Szymon leżał na szpitalnym łóżku okryty białą, czystą pościelą. Na wskazującym palcu u prawej ręki miał założone małe prostokątne pudełeczko, które pokazywało puls nastolatka. Do klatki piersiowej przyklejone miał cztery kółeczka, które za pomocą kabli łączyły się z różną aparaturą, a na jego twarzy leżała maska medyczna doprowadzająca tlen do jego płuc. Chłopak był bardzo blady, a białe otoczenie nie wpływało korzystnie na jego wygląd. Przy nastolatku siedział pochylony Sebastian trzymając go za rękę, którą delikatnie głaskał i szeptem opowiadał mu ich wspólne przygody. W kącikach jego oczu od czasu do czasu pojawiały się krople łez, ktorym chłopak pozwalał spokojnie po policzkach spłynąć w dół. Innym razem na jego twarzy pojawiał się delikatny uśmiech spowodowany wspomnieniami. W kącie pomieszczenia na obrotowym niskim krzesełku bez oparcia siedziała skulona Marta. Nastolatka ze smutkiem przyglądała się całej sytuacji od czasu do czasu dyskretnie wycierając nos. Dziewczyna po cichu wyszła z sali i stojąc na korytarzu przez szklaną ścianę dalej przyglądała się znajomym, wyciągnęła z czarnej, dużej torebki telefon i wybrała numer Diany. Po raz dwunasty tego dnia usłyszała trzy szybkie sygnały- Diana odrzuciła połączenie. Spojrzała na wyświetlacz telefonu i po zastanowieniu wybrała numer Karola. Już po dwóch sygnałach usłyszała znajomy głos kolegi.
-Siemanko.
- Cześć Karol. Mam do ciebie prośbę.
-O co chodzi?
-Możesz dać mi Dianę do telefonu?
-Ok. Zaczekaj chwilę...
W głosie chłopaka dało się słyszeć niepewność. Po około piętnastu sekundach, które dla Marty zdawały się być całą wiecznością ponownie usłyszała głos Karola.
-Niestety. Nie ma czasu.
- Jasne... Ok, dzięki.
-Marta!?
-Tak?
-Stało się coś?
-Tak.- nastolatka zauważyła zbliżającą się do niej pielęgniarkę.- Muszę kończyć. Pa.
Siostra miała na sobie niebieską spódniczkę oraz tego samego koloru bluzkę na krótki rękaw, do której przyczepiona była karteczka z jej imieniem i nazwiskiem. Była to młoda kobieta o delikatnych rysach twarzy i długich, jasnych włosach spiętych w koka.
-Przepraszam.- odezwała się niepewnie nastolatka gdy ta ją wymijała. Na ustach pielęgniarki pojawił się delikatny, życzliwy uśmiech.- Co z nim?
-Przepraszam, ale mówiłam już, że takie informację mogę udzielać tylko rodzinie.
-Ja wiem. Ale niech pani spojrzy. Może Sebastian nie ma tej samej krwi co Szymon ale to on jest jego prawdziwą rodziną. To że nie są spokrewnieni nie oznacza, że trzeba ich skreślić. Pamięta pani kogoś innego niż my kto go odwiedzał? Jego rodzinę? Nie, bo to my jesteśmy jego prawdziwą rodziną, tą która się o niego troszczy i martwi.
-Rozumiem.- pielęgniarka niepewnie rozejrzała się po korytarzu- Jego stan jest stabilny co niestety nie oznacza, że jest prawidłowy. Ale to dzielny chłopak, walczy, cały czas walczy. Jutro powinien wybudzić się ze śpiączki farmakologicznej. Wtedy będzie można powiedzieć więcej.
-Dziękuję.
Nastolatka uśmiechnęła się do oddalającej się już pielęgniarki. Ponownie spojrzała na wyświetlacz telefonu po czym schowała go do torebki i po cichu weszła do sali. Stanęła za plecami Szczurka i przez chwilę słuchała historii chłopaków, dotknęła przyjaciela za ramię. Sebastian spojrzał się na nią ze zadziwieniem, dopiero po chwili wydawało się że wie kim ona jest i co tutaj robi.
-Rozmawiałam z pielęgniarką.
-Powiedziała coś?
-Niewiele. Szymon powinien się jutro wybudzić, jego stan jest stabilny.
Nastolatek głośno wypuścił powietrze, odchylił głowę do tyłu i nieznacznie się uśmiechnął. Spojrzał ponownie na przyjaciela.
-No chłopie wreszcie dobre wieści.
-Tak, to prawda. Słuchaj może pojadę po Dianę?
-Tak. Powinna widzieć. Pewnie się martwi.
Gdy Marta dotarła do szkoły w jej klasie właśnie trwała lekcja matematyki. Weszła do sali lekcyjnej, a wszystkie oczy zwróciły się w jej stronę. Dziewczyna miała rozpuszczone włosy, które swobodnie opadały na ramiona okryte czarną, dopasowaną do ciała bluzką. Ją natomiast miała wsadzoną do skurzanej, kloszowanej również czarnej spódnicy. Przywitała się ze zdziwioną nauczycielką i poprosiła swoją przyjaciółkę na korytarz.
-Marto jest lekcja.- odpowiedziała nauczycielka- Siadaj do ławki i nie rób sceny.
-Nie. Przyszłam tylko powiedzieć coś ważnego dla Diany.
-Nie Marto. Nie pozwalam wam wyjść z klasy.
-Nie będę siedzieć w szkole gdy mój przyjaciel walczy o życie.
W sali nagle zrobiła się grobowa cisza. Nikt nawet się nie poruszył w ławce. Tylko Diana wstała i z powagą w głosie wtrąciła się do rozmowy.
-Kto?
Marta spojrzała ze współczuciem na przyjaciółkę. Przełknęła ślinę i spuściła wzrok.
-Szymon.
-Boże...
Diana pobladła i cicho usiadła na swoim miejscu szybko wciągając powietrze głęboko w płuca. Oczy wszystkich co róż przenosiły się z Marty na Dianę, z Diany na Marte co jakiś czas zerkając na reakcję nauczycielki.
-Możecie wyjść. Wpiszę wam zwolnienie.
Dziewczyny raźnie skinęły głową i wyszły z sali. Gdy znajdowały się na ulicy Diana zapytała się:
-To po to tak do mnie dzwoniłaś?
-Tak.
-Marta, ale ty nie znasz prawdy.
Marta zatrzymała się na środku chodnika i niepewnie spojrzała na koleżankę.
-O co chodzi?
-Przyjechałaś tu ponieważ, ja... Jestem jego... Dziewczyną?
-Tak. Ze Szczurkiem stwierdziliśmy, że chciałabyś wiedzieć.
-Ty wiesz o tym wszystkim od niego?
-Tak.
-Boże. Jesteście parą?
-Nie. Chodź już. Obiecałam mu, że zaraz przyjdziemy.
-Idź sama.
-Co? Diana w szpitalu twój chłopak walczy o życie, a ty nie chcesz do niego jechać?
-Nie jesteśmy parą.
Diana wbiła wzrok w ziemię, a Marta nerwowo próbowała poskładać wszystko w całość. Dzień był ciepły, a na niebie nie było chmur, mimo to na dworze nikogo nie było widać.
-Słucham?
-Przepraszam. Powiedziałam tak bo chciałam żebyś mi zazdrościła. Wokół ciebie zawsze jest jakiś fajny chłopak, to Marcin, to Szczurek a teraz jeszcze ten nowy, a ja zawsze trafiam na totalnych palantów.
-Ty jesteś chora! To ja jadę z drugiego końca miasta, bo tobie nie chce się odebrać telefonu, powiedzieć ci, że twój chłopak chciał... Walczy o życie. A ty mówisz, że wszystko wymyśliłaś? Jesteś pojebana!
Marta odwróciła się na pięcie i szybkim krokiem oddaliła się od koleżanki. Pół godziny później nie jednokrotnie przepraszała Sebastiana po opowiedzeniu mu tej historii. Czuła złość na siebie, że przez nią chłopak był jeszcze bardziej smutny, że wprowadziła go w błąd, że zadała mu niepotrzebny ból.
W kuchni świeciło się światło więc Marta z Sebastianem zajrzeli do środka. W pomieszczeniu babcia dziewczyny szykowała kolację. Na ich widok uśmiechnęła się czule i ręką zaprosiła do stołu. Nastolatkowie bez namysłu przyjęli zaproszenie i wygodnie usadowili się blisko siebie. Wkrótce przednimi pojawiły się kubki z zimnym mlekiem i naleśniki z nutellą oraz bitą śmietaną. Całą trójką spożywali w ciszy posiłek gdy do Marty zadzwonił telefon. Nastolatka przeprosiła i odeszła od stołu.
-Cześć. Wszystko okej?- w słuchawce rozległ się głos zatroskanego Karola. Nastolatka usiadła na schodach przeczuwając że będzie to długa rozmowa.
-Hej. Jasne. A u ciebie?
-Spoko. Jak sobie radzisz?
-Nie jest źle.
-Marta, nie zrozum mnie źle ale... Byłem przed chwilą w tym klubie o którym mi mówiłaś, Oczlik czy jakoś tak...
-I?
-Mówiłaś że to również przyjaciel Diany, a ona nie wydawała się tym przejmować.
-Cóż... Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.
-Tak. Przepraszam, poprostu pomyślałem że może, no wiesz, że jesteś sama. Mógłbym cię jakoś pomóc, może dotrzymać towarzystwa czy coś?
Marta uśmiechnęła się czule na te słowa. Bardzo polubiła Karola i mimo, że znała go bardzo krótko miała nadzieję, że ich znajomość rozwinie sie poza przyjaźń, miała nadzieję na więcej. Chciała odpowiedzieć, że tak, że było by fajnie gdyby ją odwiedził, pocieszył. Otwierała już buzię aby tak powiedzieć, gdy z kuchni wyszedł Szczurek.
-Nie, dziękuję. Może kiedy indziej.
-Ok. Trzymaj się.
Marta ścieliła wersalkę gdy do pokoju wszedł wykąpany Sebastian. Chłopak rozejrzał się po pomieszczeniu i usiadł na materacu, przykrył się kołdrą.
- Dziękuję ci.
-Nie ma za co.
-Jest. Bardzo dużo dla mnie znaczy fakt, że mnie wspierasz i nie wywaliłaś stąd jeszcze tego samego dnia co się poznaliśmy.
Marta uśmiechnęła się na wspomnienie tamtego wieczoru i nocy. Na plecach poczuła ciepły dreszczyk, odwróciła się w stronę chłopaka, który również się delikatnie uśmiechał.
-Mam do ciebie jeszcze jedną prośbę.
-Tak?- zapytała zaciekawiona, chłopak okrył się delikatnym rumieńcem.
-Możemy dzisiaj też spać razem?
Nastolatka z rozbawieniem oraz ciekawością pokiwała głową, a jej policzki zaczerwieniły się raptownie. W głowie usłyszała cichy głos mówiący "nie! Nie rób tego!" jednak emocje wzięły górą i dziewczyna ponownie pokiwała głową. Chłopak przeniósł poduszkę oraz kołdrę na lóżko i położył się obok Marty.
-Wiesz, wczoraj był mój pierwszy raz.- powiedziała nastolatka gdy zgasło światło.
-Co masz na myśli?
-Nigdy nie spałam z chłopakiem.
-Naprawdę?
-Mhm...
-Wiedziałem że jesteś wyjątkowa, ale żeby aż tak!?
Młodzi wybuchneli raźnym śmiechem, pierwszym prawdziwym śmiechem od momentu uzyskania tragicznej nowiny. Marta spojrzała w oczy Sebastianowi, który wyraźnie zrelaksował się po kilku ciężkich dla niego dniach. Nastolatkowie cicho puścili piosenki z telefonu, chwilę potem oboje spali głębokim snem, a pokój wypełniały miedzy innymi kawałki Chady, Trzeciego Wymiaru, Palucha czy Kaena. Nagle drzwi pokoju otworzyły się i stanęła w nich osłupiała Diana. Zaspani nastolatkowie spojrzeli po sobie, w pokoju bylo już całkiem jasno, a stojący niedaleko budzik wskazywał 07:36, z telefonu usłyszeli głos Szad Akrobaty:
"Gniew nad nami, ziemia krwawi. Czy to coś naprawi?
Patrzy z góry Twoje oko, szuka mądrych, nie ma takich.
Idę, słyszysz Panie? Odbiór! Zanim Ziemia stanie w ogniu."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz