istnieniu.
Marta przebudziła się ze snu, spojrzała na stojący niedaleko podświetlany zegarek, była 03:26 a na biurku świeciła się nocna lampka. Rozejrzała się po pomieszczeniu, na podłodze znajdował się materac wraz z pościelą gdzie miał spać Szczurek jednak chłopaka nie było na miejscu. Kilka sekund później w drzwiach od pokoju stanął Sebastian, chłopak miał na sobie jedynie bokserki, a delikatne światło podkreślało jego umięśnione ciało.
-Obudziłem ciebie? Przepraszam.
Powiedział zauważywszy podniesioną i odwróconą w jego stronę twarz dziewczyny. Chłopak usiadł na materacu, schował twarz w dłoniach i wstrząsnął głową.
-Czemu on to zrobił?
Marta podniosła się z wersalki i usiadła obok znajomego, przytuliła go oraz położyła twarz na jego ramieniu. Nastolatka pragnęła mu pomuc z całych sił jednak wiedziała, że w tej sytuacji jest bezradna. Nienawidziła tego uczucia, zawsze przypominało jej one najgorsze chwile jej życia. Śmierć rodziców- choć była za mała aby pamiętać tamto wydarzenie, później operacja babci i chwilowy pobyt w rodzinie zastępczej gdzie troskliwy opiekun ślinił się na jej widok oraz choroba jedynej cioci dziewczyny i jej tragiczne następstwa.
-Nie wiem, Sebastian. Zrobić ci herbaty? Musimy się wyspać. Tak będzie najlepiej.
-Masz rację. Kładźmy się spać.
-Mhm.- odpowiedziała jednak nadal oboje trwali w uścisku i żadne z nich nie planowało puścić.
Marta poczuła delikatny powiew na czubku głowy. Przetarła oczy i je pomału otworzyła. Dziewczyna leżała na brzuchu, prawą rękę miała położoną wzdłuż ciała, lewa zaś zgiętą w łokciu leżała na kołdrze niedaleko twarzy, która znajdowała się na gołej klatce piersiowej Sebastiana. Nastolatka poczuła jak rumieniec pokrywa jej policzki, a delikatne szczypanie zaczęło się pojawiać również w okolicy obojczyków. Delikatnie podniosła twarz i dopiero wtedy poczuła, że na jej prawym ramieniu znajduje się dłoń chłopaka. Spojrzała na twarz nastolatka, który pomału wybudzał się ze snu. Kilka sekund później młodzi patrzyli się prosto w swoje oczy. Na ustach Sebastiana pojawił się delikatny uśmiech.
- Aż tak ci ciepło że masz tak zaróżowioną skórę?
6.02.2015
Rozdział dziewiąty
Marta spojrzała na siedzącego obok niej chłopaka, który wydawał się być do końca pochłonięty jedzeniem gofra. Nie wiedziała jak wytłumaczy dla swojej babci fakt że była tego dnia w szkole tylko na jednej lekcji, ale nie żałowała spędzonych godzin z Karolem.
- Jesteś w rodzinie zastępczej? -z zamyślenia wyrwał ją głos chłopaka.
-Nie. Mieszkam z babcią, to bardzo fajna kobieta, która chciałaby dla mnie jak najlepiej. Zresztą nie rozmawiajmy o tym, nie chcę znowu zepsuć sobie humoru.
-Ok. Ej a o co dokładnie chodzi w klasie?
-Co masz na myśli?
-No wiesz ten chłopak, któremu pisałaś liścik... Ta twoja koleżanka. Diana?
Marta poczuła zimny, delikatny powiew wiatru i szczelniej otuliła się kurtką.
- To długa historia.
-Mamy czas.
-No cóż... Marcin jest moim dobrym kolegą ale od niedawna chyba trochę inaczej na mnie patrzy. Umówiliśmy się na dzisiaj do kina. Jednak wczoraj byłam na spacerze ze znajomym, Marcin widział jak się przytulamy i od razu robi aferę. A Diana? Jest na mnie wkurzona bo nie powiedziałam jej o tym incydencie, jak by to w ogóle miało jakieś znaczenie.
Nastolatka prychnęła z pogardą i rozejrzała się dookoła. Była ładna wiosenna pogoda, a delikatny wietrzyk zdawał się nie przeszkadzać nikomu. Wokół nich spacerowało gromada gołębi, które zbierały okruszki z placu. W oddali młoda kobieta spacerowała z wózeczkiem dziecięcym oraz około pięcioletnim chłopcem, który starał się złapać ptaka. Od czasu do czasu na parkingu pojawiały się nowe samochody, a ich właściciele spiesznie się od nich oddalali.
-Zależy ci na nim?
-Na Marcinie?- chłopak z entuzjazmem pokiwał głową.- Nie. Jest dla mnie poprostu kolegą.
-A na tym drugim?
-Drugim?
-Na tym z którym wczoraj spacerowałaś.
-Nie.
Nastolatka uśmiechnęła się na myśl o Szczurku i jego orientacji seksualnej. Bardzo go polubiła i nie rozumiała jak można było mu wyrządzić taką krzywdę jak zrobił to aktualny chłopak Diany.
-Kurde. Dzisiaj jest mój pierwszy dzień w szkole, a ja już na wagarach.
-Rzeczywiście nie najlepszy start. Dobra ja będę się zwijać, odprowadzić cię?
-Nie dzięki. Znam drogę.
- Ok. To pa.
Marta wstała z murku, otrzepała spodnie z niewidzialnych okruszków i pocałowała kolegę w policzek.
-Napiszę ci smsa z pracą domową jak będę wiedziała co było. Do jutra.
-Cześć.
Chłopaka spojrzał za odchodzącą nastolatką, dotknął dłonią swojego policzka gdzie przed chwilą znajdowały się usta dziewczyny i uśmiechnął się pod nosem.
-Przeciwnie. Bardzo dobry start.- szepnął.
Marta weszła do domu. Od progu dało sie słyszeć krzątaninę jej babci, która właśnie szykował obiad oraz cicho nuciła piosenkę. Dziewczyna cicho podeszła do kuchni i wsłuchała się w słowa piosenki, lubiła słuchać śpiewu swojej opiekunki.
-Cześć babciu.
-Cześć skarbie. Co tam w szkole?
Nastolatka usiadła przy kuchennym stole przygotowując się tym samym na długą rozmowę, wciągnęła powietrze w płuca.
-Nie poszłam dzisiaj do szkoły, znaczy byłam na jednej godzinie.
Starsza kobieta usiadła naprzeciwko niej z zatroskaną miną.
-Czemu? Co się stało?
-Pokłóciłam się z Dianą. Nie miałam odwagi stawić temu czoła.
-To coś poważnego?
-Nie. Mam nadzieję że nie.
Staruszka nakryła do stołu pocieszając przy tym swoją wnuczkę. Wkrótce obie jadły kotlety schabowe z ziemniakami i surówką wymieniając się przy tym różnymi informacjami dnia. Ich spokój przerwał dzwonek do drzwi. Spojrzały po sobie nie pewnie po czym babcia Marty poszła je otworzyć.
-Wejdź, wejdź zapraszam... Ależ nie robisz żadnego problemu... Tak jest, właśnie jadłyśmy obiad... Ale nie będziesz przeszkadzał, wejdź.
Marta słyszała fragment rozmowy dochodzącej z przedpokoju, wkrótce w drzwiach kuchni stanął zgarbiony, smutny chłopaka, w jego oczach widniały łzy.
-Przepraszam. To chyba był głupi pomysł żebym tu przyszedł.
- Sebastian co się stało?
Mężczyzna wybuchnął płaczem i wkrótce znalazł się w objęciach nastolatki.
- Jesteś w rodzinie zastępczej? -z zamyślenia wyrwał ją głos chłopaka.
-Nie. Mieszkam z babcią, to bardzo fajna kobieta, która chciałaby dla mnie jak najlepiej. Zresztą nie rozmawiajmy o tym, nie chcę znowu zepsuć sobie humoru.
-Ok. Ej a o co dokładnie chodzi w klasie?
-Co masz na myśli?
-No wiesz ten chłopak, któremu pisałaś liścik... Ta twoja koleżanka. Diana?
Marta poczuła zimny, delikatny powiew wiatru i szczelniej otuliła się kurtką.
- To długa historia.
-Mamy czas.
-No cóż... Marcin jest moim dobrym kolegą ale od niedawna chyba trochę inaczej na mnie patrzy. Umówiliśmy się na dzisiaj do kina. Jednak wczoraj byłam na spacerze ze znajomym, Marcin widział jak się przytulamy i od razu robi aferę. A Diana? Jest na mnie wkurzona bo nie powiedziałam jej o tym incydencie, jak by to w ogóle miało jakieś znaczenie.
Nastolatka prychnęła z pogardą i rozejrzała się dookoła. Była ładna wiosenna pogoda, a delikatny wietrzyk zdawał się nie przeszkadzać nikomu. Wokół nich spacerowało gromada gołębi, które zbierały okruszki z placu. W oddali młoda kobieta spacerowała z wózeczkiem dziecięcym oraz około pięcioletnim chłopcem, który starał się złapać ptaka. Od czasu do czasu na parkingu pojawiały się nowe samochody, a ich właściciele spiesznie się od nich oddalali.
-Zależy ci na nim?
-Na Marcinie?- chłopak z entuzjazmem pokiwał głową.- Nie. Jest dla mnie poprostu kolegą.
-A na tym drugim?
-Drugim?
-Na tym z którym wczoraj spacerowałaś.
-Nie.
Nastolatka uśmiechnęła się na myśl o Szczurku i jego orientacji seksualnej. Bardzo go polubiła i nie rozumiała jak można było mu wyrządzić taką krzywdę jak zrobił to aktualny chłopak Diany.
-Kurde. Dzisiaj jest mój pierwszy dzień w szkole, a ja już na wagarach.
-Rzeczywiście nie najlepszy start. Dobra ja będę się zwijać, odprowadzić cię?
-Nie dzięki. Znam drogę.
- Ok. To pa.
Marta wstała z murku, otrzepała spodnie z niewidzialnych okruszków i pocałowała kolegę w policzek.
-Napiszę ci smsa z pracą domową jak będę wiedziała co było. Do jutra.
-Cześć.
Chłopaka spojrzał za odchodzącą nastolatką, dotknął dłonią swojego policzka gdzie przed chwilą znajdowały się usta dziewczyny i uśmiechnął się pod nosem.
-Przeciwnie. Bardzo dobry start.- szepnął.
Marta weszła do domu. Od progu dało sie słyszeć krzątaninę jej babci, która właśnie szykował obiad oraz cicho nuciła piosenkę. Dziewczyna cicho podeszła do kuchni i wsłuchała się w słowa piosenki, lubiła słuchać śpiewu swojej opiekunki.
-Cześć babciu.
-Cześć skarbie. Co tam w szkole?
Nastolatka usiadła przy kuchennym stole przygotowując się tym samym na długą rozmowę, wciągnęła powietrze w płuca.
-Nie poszłam dzisiaj do szkoły, znaczy byłam na jednej godzinie.
Starsza kobieta usiadła naprzeciwko niej z zatroskaną miną.
-Czemu? Co się stało?
-Pokłóciłam się z Dianą. Nie miałam odwagi stawić temu czoła.
-To coś poważnego?
-Nie. Mam nadzieję że nie.
Staruszka nakryła do stołu pocieszając przy tym swoją wnuczkę. Wkrótce obie jadły kotlety schabowe z ziemniakami i surówką wymieniając się przy tym różnymi informacjami dnia. Ich spokój przerwał dzwonek do drzwi. Spojrzały po sobie nie pewnie po czym babcia Marty poszła je otworzyć.
-Wejdź, wejdź zapraszam... Ależ nie robisz żadnego problemu... Tak jest, właśnie jadłyśmy obiad... Ale nie będziesz przeszkadzał, wejdź.
Marta słyszała fragment rozmowy dochodzącej z przedpokoju, wkrótce w drzwiach kuchni stanął zgarbiony, smutny chłopaka, w jego oczach widniały łzy.
-Przepraszam. To chyba był głupi pomysł żebym tu przyszedł.
- Sebastian co się stało?
Mężczyzna wybuchnął płaczem i wkrótce znalazł się w objęciach nastolatki.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)